WYGRAĆ NAPRAWDĘ (IV)

0

Dziś będzie o ludziach niebezpiecznych. Mówi się o nich, że są jak pies ogrodnika, co to sami nie zjedzą i innym nie dadzą. Mówi się też o nich desperaci, bo zachowują się tak jakby – ni oni, ni świat – nie mieli niczego do stracenia.
Zdaniem uważnie czytających Ewangelie – ludzie popełniają złe czyny tylko dlatego, że tak naprawdę nie rozumieją ni tego, co robią, ni sensu życia. Nie znają zjawiska współzależności, nie potrafią wyobrazić sobie skutków swojego działania, a czasem po prostu nie rozumieją zła, które towarzyszy ich czynom.
Skłaniam się do takiego myślenia. Sądzę, że albo z powodów ułomności intelektualnej – niemożności ujrzenia sytuacji we właściwym świetle, albo na skutek zmian charakterologicznych wywołanych życiowymi doświadczeniami, a także z powodów braków w inteligencji emocjonalnej, która ułatwia ocenę sytuacji, ludzie nie są czasem zdolni zobaczyć świat we właściwy sposób. Jeśli doda się do tego zaślepienie wywołane silnym uczuciem – gniewem, bólem, żalem czy… miłością, a raczej namiętnością, portret takiego burzyciela jest gotowy. Burzyciela, ponieważ burzy on wszystko, co stoi – jak mu się wydaje – na drodze do jego celów. Jednocześnie jednak ów człowiek niszczy siebie samego, to, co zbudował, co było dla niego ważne. To postawa przegrana-przegrana – rzadka, ale wciąż obecna.
Jeżeli w Twoim środowisku znajduje się taki człowiek, w pracy lub w rodzinie, trzeba starać się mu pomóc… Ale jeśli tę pomoc odrzuca, odseparować się od niego. Ci ludzie naprawdę są niebezpieczni.
Czasem szaleństwo widać natychmiast. Nikt Cię nie będzie miał, jak ja nie będę – mawia zaczadzony namiętnością kochanek i niszczy niby kochanego człowieka lub jego związek. Przegraną-przegraną nazwałabym samobójcze napady terrorystyczne i (czyż nie? ) – w ogóle wojny, w których tak naprawdę nie ma zwycięzców. Przegrana-przegrana to wyniszczanie się nawzajem sąsiadów toczących walkę, małżonków czy polityków. Dobitnie pokazuje to film Wojna Państwa Rose albo – zabawnie – nasz rodzimy film Sami swoi.
Postawy te występują jednak również w wersji mniej dramatycznej.
Nie podoba ci się mój pomysł pójścia do teatru, dobrze, nigdzie nie idziemy –siedzimy w domu. Tak kończy rozmowę o wyjściu z domu niejedna osoba. Słyszeliście rodziców lub nauczycieli, którzy kłócącym się dzieciom proponowali przegraną-przegraną? Skoro nie umiecie się razem ładnie tym bawić, zabieram wam tę grę. A czy ktoś zna pracowników, którym wiecznie się coś nie podoba, co to czepiają się wszystkich, wszystkiego i podważają sens każdego pomysłu? Są i politycy, którzy rozwalają wszystko, czego się dotkną. Niektóre ich mowy podyktowane są (wierzę, że nieświadomie) przegraną-przegraną: Może my nie przeprowadzimy naszego pomysłu, ale wam też się nie uda.
Trzeba uważać, ponieważ czasami postawa wygrana-przegrana każdej z osób uczestniczących w jakimś konflikcie może doprowadzić do tego, że w sposób spektakularny przegrają wszyscy. Stąd wygrana-przegrana – omawiana w poprzednim odcinku – jest taka niebezpieczna.
Co możemy zrobić, by samemu nie wpaść w takie zachowania. Ćwiczyć uważność, myśleć i mówić pozytywnie o ludziach, szczególnie o tych, w stosunku do których mamy gniewne odruchy, wybaczać.
Wybaczać nie znaczy zapomnieć czy nie wykonać ruchu, który separuje nas od kogoś, kto nas skrzywdził, to znaczy jedynie zaniechać odwetu, nie mścić się, źle nie życzyć, nie nienawidzić.
A jeśli chodzi o ludzi z naszego otoczenia, którzy przejawiają takie zachowania – zachęcać do leczenia ciała lub duszy, wspierać w tym… Czasami można pozbyć się (uwaga – delikatnie) takiego człowieka z firmy czy zespołu zadaniowego.
A jeśli wszystkie metody zawodzą – chronić siebie, zabrać swoje zabawki i iść w drugi koniec piaskownicy.
Tak radziłam moim małym córeczkom, kiedy z jakimś dzieckiem nie udało się osiągnąć wygranej-wygranej. Niczego lepszego nie potrafię wymyśleć i dziś.

P.S. Lista studentów Akademii Akademii w Warszawie jest już zamknięta. Przewidywałam tę sytuację, dlatego uprzedzałam, że jeśli chce się mieć pewność uczestnictwa w tym programie, należy decyzję podjąć szybko. Ponieważ – jak zaznaczałam – robię to tylko raz – gotowa jestem zorganizować w Warszawie jeszcze jedną grupę. Oczywiście znowu trzeba się szybko decydować. http://www.majewska-opielka.pl/strona/?page_id=5
Jednocześnie proszę chętne osoby z okolic Gdańska, aby deklarowały swój udział. Za chwilę sytuacja powtórzy się w Sopocie. A tam na pewno nie zrobimy nowej grupy. Nie jestem w stanie prowadzić więcej niż trzech grup, oddaję się bowiem temu projektowi z całkowitym zaangażowaniem. Proszę zatem przemyśleć sprawę i podjąć decyzję. Zapewniam o jednym – to będzie wygrana-wygrana.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here