WYBORY

5

Nic nie napawa otuchą bardziej, niż niekwestionowana zdolność człowieka do świadomych wysiłków wznoszących jego życie.

To cytat z Thoreau, którym Covey  zaczyna poświęcony proaktywności rozdział swojej książki  – 7 nawyków skutecznego działania. Covey uznaje proaktywność za najważniejszy nawyk prowadzący do prawdziwie skutecznego życia. Sprzeciwia się, jak wielu innych  – w tym również ja –  deterministycznemu patrzeniu na życie, które zakłada, że jesteśmy uwarunkowani środowiskiem czyli, de facto,  nie mamy kontroli nad życiem.
To prawda, że ze środowiska pochodzi wdrukowany do naszej podświadomości obraz rzeczywistości. Rodzice, bliscy, znajomi, współpracownicy, media, ważne dla nas grupy odniesienia –  takie jak Kościół, różne organizacje czy wręcz ideologie – są źródłem naszych przekonań. W efekcie często postrzegamy rzeczywistości  przez nieprawdziwe  czy niesłużące nam dobrze paradygmaty (schematy, wzory, czasem wręcz stereotypy) powodujące niewłaściwą ocenę sytuacji i w konsekwencji nieskuteczne działanie.  To przez sposób postrzegania sytuacji nie podejmujemy często działań, które  mogłyby zmienić nasze życie i nadać mu właściwy kierunek, dynamizm czy kształt.
Mamy jednak  samoświadomość, za sprawą której możemy dokonać oceny siebie i tego, co nas otacza.

Człowiek proaktywny zdolny jest do zatrzymania się,
popatrzenia na siebie, swoje działanie i jego efekty.
Następnie w zależności od rezultatu  tego przeglądu może dokonać…
zmian paradygmatów – inne przekonania włożyć sobie do głowy.
Może używać innego języka i inaczej postępować.

Trzy takie nieprawdziwe paradygmaty chciałabym tu omówić: Wybory nic mi nie zmienią.
I wynikające z tego dwa inne: to rząd i parlament jest odpowiedzialny za moją rzeczywistość  oraz nie mam większego wpływu na swoje życie.  

Wybory rzeczywiście nic (mi) nam nie zmienią.

To nie od rządzących zależy nasza sytuacja,
ale od nas samych i naszych osobistych wyborów.

Jeden pan Taksówkarz powiedział mi, że nie będzie głosował, bo na kogo by nie głosował, to ma tak samo. Oczywiście.

Żaden rząd nie zmusi ludzi do proaktywności,
do pełnego przejmowania odpowiedzialności za własne życie,
do inwestowania w siebie, w swoją firmę, do oszczędzania,
do rzetelnej pracy, do  podejmowania odważnych decyzji
i do zmieniania swojego najbliższego otoczenia.

Rząd może jedynie stwarzać po temu możliwości i kształtować warunki do tego, by jak najwięcej ludzi mogło się rozwijać i – właśnie – przejmować odpowiedzialność za swoją sytuację. Jednakże ważne jest byśmy  dokonywali wysiłków do tego, by rzeczywistość wokół nas, także ta w skali makro – ogólnopolska –  była tą najlepszą z możliwych.  Ważne jest, by rządzili nami ludzie którzy mają mandat zaufania znacznej części społeczeństwa. Wtedy tacy ludzi inaczej postępują. Pewno i oni czują wówczas większą odpowiedzialność. Dlatego trzeba wybierać! Nie tylko dla siebie. Dla Polski. Dla nas wszystkich.

Wynik wyborów może zmienić obraz Polski. Może zmienić atmosferę rządzenia, ton głosu. Może przenieść punkt nacisku z jednych spraw na inne… Wiele może. I zadecydować może o tym jeden głos. Chociaż to nie musi wpłynąć bezpośrednio na nasze życie, to jednak może spowodować pewne nasze działania, nie zawsze takie które chcielibyśmy podejmować w tym momencie, a także zmienia atmosferę, nastrój w jakim żyjemy. Dlatego chociaż wybory mi wiele nie zmienią, wybierać należy.

Jeśli ktoś nie liczy na to, że po wyborach coś się dla niego zmieni w sytuacji ekonomicznej i dlatego nie głosuje, to znaczy, że upatruje własnych zmian na lepsze w działaniach rządzących.  Uważa, że jego życie zależy od środowiska. To wciąż  ten sam nieprawdziwy paradygmat nieco inaczej wyrażony.

Nasze życie zależy od nas,
od naszych wcześniejszych, obecnych i przyszłych wyborów.
Jeśli  jest funkcją warunków i uwarunkowań,
to dlatego, że przez własną, świadomą decyzję,
lub jej brak w odpowiednim momencie,
wybraliśmy, aby te zjawiska nas kontrolowały.

Pan  Wiecznie Narzekający Taksówkarz, który głosować nie będzie, zapomina, że wybrał ten zawód, że nie chce zmiany, nie chce rezygnować z sobót i niedziel na działce, nie chce zmieniać korporacji, nie chce też inwestować w szkolenia pozwalające budować lepszą postawę i przyciągać większy dobrobyt. On już WSZYSTKO wie. Chce żeby ktoś mu załatwił tak, jak on to sobie wyobraża, a jak nie to… obraża się na demokrację i nie głosuje.

Politycy nie zmienią naszej rzeczywistości, tylko my  możemy ją zmienić. My jednak możemy wybrać takich ludzi, którym ufamy, że stworzą nam do tego najlepsze warunki.

 Wybory do parlamentu to możliwość egzekwowania
jedynie pośredniego wpływu na naszą rzeczywistość.
Jednak jest to jakiś wpływ.  

 I ostatni paradygmat stojący za tymi, którzy nie chcą iść na wybory, bo nie liczą po nich na osobistą korzyść.  Często kryje się za tym najbardziej szkodliwy ze wszystkich paradygmat: ode mnie nic nie zależy, w ogóle nie mam wpływu na swoje życie.

Tak myśli wiele osób, które reaktywnie pozwalają się wieźć na fali działań innych ludzi, okoliczności i zdarzeń. Oni zwykle mają w swojej podświadomości szereg schematów usprawiedliwiających to, że nie robią nic ze swoim życiem, oni także interesują się zatem z pasją  życiem bohaterów  seriali, programów opowiadających o problemach innych, czy jakimiś podnoszącymi ciśnienie wydarzeniami w Polsce. Oni to każdą napotkaną okazję wykorzystają, by ponarzekać, oskarżyć, a z siebie zrobić ofiarę okoliczności. Taka postawa to świadome osłabianie siebie – oddawanie siły środowisku, innym.

 Mamy wybór – codziennie – w każdej godzinie i minucie.

Wybieramy  myśli, słowa, jakich używamy, wybieramy ludzi, z którymi się spotykamy, nawet tych, z którymi żyjemy. Wybieramy swój zawód, pracę, miejsce w jakim żyjemy; wybieramy poziom ryzyka jakiego chcemy w życiu doświadczać i na czym skoncentrujemy swoje wysiłki. Mamy wybór czy będziemy wybierać. Ważne żeby robić to świadomie i z gotowością przyjęcia  konsekwencji naszych działań.
Najlepiej jest wtedy, kiedy każdy wybór jest świadomym wysiłkiem wznoszenia życia – własnego i innych .

 

P.S. Przypominam, że 

21 października rozpoczyna działalność Klub Skutecznego Działania w Łodzi

http://asdimo.pl/dok/Klub.Skutecznego.Dzialania_ASDIMO_Lodz.pdf

22 października możemy spotkać się w Londynie

http://asdimo.pl/dok/Moj.Najlepszy.Rok_ASDIMO_Londyn.pdf

Trwa rejestracja  Nauczycieli chętnych do odbycia ze mną podróży ku doskonałości czyli wzniesienia się na jeszcze wyższy poziom indywidualnego funkcjonowania

http://asdimo.pl/dok/Nauczyciel.na.miare.XXI.wieku.pdf

a  28 listopada każdy kto już debiutuje na stanowisku kierowniczym, albo9 takiego debiutu się spodziewa może dostać użyteczne informacje jak zrobić to najlepiej.

http://asdimo.pl/dok/Debiut.na.stanowisku.kierowniczym_ASDIMO_Warszawa.pdf     

Polecam i zapraszam.                 

PODZIEL SIĘ

5 KOMENTARZE

  1. „Polityka jest sprawą zbyt poważną, aby powierzać ją politykom
    Charles de Gaulle

    W dzisiejszym wydaniu Gazety Wrocławskiej wywiad z politologiem zatytułowany „Demokracja to nie hipermarket” cyt.” Nie rozumiem fascynacji frekwencją, mam do niej zupełnie inny stosunek. Denerwuje mnie sposób przedstawiania jej w mediach.
    – Państwo to nie hipermarket, w którym ma być dużo i tanio. Demokracja jest racjonalnym systemem. A więc, ci z nas, którzy chodzą na wybory powinni podejmować racjonalne decyzje.
    Jeśli przyjmiemy, że zgodnie z sondażami, tylko 30 % Polaków interesuje się polityką to mamy wręcz za dużą frekwencję. Za dużą, tym bardziej, że chyba naiwnością jest wiara w to, że te 30 procent rozumie politykę. A więc kilkanaście procent wyborców głosuje bo kogoś lubi, nie lubi, bo mu się podoba jego krawat lub ten krawat mu się nie podoba. A więc, podejmuje decyzję emocjonalnie.
    Nie martwiłby się Pan niższą frekwencją?
    Nie, ponieważ trudno wymagać od ludzi, żeby głosowali na partie polityczne, którym nie ufają. W Polsce zaufanie do partii deklaruje kilka procent wyborców. Zresztą od początku wybory w naszym kraju mają charakter mobilizacyjny – mobilizuje się zwolenników, natomiast niewiele się tłumaczy i wyjaśnia. Proszę zauważyć, że przed wyborami przestajemy być obywatelami, stajemy się jakimś tam elektoratem, gorzej, nawet targetem.

    Nie ufamy partiom czy demokracji?
    Nie ufamy Partiom. Z sondaży wynika, że demokracji ufamy coraz bardziej. ”

    I co pani Iwono na taki pogląd politologa?

  2. Namawiam do wyborów. I nie chodzi mi tylko o wybory w wymiarze politycznym.
    Ale jeśli chodzi o politykę, to – prawdę mówiąc – nie ważne jakimi kryteriami się kierujemy… Wybieramy tych, którym ufamy, którzy nam się podobają, albo tych, których wskazują nam ci, którym ufamy. I co to znaczy „nie interesują się polityką”? Jeśli mieliby wybierać ludzie kompetentni, to może powinni to zrobić politolodzy? :-) Ale, jak widać, tam też są różne sympatie. Polityka to nie nauka, tu sprawa sympatii jest całkiem uzasadniona.
    Zgadzam się natomiast, że 48% to spora frekwencja. Tak ona wygląda w demokratycznych krajach dobrobytu, jeśli nie ma sytuacji wyjątkowej lub dodatkowej zachęty. Pozdrawiam serdecznie

  3. Witam
    Ja kierowałam się najbardziej odpowiadającą mi, wyłaniajacą się z programu wizją
    przyszłej Polski i raczej zdawałam sobie sprawę ,że głos był za silną opozycją.
    To pierwsze kryterium zawsze ważne jest ,gdy mam kmukolwiek zaufać,czy wskazuje
    na rozwój czy wiedzie do kryzysu w jakiejś płaszczyżne życia.
    Pozdrawiam

  4. Witam
    Ja kierowałam się najbardziej odpowiadającą mi, wyłaniajacą się z programu wizją
    przyszłej Polski i raczej zdawałam sobie sprawę ,że głos był za silną opozycją.
    To pierwsze kryterium zawsze ważne jest dla mnie,gdy mam kmukolwiek zaufać oraz czy wskazuje
    na rozwój czy wiedzie do kryzysu w jakiejś płaszczyżne życia.
    Pozdrawiam

  5. A ja bym chciała odnieść się do kwestii wagi głosu każdego/każdej z nas. Przykład z wyborów do samorządów lokalnych: w moim mieście w jednym z okręgów wyborczych właśnie jeden głos zaważył o tym, że do Rady Miasta nie weszła osoba, która od wielu lat w tej radzie wiodła prym, a ktoś zupełnie inny, nowy, ze świeżym spojrzeniem. Tylko jeden głos i aż jeden głos zadecydował o tym, że jedni ucieszyli się z takiego obrotu sprawy a inni zmartwili. Dlatego myśleniem i mówieniem, że „mój głos i tak niczego nie zmieni” usprawiedliwiamy tylko swoją reaktywną postawę odbierając sobie możliwość wprowadzenia zmian.
    Serdecznie pozdrawiam :-)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here