Trochę jak kapłon…

0

Życie pod przywództwem ego jest fascynujące: często ekscytujące, czasem jest niczym emocjonalna górska kolejka i niemal zawsze jest ciekawe. Zadbane ego człowieka świadomego swoich marzeń, pragnień i celów prowadzi go do ciekawych miejsc, fascynujących zajęć i różnorodnych okoliczności.
Wiele się dzieje w życiu takiej osoby. Podążając drogą rozwoju osobistego, odbudowała już ona poczucie własnej wartości, poznała sposób proaktywnego wyboru zachowań, żyje w poczuciu obfitości i wie, jak myśleć pozytywnie. Nauczyła się budować cele i skutecznie działać w czasie, zarządzając sobą tak, aby mieć także sporo chwil dla siebie.
Pamiętam ten czas, jakże często czułam, że świat należy do mnie, że mogę mieć wszystko czego pragnę… Latałam, a w skrzydłach tańczył mi wiatr. Lubiłam te lata… Więcej, myślałam, że to droga na zawsze, że tak jest właśnie dobrze, najlepiej.

Wolne chwile dla siebie, systematyczne poszukiwanie własnego sensu życia i kolejne misje zbliżały mnie do duszy. Czułam ją niemal od zawsze, ale to nie jej drogą szłam, nie jej agendę wprowadzałam w życie. Byłam pewna, że główny kierunek mojego życia jest zgodny z planem duszy, ponieważ zbyt dobrze mi się wszystko układało, aby mogło być inaczej. Jednak aktywność zawodowa, fajerwerki, które sobie wciąż puszczałam, ciągły ruch i coraz to nowe cele nie sprzyjały przewodnictwu duszy.

Potrzebne było zatrzymanie. To było! Takie zatrzymania często nie są wcale przyjemne. Moje też takie nie było, ale – nasz szczęście – ja wiem, co z tym robić.  Efektem tego zatrzymania była nowa misja i decyzja o powrocie do Kanady.

W Toronto weszłam na zupełnie inną, nieznaną mi dotąd drogę. Spokój, dużo czasu bez ram wyznaczanych pracą i nieograniczony dostęp do książek i szkoleń najnowszych nurtów ruchu rozwoju potencjału człowieka.

Nagle okazało się, że to, co czytam, w czym uczestniczę i czego słucham, ma zupełnie inny niż dotąd charakter; najogólniej mogę powiedzieć, że dotyczyło bardziej bycia niż osiągania, bardziej procesów niż efektów i przeżyć nie tyle emocjonalnych, ile duchowych, czasem wręcz mistycznych. Dotarłam do uważnej obecności, do mindfulness.
Moje życie stawało się inne. Najpierw zauważyłam, że umykają z niego niektóre emocje. Zupełnie przestałam się złościć czy złośliwie dziwić (wiesz o co chodzi, myśli typu nie rozumiem, jak ona może, czy że też mu to…), mniej krytykowałam, opuściły mnie też uczucia poczucia niedocenienia czy zawiedzenia. Jeszcze więcej było za to radości, silniej zaczęłam odczuwać wdzięczność, a w moim wnętrzu zapanował wszechogarniający spokój połączony z beznamiętnymi refleksjami czy kontemplacjami. Owszem, czasem w czasie takiej refleksji doznawałam olśnień, które były fajerwerkiem emocjonalnym złożonym z zachwytu, podziwu i wdzięczności. Zauważyłam też, że jest we mnie więcej miłości. Najpierw obserwowałam to w moich zachowaniach w stosunku do córek, później – do siebie aż wreszcie do innych – nawet nieznanych mi – ludzi. Ciekawe, że jakoś tak samoistnie zaczęłam wolniej chodzić i w ogóle wolniej wszystko robić. Zawsze chodziłam bardzo szybko i ucieszyłam się, kiedy przeczytałam, iż z badań wynika, że ludzie sukcesu chodzą o 40% szybciej. Dziś bym się z tego nie cieszyła.

Pomału przewodnictwo w moim życiu zaczęła obejmować dusza. Było coraz piękniej.W pewnym momencie zauważyłam jednak, że zaczyna mnie przybywać, mam coraz więcej ciała. To spokojne, przyjemne, harmonijne życie pozbawione było elementu ryzyka, pasji, silnych pragnień. Nie podejmowałam wielkich wyzwań, dawałam sobie dużo czasu na odpoczynek, nie miałam wielkich emocji. A przecież nie bez powodu w środkach odchudzających jest kofeina i efedryna, środki pobudzające. W czasach królestwa ego nie potrzebowałam wiele jedzenia, teraz jem regularnie, celebruję posiłki… A przecież potrzebuję mniej pokarmu, nie spalam go tyle, co kiedyś. Dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Przyszły mi na myśl kapłony, wytrzebione koguty… Im robi się to właśnie po to, aby przybierały na wadze. Tracą swoją czupurność, piękny ogon i grzebień, stają się podobne do kur, a oprócz tego tyją.

Nie chciałabym powrotu do kogucich czasów przywództwa ego, moje życie jest teraz pełniejsze. Nie sądzę też, aby było jeszcze kiedykolwiek bardziej ekscytujące niż teraz… Nie potrzebuję tego. Jeśli chcę być szczuplejsza, droga jest jedna – mniej jeść, ot co.

*Autorką zdjecia jest Anna Frodesiak – Own work, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=30938927

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here