Z perspektywy Nowego Jorku

2

Jestem znowu w Polsce. Prowadziłam szkolenie, gdzie spotkałam Wspaniałych Ludzi – otwartych, pozytywnie nastawionych do Siebie i świata, pragnących poprzez własny pozytywny wpływ poprawiać gorszą stronę rzeczywistości. Odbyłam kilkanaście dobrych rozmów z Przyjaciółmi i Klientami, zjadłam parę pysznych dań serwowanych przez przyjaznych kelnerów, z radością stwierdziłam, że drogowcy pracują nawet w sobotę, a Warszawa – pomimo pogody niepodkreślającej uroków miasta – wygląda i tak ładniej niż dwadzieścia lat temu. Sama bym tak chciała. No i kwitną bzy…
Pan Mariański wspomniał o motywie towarzyszącym podróżom.
Moim – jest szukanie rzeczy pięknych, niezwykłych, interesujących i innych. A te inne bywają i dobre i złe.
Rzadko porównuję, czasem mówię, jak to samo ma się u nas.
Gdybym chciała porównać to… raz byłoby lepiej gdzie indziej, raz lepiej tu.
Nie jestem właściwą osobą do sądzenia, że zgodzę się z Tymi, co o Polsce mówią głównie w kategoriach negatywnych, wszak wróciłam do Polski z emigracji i – mimo kanadyjskiego obywatelstwa – codziennie ją wybieram.
Postawa typu trawa jest bardziej zielona u sąsiada nie jest jedynie nasza. Podobne powiedzenie istnieje w języku angielskim. Spotkana w Nowym Jorku kanadyjska para wychwalała go kosztem Toronto. Moja córka uświadomiła im, że robią sobie krzywdę – hamują swoją radość – tak z przebywania w Nowym Jorku jak i powrotu do siebie. Słusznie! Sama Magda, która też mieszka w Toronto, kocha to miasto, ale kocha również Nowy Jork i Warszawę. A poza tym lubi Paryż, Londyn, Rzym. Ze mną jest podobnie.
Nie znajduję zapaści materialnej po przekroczeniu granicy Polski. Szczególnie,gdy przylatuję na nowe warszawskie lotnisko, ale wjeżdżając do Polski od strony Niemiec, także tego nie zauważyłam. Co do zapaści kulturowej, no cóż? Kultura ma różne aspekty. Faktycznie w Nowym Jorku jest bardzo dużo jej dóbr. Muzea pełne są obrazów, które my możemy co najwyżej oglądać w książkach albo w czasie objazdowych wystaw. Uwielbiam obrazy mistrzów i zobaczyłam ich więcej tam niż w Krakowie czy Warszawie. W Krakowie jednak byłam na wystawie prac Tomasza Maciejowskiego, które z pewnością doceniono w Nowym Jorku. Po Muzeum Narodowym chodziłam sama… Może dlatego, że było dopiero południe.
Na kolana położyła mnie muzyka i śpiew w Metropolitan Opera. Aż się boję iść do warszawskiej opery. W Nowym Jorku są nie tylko wspaniałe głosy (śpiewa tam wielu Polaków), ale też akustyka tego budynku jest nieporównywalnie lepsza. Płakać mi się chciało w czasie jednej z arii Toski, a zalałabym się pewno łzami całkowicie, gdybym sobie uświadomiła, że ten sam głos w Warszawie mógłby tak nie brzmieć. Ale to nasi przodkowie budowali Tetra Wielki. I tak zrobiono co można, żeby muzyka była lepiej odbierana. Ale reżyserię i scenografię wolę w naszych teatrach; Treliński też jest z Warszawy, nie z Nowego Jorku.
I ważna sprawa – nikt w Nowym Jorku nie podrywa się z miejsc i nie wiwatuje przy przyzwoitym poziomie wykonania… Zostawia to na wydarzenia wyjątkowe. Wykonawcy wiedzą zatem, że trzeba się tam starać.
Jeśli zaś chodzi o Judy and Arthur Zankel Hall – mniejszą salę Carnegie Hall, to kameralna sala warszawskiej filharmonii jest lepsza. Metra nie słychać, choć też jest blisko. Byłyśmy tam na występie naszego Piotra Anderszewskiego i doczekać się nie mogę, kiedy posłucham i zobaczę go w Warszawie.
Kultura to codzienne zachowanie, jedzenie, strój, księgarnie, sposób spędzania wolnego czasu. Są pewne zjawiska, które podobały mi się w NY – na przykład różnorodne zajęcia na świeżym powietrzu, w które angażują się mieszkańcy. Nigdzie nie widziałam tylu osób uprawiających najróżniejsze sporty i gry. Po Parku Centralnym biegają – to wiemy wszyscy, choćby z filmów; grają w koszykówkę. Ale oni grają też w piłkę nożną, w futbol, w baseball, w tenis i tenis stołowy, w szachy, i coś na kształt odbijanego ręką squacha. Mnóstwo różnych ulicznych artystów zatrzymuje nowojorczyków na chwilę zabawy czy odpoczynku. Zdecydowanie jednak przeszkadzał mi hałas. Szczególnie w barach czy restauracjach, w czasie gdy drinki są tańsze. Jedzenie też wolę nasze, z wyjątkiem bagli… Sklepy mnie nie zachwycają, jedynie papiernicze… a i książki coraz częściej są te same. I też nie każdą można kupić – małą filozoficzną książkę znalazłyśmy dopiero w drugiej uniwersyteckiej księgarni.
Co do duchowości – jakoś mało jej na co dzień spotykam wszędzie na Zachodzie. Myślę jednak, że ważne jest co rozumiemy przez duchowość. Nie sądzę bym sama w każdej sekundzie emanowała duchem. Są w Polsce miejsca, które skłaniają do zadumy, w tym niektóre kościoły… Tam również. Widuję w polskich miastach samotnie spacerujących lub kontemplujących widoki parków ludzi. Tam także. Do Mauzoleum Generała Granta i jego małżonki kolejek tam nie ma, a nabożeństwa nie gromadzą takiej liczby ludzi jak u nas. Ale duch wychodzi na ulicę i zaprasza do modlitwy. Na tym zdjęciu są deklaracje modlitwy. Żółty kolor wstążeczek to żołnierze, którzy zginęli na toczącej się wojnie, zielone są chyba za świat, a niebieskie za pokój. To jednocześnie zachęta, by dołączyć do modlących. A fragment ogrodzenie należy do kościoła, w którym kiedyś pracował – zafascynowany ideą pozytywnego myślenia i działania -Norman Vincent Peal.
Pan Mariański pyta czy sądzę, że Kopernik miałby szanse w Nowym Jorku, jako, że u nas to raczej nie. Myślę, że społeczeństwo amerykańskie jest znacznie bardziej uporządkowane i poddane schematycznemu myśleniu niż my Polacy.
Nowe idee – i tu i tam – rzadko trafiają natychmiast do wszystkich. Ważne jest, aby nad tym pracować.
I to, co moim zdaniem Amerykanie opanowali lepiej niż my, to pracę we własnym kręgu wpływu – robią coś, koncentrując się na tym, co mogą, a nie na tym, czego i tak nie zmienią. I przez to są szczęśliwsi.

P.S.
Wiem, że nie wszyscy czytają komentarze. Czytajcie Kochani, ponieważ moje teksty często inspirowane są znajdowanymi tam słowami.
Tym razem było to zdanie:
Moim wszystkim podróżom, zagranicznym i krajowym, towarzyszy od lat motyw: Polska jest krajem w stanie zapaści cywilizacyjnej – pod względem materialnym, kulturowym, duchowym. Oraz pytanie:
Jak to wygląda z perspektywy Nowego Jorku?

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Niedawno skończyłam czytać książkę „Inne Stany” Tomasza Zalewskiego (korespondent w Stanach). Muszę przyznać, że nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo różni są od nas Amerykanie. Czuję, że chcę się poprzyglądać temu tematowi różnic.

  2. Uwielbiam Stany i ten ich uśmiech i radość,ze jesteś az z Europy…../gotowość pomocy jak nie radzisz sobie językowol/miałam okazję być w róznych miejscach…./Zakochałam się w Key West gdzie mogłam chodzić śladami E.Hemingwaya

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here