Siejmy pokój

0

Co słychać Jolu?
Walczę – pada odpowiedź.
Czasem dotyczy ona całości życia, czasem ktoś, kto tak odpowiada, ma na myśli jakiś obszar codziennych doświadczeń – na przykład doświadczenia zawodowe.

Wspaniała kobieta osiągająca sukcesy na różnych polach deklaruje na swoim facebookowym profilu, że jest wojowniczką i pokazuje swoje zdjęcie w… rzekomych barwach wojennych.

Ludzie piszą, że J walczy z chorobą, K walczy o zdrowie, Z przegrała walkę z rakiem, A walczy o życie. Można spotkać wypowiedzi o walce z lenistwem czy bałaganiarstwem albo o walce o coś – na przykład o równouprawnienie czy – o sprawiedliwość. Gdyby nie fakt, że to bardzo poważny temat, bawić mogłoby stwierdzenie walka o pokój. To zestawienie to oksymoron – czyli dwa przeciwstawne sobie określenia. Nic dziwnego, że nie każdy rozumie, że pokój będzie wtedy, kiedy przestanie się walczyć.Nie może dziwić również to, iż w imię walki o pokój buduje się kolejne urządzenia do niszczenia i zabijania.

Język ma wpływ na świadome pojmowanie rzeczywistości,
ale też na programy wprowadzone do podświadomości,
które przyjmują rolę szablonów.

Tymczasem już logiczne odniesienie się do tych wypowiedzi powinno ułatwić wybór innego słowa do wyrażenia treści, na których nam zależy.
Co to znaczy, że ktoś walczy? To, że postrzega kogoś lub coś jako przeciwnika – innego wojownika, który także się nie poddaje… przynajmniej nie od razu. W domniemaniu jest również ktoś czy coś, co zwycięża. To sformułowanie – niejako automatycznie – przenosi uwagę na przedmioty naszej walki: na chorobę, trudności, konkretne osoby czy zachowania.

To, co obdarzamy uwagą, rośnie w siłę.

Walcząc z chorobą dajemy moc… chorobie. To ją tak naprawdę wzmacniamy. Zupełnie inaczej niż wtedy, gdybyśmy dążyli do zdrowia, zdrowieli czy – robili wszystko, co trzeba (albo co w naszej mocy), by wyzdrowieć. W takich wypadkach uwaga przenosi się na zdrowie. Implikacje tej zmiany myślenia są dość oczywiste: koncentracja na zdrowiu i na wszystkim, co się z nim łączy, a zatem dodawania siły zdrowiu i mechanizmom czy substancjom leczącym.

Jakie konsekwencje dla organizmu i życia osoby niesie używanie takiego języka walki?
Walka rodzi stres ze wszystkimi jego konsekwencjami. Niektóre z nich, choć w krótkim wymiarze czasu są pozytywne, w dłuższym – wprowadzają do organizmu niepotrzebne, a czasem wręcz szkodliwe – substancje. Zatem część energii osoby chorej idzie na pokonywanie czynników dodatkowego stresu. Podobnie rzecz ma się u człowieka, który dąży do sukcesu, do powodzenia w biznesie czy do osiągnięcia jakiegoś zachowania.

Popatrzmy na takie sformułowania dokładniej: Jeśli się walczy, musi być jakiś przeciwnik (drugi wojownik) i ktoś musi z kimś zwyciężyć. Sformułowanie wygranie z chorobą nie uwłacza jeszcze logice. Ale już walka o życie nie bardzo wskazuje na tego drugiego wojownika… I zupełnie nie wiem kto jest przeciwnikiem w walce z lenistwem czy bałaganiarstwem. Ktoś powie – ja sam. Pięknie! Tworzymy zatem konflikt pomiędzy… sobą i sobą, co nieuchronnie powoduje pochłanianie energii. I to w sytuacji, kiedy potrzebujemy jej więcej, aby wyrobić w sobie nawyk robienia tego, co ważne, i jednoczesnego dawania sobie prawa do rezygnacji ze spraw nieistotnych czy kładzenia rzeczy na przeznaczone dla nich miejsce! Czy to jest logiczne i skuteczne działanie?

To, czego nie może zrobić myślenie logiczne, może zrobić myślenie psychologiczne – oparte o najnowszą wiedzę: Mówisz – zwycięstwo nad sobą. A co jest dobrego w wygraniu ze sobą czy w pokonywaniu samego siebie? I którą część siebie się pokonujesz? Chyba nie tę właściwą, prawdziwą?  Czy nie lepiej zastąpić walkę z czymś na dążenie do czegoś innego? Czy nie lepiej współpracować w tym dążeniu z prawdziwym sobą, z własnym wnętrzem, z sercem? Czy zamiast walczyć nie lepiej się uczyć, osiągać czy – budować dobre nawyki?

Czasem nie ma wyboru. Trzeba wojować. Zawsze jednak powinna to być ostateczność. Natomiast gloryfikowanie kogokolwiek kto walczy (zabija i niszczy), nie jest niczym dobrym dla świata, dla zdrowia, dla pokoju i szczęścia. Wszak szykując się do walki czy nawet do ewentualnej walki, zmienia się nam percepcja rzeczywistości: Widzimy czasem przeciwników tam, gdzie ich nie ma, w pracy zawodowej niepotrzebnie ścigamy się z innymi, w życiu osobistym niepotrzebnie rywalizujemy z tymi, których rzekomo kochamy, a w świecie – niepotrzebnie pogłębiamy odczucie naszej separacji, zamiast dążyć do jedności.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here