Zaczarowana sekwencja

27

domino_line
Jesteśmy bohaterami naszej własnej historii.

Mary McCarthy

 

Każdy z Państwa miał pewno, a może właśnie ma taki okres, kiedy wszystko dobrze idzie, wyzwania są pod kontrolą i realizuje się wszystko, co się postanawia – każde kolejne zadanie. Często jest tak zaraz po szkoleniu albo  na początku roku, kiedy to w nowy kalendarz wpisujemy nowe cele a w kolejne dni – zadania mające nam przybliżyć nas do ich realizacji.  Jesteśmy na wymarzonej diecie, już nawet ubrania są jakby luźniejsze, w szafie porządek, regularnie ćwiczymy albo odwiedzamy siłownię a do dzieci mówimy spokojniej. Krótko mówiąc jesteśmy niemal dokładnie tacy, jacy być chcemy

 

I nagle… pogoda się popsuła i nie poszliśmy na zwykły spacer, nie wyspaliśmy się rano i zrezygnowaliśmy z gimnastyki albo najedliśmy się wieczorem niezdrowych pyszności (może nawet nie pyszności), a dziecko wyprowadziło nas z równowagi i krzyczeliśmy. I co? Coś się zamknęło, przerwało… przestała istnieć zaczarowana sekwencja, która motywowała nas do dalszych działań zgodnych z planem. Może się pojawić zwątpienie, ba zniechęcenie. Tracimy motywację do dalszej pracy nad sobą, do budowania siebie i swojego życia według tego, jak chcielibyśmy żeby wyglądało.

 

No cóż… Każdy tak ma… Najważniejsze to, żeby nie pomyśleć w takiej chwili, że przytrafia się to tylko nam, że innym się zawsze wszystko udaje… albo, że takiej IMO to się udaje. I mnie dopadają takie momenty czy sytuacje. Zaczyna się od jednej rzeczy, od drobiazgu… Jednak przerywa się ów samowzmacniający cykl i zwątpienie rozlewa się na resztę czynności. Jeśli chodzi o ćwiczenia fizyczne, to czuję jakby energia ulatywała ze mnie, mogłabym przysiąc, że  kilka dni temu czułam się znacznie lepiej… gdy mówimy o pisaniu, to… nic mądrego do głowy mi nie przychodzi, zatem szkoda czasu, lepiej zobaczyć film albo poczytać… w kwestii porządków obserwuję na przykład rosnący zestaw naczyń na kuchennym blacie, produkty kupione po to, by wieść życie zdrowsze, a jednak przyjemne, stoją nierozpakowane, a filtr do wody leży kolejny dzień obok dzbanka i czeka na zmianę… Biurko pokrywa się papierami do załatwienia  a śmieci niemal wysypują się z kosza. Nawet ja sama ubrana jestem jakoś smętnie i jakby niekompletnie (bez kolczyków na przykład) Robi się coraz mniej przyjemnie, za to zniechęcenie rośnie. I gdybym się nie wzięła w garść… proces ten zapewne postępowałby dalej.

 

Otóż to, trzeba się jeszcze raz wziąć w garść. Jeszcze raz to wyrażenie kluczowe, może być znowu. Pisałam kiedyś o drabinie sukcesu, po której wchodzimy do życia takiego, jakiego pragniemy. No cóż, drabina jak to drabina, można się na niej obsunąć, można nawet spaść. Jeśli nie trzyma się wzroku nakierowanego na cel, rozgląda się dookoła i rozprasza, może się okazać, że zawróci się nam w głowie albo stracimy równowagę.

 

Takie pojedyncze sprawy, to  jedynie obsuwanie. W ostatnim momencie można jeszcze złapać się szczebelka, wrócić do punktu wyjścia i dalej wchodzić spokojnie po drabinie. To zdarza mi się bardzo często. Co w takiej sytuacji?

 

Potrzebujemy natychmiastowego sukcesu, czegoś widocznego albo dającego energię.

 

Można zacząć od czegokolwiek, w zależności w jakiej porze dnia postanawiamy wrócić na drabinę sukcesu. Ostatnio spadłam z kilku szczebelków. Opamiętałam się kilka dni temu, było już prawie południe. Przeczytałam wybrany przypadkowo tekst (i do tego po angielsku, żeby już spełnić pierwszą obietnicę) Smaku życia z książki  Sary Ban Breathnach Jak czerpać radość z każdego dnia, oczywiście znakomicie korespondował z moim nastrojem i sytuacją. Był tam przykład kobiety, która od kilku lat nie przejrzała swojej półki z przyprawami, dokładając do niej jedynie wciąż nowe przyprawy… Znamy? Ktoś tak jeszcze ma oprócz tej Pani… i mnie?

Co zrobiłam? Nie, nie, nie wyrzuciłam starych przypraw. Zrobię to w przyszłym tygodniu, już zapisałam. Zmieniłam jedynie filtr, uporządkowałam kuchnię, biurko (nic tak nie motywuje mnie do pracy jak puste biurko)! I wtedy musiałam wyrzucić śmieci. Do smętnego stroju założyłam niezwykle kolorową  jedwabną apaszkę i kolczyki. Nie mogłam się nie uśmiechnąć przechodząc koło lustra czy spoglądając w dół w czasie pisania. Dalej już działo się samo: poszłam na spacer zanosząc kilka rzeczy do pralni, po powrocie pralka zrobiła pranie a ja rozkoszowałam się zapachem suszących się ubrań i… pisałam. A to, co pisałam wydawało mi się zupełnie do rzeczy. Następny dzień zaczęłam już od 6 Wejdera… Znają Państwo ten zestaw ćwiczeń? Pierwszy dzień jest bardzo lekki – 6 ćwiczeń, 6 powtórzeń  i jedna seria. Zrobiłam sobie złotą maseczkę z kolagenem, zapisałam się na masaż, znowu napisałam fragment książki, który wydawał mi się mądry i użyteczny… byłam znów na drabinie. Jeszcze nie wszystko ogarniałam  tak, jak lubię, ale szło w dobrą stronę… Kolejne dni były coraz lepsze.

 

Kilka razy spadłam z drabiny. Bywało, że nawet mocno się poturbowałam. Ale takie jest życie. Trzeba się do tego szybko przyznać, nie udawać, że wszystko jest w porządku. Następnie trzeba się otrzepać, opatrzyć rany i wrócić znów na szlak swojego marzenia, zaczynając od czegoś najprostszego ale jednocześnie takiego, żeby było widać efekt. Myślę też, że mój blog może być potraktowany jako źródło tekstów, które podpowiedzą co można zrobić.

Szukając odpowiedzi na jakieś pytanie, znajdzie się je w każdym tekście.  I trzeba potem zrobić szybko jeden krok, a zaczarowana sekwencja powróci.

 

 

 

PODZIEL SIĘ

27 KOMENTARZE

  1. Jestem dzisiejszym Pani wpisem bardzo mile zaskoczona Pani Iwono.

    Tak, i ja tak czasem mam.

    Zwalam to na swoj brak konsekwencji (choc upadek z tej drabiny nie zdarza sie czesto-na szczescie).

    Kiedys gdy do tej drabiny wracalam, przygladalamm sie jej i myslam jednoczesnie czy na dobra wchodze…Czy ja tego wlasnie chce…

    Teraz jestem pewna po latach, ze to ta wlasciwa i wskakuje na nia po raz kolejny.

    6 Wajdera…Tak, podchodzilam pare razy, wytrzymywalam 4 dni…

    No i teraz to chyba wytrzymam dluzej. Dzieki Pani dziesiejszemu blogowi…

    Dziekuje!

    Cieplutko pozdrawiam i czekam na wiecej:)

  2. Wydrukuję ten tekst i będę mieć jak najbliżej siebie. Uroczyste słowo honoru :) A kluczowe zdanie w ostatnim akapicie podkreślę fluorescencyjnym markerem.

    Dziękuję bardzo za ten tekst, bo aktualnie z żalem przyglądam się mojej dotychczasowej drabinie z wysoko wyłamanym szczebelkiem :(
    I trzymam się tylko tego, że odpowiednio wcześniej zaczęłam obok ustawiać drugą, tylko jak na razie, staję jeszcze przed nią…
    Pozdrawiam serdecznie

  3. Pani Iwono – czytam Panią regularnie od jakiegoś czasu. Znam Panią od Pani pierwszej książki „Droga do siebie”, wydanej przez Medium (to chyba było nawet pierwsze wydanie – błękitna okładka i motyle). Na drodze samorozwoju jestem od kilkunastu lat i ciągle, ciągle się na tej drabinie obsuwam, ale się nie poddaję :-) Wiem, że mam ją podpartą do właściwej ściany i dojdę tam, gdzie chcę – jak niejeden już raz w życiu :-)

    Pierwszy raz piszę tutaj – ale chcę Pani bardzo podziękować, za całą Pani pracę, za przykład, za Pani książki (mam je wszystkie), za całą mądrość, którą się Pani z nami dzieli.

    Ostatnio kupiłam Pani Metamorfozy – słucham ją sobie, gdy jadę gdzieś na służbowe spotkanie. Ostatnio nawet słuchałam ją razem z moim 12-letnim synem :-) Wierzę, że czym skorupka za młodu … A fragment o motywacji – oj trafił mu do serca.

    Dziękuję Pani! I dobrego dnia!

  4. Pracuję nad sobą od jakiegoś czasu a ciągle zdarzają mi się dni gdy mam trudności z podstawowymi czynnościami i problem ze zmotywowaniem się do działania. Mysłałam, że coś robię nie tak.n A tu okazuje się, że tak po prostu bywa i że zdarza się to najlepszym. A chodzi o to by „podniesień” było więcej niż upadków. Wiedziałam o tym, ale zapomniałam. Dziękuję pani Iwono za przypomnienie tej prawdy:)

  5. „Jeśli nie trzyma się wzroku nakierowanego na cel, rozgląda się dookoła i rozprasza, może się okazać, że zawróci się nam w głowie albo stracimy równowagę.
    …….. W ostatnim momencie można jeszcze złapać się szczebelka, wrócić do punktu wyjścia i dalej wchodzić …”

    Otoz to ! Wlasnie kilka dni temu przemyslalam sobie kilka spraw , porozmawialam sama ze soba i postanowilam….ze nie bede sie rozpraszac i ” lapac 5 srok za ogon ” Zostawilam sobie dwie na ten rok . Pozdrawiam serdecznie.

    • No, zwłaszcza paznokcie pomogą. Mnie się inaczej pisze, kiedy widzę na klawiaturze ładne ręce. :)

  6. Czyta Pani w moich myslach.
    Ostatnio spadlam z takiej drabiny i mocno sie poturbowalam i nie moge sie podniesc i nic mi nie wychodzi:(
    U mnie zawsze takie upadki zaczynaja sie od choroby dziecka…nieprzespane nocne,zmeczenie i zaczynam robic sie nerwowa, plany sie sypia i wszystko bierze w leb,nie mam sily na wiecej niz niezbedne minimum i najbardziej w tym wszystkim wkurza mnie ta moja niemoc.Chcialabym ale nie moge,tak zwyczajnie nie mam sily….ostatnio to sytuacja bardzo czesta niestety:(
    Do tego normalny rytm drugiego dziecka,bo szkola,lekcje itp.

  7. Kilka dni temu zaliczyłam upadek z drabiny. Nie jestem pewna, jak do tego doszło, ale któregoś dnia wstałam z łóżka dopiero koło 17.00. Oczywiście niczego pożytecznego w międzyczasie nie zrobiłam. Następnego dnia zaczęłam od prostych rzeczy – wstałam z łóżka, pościeliłam je, żeby mnie nie kusiło, umyłam się, ubrałam, zjadłam śniadanie, a potem było już z górki – wieczorem upiekłam nawet blachę ciastek z migdałami.
    Wtedy pomyślałam, że tak naprawdę każdego dnia zaczyna się od nowa. Zrobiłam sobie listę kontrolną z porannymi czynnościami i zapisuję, co danego dnia zrobiłam, nawet, jeśli są to błahe rzeczy typu powieszenie prania, czy zjedzenie owocu. Kiedy następnego dnia rano patrzę na listę małych sukcesów z dnia poprzedniego, wiem, że skoro wczoraj mogłam to zrobić, to dzisiaj też dam radę :)

  8. Bardzo dobry tekst. Czasem trzeba próbować wiele razy aż za którymś się uda.
    Ważne żeby się nie poddać bo łatwiej wrócić na drogę wspinania się po drabinie
    kiedy zrobimy to zaraz po obsunięciu się niż po długiej zwłoce.

    Sam doświadczyłem upadków wiele razy i dobrze wiem jak to jest. Kiedy czytam Pani tekst to lepiej się czuję – kiedy wiem że nie tylko ja tak mam :)

  9. Pani Iwono, jest Pani Aniołem. Dziękuję za ten cudowny, mądry tekst. Spadłam z wysokiej drabiny kilka miesięcy temu, połamałam wszystkie kości, założyłam gips i … tkwię w nim jak w pancerzu. A moja dusza jęczy. I teraz czytam ten wspaniały wpis i tak sobie myślę, że spróbuję wejść na tę drabinę od nowa, albo z drugiej strony, albo na zupełnie inną bębę się skrabać.
    Zmotywowała mnie Pani akurat tym tekstem. Serdecznie dziękuję.

  10. Dziękuję Pani za ten tekst! A ja naprawdę myślałam, że tylko ja tak mam :) Fajnie jest zobaczyć, że rzeczywistość po prostu wymaga nieustannych powrotów do naszych planów, zamiarów, do naszej drogi…

  11. Bardzo to porównanie z drabiną mi się podoba. I przypomina piękne Malowane Monastyry na Bukowinie w Rumunii. Jedzie się przez góry wyżej i wyżej, a tam na polanie średniowieczny monastyr. Dla ludzi niepiśmiennych na drewnianych ścianach Biblia w obrazkach. Najmocniej utkwił mi w pamięci obraz na całą ścianie o wspinaczce do nieba. Nad drabiną anioły, jeden przy drugim, trwają przy wspinających się. Ponizej diabły ciągnące ludzi w dół.. i to na ostatnim szczebelku, gdy blisko już ręka Boga….
    Polecam to miejsce, a dziś chociaż popatrzcie na zdjęciach:
    http://obiezyswiat.org/index.php?gallery=1622#

  12. Bardzo dziekuję za ten tekst. Teraz, pod koniec stycznia, jest chyba szczególnie potrzebny. Dobrze przeczytać, że nie tylko ja tak mam. A jeszcze dowiedzieć się, co można z tym zrobić – bezcenne!
    Pozdrawiam ciepło i dziekuję za wytrwałość i konsekwencję w tym, co Pani robi.
    A SMS-a już wysłałam.
    Agata

  13. A co robić jeżeli często obsuwam się ze swojej drabiny? Czy może być tak, że za wysoką wybrałam?. Pani Iwono proszę się dzielić z nami swoją mądrością (na blogu i w książkach) i pozwolić nam czerpać z tego jak najwięcej.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę aby Blog Roku 2012 był Pani.

    • Jest taka możliwość. Może trzeba coś ułatwić. Jednak jeśli naprawdę Pani tego pragnie, może jest to tylko rodzaj wzmacniania mięśni. :) Dziękuję za dobre słowa. Będę. Jest tak wiele serdeczności od Czytelników, że na pewno będę robić to dalej i z jeszcze większą radością. Mam też parę niespodzianek. :)

  14. Pani Iwono,

    Ciepłe słowa na nasze serca. Ja ostatnio również spadłam z takiej drabiny, wtedy z reguły powatrzam sobie – że jestem do niczego, nic mi się nie udaje, wydaje mi się, że wszystkim wtedy jakoś idzie tylko ja mam problem. Z automatu idą złe wspomnienia i przykre doświadczenia z przeszłości i sobie dowalam – tak się dołuje 1 – 2 czasami 3 dni , potem wystarczy jakieś zdarzenie – zmuszenie się do wyjścia na fitness, spotkanie koleżanki, zdarzenie w sklepie miłe słowo – i znów napełniam się tlenem – działam – wczoraj w taki sposób podziałał na mnie niebieski lakier do paznokci – stwierdziłam, ze ostatnio opuściałm się w dbaniu o siebie – nie maluje się, włosy nie ułożone a kiedy miałam lakier na paznokciach – nie zastanwiając się pomalowałam paznokcie – a dalej…dalej poszło już samo do kolejnego upadku,
    Ciepło pozdrawiam.
    Wczoraj zrobiłam sobie 2 prezenty zakupiłam program do proj, ogrodów – tak się przed tym wzbraniałam bo nie dla mnie nie potrafię – jestem z siebie dumna, oraz Pani książkę Wychowanie do szczęścia – co miesiąc robie sobie prezent w postaci zakupu 1 Pani książki.

    Agnieszka

  15. Dawno nie pisałam, nie czytałam a dzisiaj zajrzałam i co? Odpowiedź na moje zwątpienia. Oj spadłam i tak leżę od kilku tygodni. I nawet przeszyła mnie myśl, że się do tego nie nadaję. Do tej całej pracy nad sobą, że nie jestem dość zmotywowana, dość silna, dość wierząca………, że to się w ogóle uda. I znowu nic z tego !!!! Wszystko leży , pokryte kurzem. Język, którego miałam się uczyć, mata do ćwiczeń, nawet obiady gotuję na skróty, apropo’s -nie smakują. Rodzinę to mam cierpliwą ;))….. Ale po tekście pani Iwony przypomniały mi się takie chwile z przeszłości, oj było ich!!!! I Wiecie, co ? Tak pomyślałam, że o to w tym wszystkim chodzi. Właśnie by zwalczyć ten stan zniechęcenia. Będzie lepsza pogoda, więcej pieniędzy na koncie i minie to zniechęcenie samo ,za jakiś czas, ALE PO CO CZEKAĆ? Nie jest sztuką robić, jak się chce, ale robić jak się nie chce!!!??? To dopiero wyczyn. I właśnie zrzeszam się ze wszystkimi, którym się nie chce ;)))Idę ZROBIĆ „COŚ”. A po tym będzie już lepiej. U mnie za oknem szaruga…….zasłaniam rolety.:))))

  16. Czytam Pani blog od ponad roku, ale pierwszy raz pisze. Chce bardzo podziekowac za pani teksty, dzieki ktorym mam sile aby isc do przodu.
    Pozdrawiam

    • Bardzo dziękuję Pani Renato. Rozumiem, że wysłała Pani SMSka w konkursie :) To dla mnie było bardzo ważne. To takie dowody na to, że cenią Pństwo to, co robię. :)

  17. Pani Iwono.
    Chciałam podziękować Pani za ten wpis.
    Podziękowałam wcześniejszym głosowaniem też :)
    milej niedzieli

  18. Witam

    Bardzo przyjemnie się czyta Pani tekst :) wzbudził motywację, poruszył do działania. Dziś miałam osłabioną motywację, ale jutro wstanę z nowym poziomem sił do działania :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here