Trzepot motylich skrzydeł

3


Nie trzeba być wpływowym człowiekiem,
by wywierać wpływ na innych.

Prawdopodobnie ludzie,
którzy wywarli największy wpływ na moje życie,

nawet nie zdają sobie sprawy z tego czego mnie nauczyli.

Scott Adams

 

 

Na pewno każdy z Państwa słyszał, że trzepot skrzydeł motyla w Ohio może spowodować w Teksasie po trzech dniach burzę piaskową… To nieco anegdotyczne stwierdzenie mówi o odkrytym przez Edwarda Lorenza prawie. Otóż  dla pewnych układów deterministycznych nawet minimalne zmiany wartości danych początkowych zostają bardzo szybko wzmocnione i powodują ogromne zmiany w ewolucji układu. Czyli mówiąc po prostu maleńka zmiana może spowodować teoretycznie wielkie zmiany, wielkie różnice. Nie jest to pewne w stu procentach, ale jest to możliwe. MOŻLIWE.

 

Prawdę powiedziawszy większość z tego, o czym mówi się w odniesieniu do człowieka, a w tym także w psychologii jest jedynie w większym lub mniejszym stopniu możliwe.

Stawiając na własny rozwój, żyjąc świadomie czy robiąc wszystko, co można, w kierunku realizacji własnych celów jedynie zwiększamy prawdopodobieństwa życia, jakiego pragniemy. Pewności mieć nie możemy.

 

Jednak to właśnie o to prawdopodobieństwo chodzi.

 

Nie będę pisać dziś o rozwoju. Chcę napisać o naszym wpływie na to, że świat może być lepszy, o tym jak wiele może zrobić choćby… uśmiech, czy dobre słowo, którym obdarujemy przypadkowo spotkaną osobę.

 

Wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani.
Świadczymy sobie nawzajem różnorodne usługi, żyjemy w jednym świecie.
Nigdy nie wiadomo kiedy jakiś czyn odbije się na nas –
kiedy wróci do nas energia, którą włożyliśmy, w jakieś działanie.

 

Ilustruje to piękna historia, którą znalazłam we wspominanej już na blogu pozycji – Mistrz Andego Andrewsa:
Miliony Afrykanów nie umarły z głodu – dlatego, że Normana Bourlag w wieku 91 lat wyhodował odporne na złe warunki odmiany kukurydzy i pszenicy. Jednak to Henry Wallace, sekretarz do spraw rolnictwa w rządzie Roosevelta, stworzył specjalny ośrodek naukowy, w którym zatrudnił Bourlaga. Ten z kolei nie byłby tak zainteresowany pomocą, gdyby George Washington Carver  w czasach, gdy był jeszcze studentem, nie opiekował się nim – sześcioletnim wówczas chłopcem – i nie odbywał z nim fascynujących spacerów botanicznych, w czasie których natchnął go chęcią pomocy ludziom poprzez badania nad lepiej rodzącymi roślinami. Sam Carver także nie dostałby takiej edukacji, gdyby nie fakt, że z wielkim poświęceniem odbili go handlarzom niewolnikami Moses i Susan Carverowie, adoptowali  i wychowali na światłego człowieka… A kto wie kto stoi za dobrem i szlachetnością tych ludzi? Na pewno matka małego Georga, która była wierną służącą i przyjaciółką Susan… A kto jeszcze? Praca tylu ludzi, ich szlachetne – czasem po prostu przyzwoite – zachowania decydują w końcu o życiu milionów.

 

Może nawet nie wiemy jak nasze dobre zachowania zaowocowały dla innych ludzi. Nie każdy ma wpływ na miliony, ale być może nasze dobre zachowanie zmieniło życie choćby jednego człowieka, może nawet nie życie, ale chwilę. To także ma znaczenie.

 

Dlatego warto codziennie postępować tak właśnie,
jakby od naszego każdego zachowania zależały losy świata.

 

Uśmiech, dobre słowo powiedziane jednemu człowiekowi może spowodować, że ktoś inny, gdzieś na końcu tego łańcucha dobroci da na przykład na akcję charytatywną pokaźna kwotę, albo potraktuje dobrze własne dziecko czy żonę,.

 

Niestety taki łańcuch działa również w drugą stronę.

 

Myślę, że każdy gest w kierunku otwierania świadomości na wspólnotę ludzi, na współzależność i konsekwencje pojedynczych działań dla wszystkich jest bardzo istotny. Dlatego warto to robić. Cieszy mnie każde hasło na Facebooku, które skłania do refleksji czy innego zachowania; możliwe, że dzięki nim jacyś ludzie milej się odezwą do klientów czy bliskich, albo podejmą inną decyzję niżby podjęli… lepszą.

 

Wierze głęboko, ze również moje teksty, moje książki i moja praca mogą mieć dobry wpływ na ludzi, którzy ich nigdy nie czytali czy z którymi nigdy się nie spotkałam.

 

 

ZADANIE:

Proszę przeżyć jeden dzień tak, jakby nasze każde zachowanie miało decydować o losach świata.
Jakby było trzepotem motylich skrzydeł, którego konsekwencji nie znamy.

 

P.S. A może ktoś wie co przedstawia rysunek towarzyszący dzisiejszemu wpisowi?

 

 

PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. To Motyl Lorenza. Nie wiedziałbym tego, gdyby nie fakt, że… byłem kiedyś kiepski z fizyki :-) Ale to długa historia.

  2. Chciałam napisać, że ‚moim zdaniem rysunek przedstawia opisany w tekście efekt motyla’ ale ubiegł mnie w tym z taką pewnością pan Michał, że nie wiem, czy to się jeszcze liczy :-) Serdeczności na całą piękną sobotę.

  3. Panie Michale, gratuluję odpowiedzi. :) Ja studiowałam fizykę i tego nie wiedziałam. ;)

    Napiszę, krótko obrazowo i być może ‚płytko’. Pamiętam takie wydarzenia. Wstaję w kiepskim humorze. Jadę w nie najlepszym nastroju zatłoczoną komunikacją miejską. Humor się nie poprawia. Uśmiecha się do mnie (nieznana) osoba. Ponieważ jestem osobą „bardzo wpływową”, to poprawia mnie się nastrój. I mam dobry humor przez cały dzień. :)

    Pozdrawiam serdecznie
    Justyna

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here