R – jak Radość

23


Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego

(Mt 18, 3)

 

Czytając komentarze dotyczące długowieczności i potem o Miłości – jednym z czynników syndromu MRS – zauważyłam dwie sprawy: Czytelnicy jakoś bardziej koncentrowali się na motcie dotyczącym zgody na przemijanie pewnych etapów naszego życia i ochocze wchodzenie w kolejne niż na zajęciu się triadą upiększającą każde życie – Miłością, Radością i Sensem czy samą Miłością. Może to łatwiejsze… Wszak wymaga od nas tylko zgody i akceptacji, podczas gdy tworzenie w sobie wspomnianych uczuć to już działania nastawione na poważne zmiany we wnętrzu. Dlatego dziś bardzo proszę jeszcze Osoby, które szybko przeszły przez ostatnich kilka rozdziałów, o ponowne przeczytanie i podumanie.

Na Facebooku znalazłam refleksję jednej Pani, która ogromnie mi się podobała.

 

Przystanęłam… podumałam... zastanowiłam się nad tym co napisane powyżej…
i pomyślałam – to przesłanie dla mnie…
Dzięki Violetta!!!

 

A ja dziękuję tej Pani!

Violetta to Znajoma,  u której ta Pani przeczytała tekst dzięki temu, że ta umieściła go w swoim profilu . Może warto to czasem zrobić… także dla innych.

 

Dziś o Radości ale także nieco inaczej niż może spodziewają się niektórzy.
Zwykle poszukujemy jej na zewnątrz, albo radujemy się czy cieszymy pod wpływem tego, co zewnętrzność nam niesie.

Oczywiście, ta forma zadowolenia  jest jak najbardziej potrzebna i niezwykle mile widziana. To już dużo, kiedy ludzie zauważają radosne wydarzenia w ich  rzeczywistości. Są bowiem i tacy, którzy wszystko krytykują, a z różnych przecież elementów życia wybierają tylko to, co przykre, smutne czy inaczej obniżające nastrój. Mało, jeszcze tym, którzy z radością wchodzą w kolejne dni… darować tego nie potrafią i próbują ich przeciągnąć na swoja stronę życia albo przynajmniej… zganią ich zachowanie.

 

I mnie się czasem dostaje… Jako że mam taką radość w sobie.
Odkąd pamiętam towarzyszy mi w życiu . Czasami czuję ją bardziej, czasami mniej, ale jest we mnie.

 

Radość, o której tu piszę to radość wewnętrzna, taka,
która raczej zmienia obraz rzeczywistości na lepszy niż pojawia się jako reakcja,
na to, co widzimy. 
Radość, o którą mi chodzi to wewnętrzna siła witalna,
odpowiedź na sam cudowny fakt życia.

 

Rodzi się ona z pasji, jaką odczuwamy do czegoś czy kogoś, z ciekawości świata, ale także z ruchu, z aktywności – zarówno czysto tej fizycznej jak życiowej.

Taka radość wręcz rozsadza. Kiedy patrzy się na pielęgnujących ją w sobie ludzi, myśli się, że mają w sobie dużo energii, są bardzo energetyczni , czy pełni życia. To właśnie wewnętrzna radość życia jest tym, co tak się odbiera.

 

Czy mają Państwo momenty, kiedy nagle jakiś zapach, powiew wiatru, uśmiech dziecka czy całująca się para powoduje uczucia rozchylające usta w uśmiechu? Niemal samoistnie… Nagle czujemy, że się uśmiechamy. To właśnie ta radość. Ja mam tak bardzo często.

 

Nadaję temu, co widzę radosny wymiar.
Patrzę na to z podziękowaniem za życie.

 

Są niestety tacy, co w takich momentach nie czują albo nic, albo to, że życie wzywa ich do konkretnych zadań  albo… wprost uczucia negatywne. Mogą zazdrościć parze, wspomnieć z żalem o własnym wieku czy… słowo… miało to miejsce w ubiegłym tygodniu:

Słońce, powiew lekkiego wiaterku…
Z uśmiechem odzywam się do Pani, która obok mnie wybiera jabłka z kosza: wiosna, już się ją czuje…
Tak, odpowiada Pani, właśnie uświadomiłam sobie, że muszę kupić płaszcz. No, cóż?

 

Radość jest także nam dana. Proszę popatrzeć na dzieci. Dopóki nie założymy im naszych okularów są pełne radości, ciekawe świata, aktywne, ufne… Nie czują swojej bezradności, przeciwnie – wierząc w Mamę i/czy Tatę i otaczających ją dużych ludzi czują się bezpieczne, akceptowane i mogą zachwycać się światem.

Każdy kolejny element życia budzi ich radość. Jeśli jest inaczej, coś nie tak dzieje się w ich środowisku, albo są chore.
Ale nawet chore potrafią cieszyć się życiem… Nieraz do końca. Do końca rysują kolorowe balony i motyle.
Pisała o tym Elizabeth Kubler-Ross zajmująca się śmiercią i umieraniem.

 

Dorosły też tak może. Potrzebuje wiary w sens, potrzebuje poczucia bezpieczeństwa – nie tego codziennego – ale tego większego wynikającego z obecności… Boga. Wtedy będzie się radował.

Bądźmy jak dzieci.

 

 

ZADANIE:

Proszę dziś szukać w sobie tej radości. Zaglądać do swojego wnętrza.
I proszę policzyć uśmiechy.

 

Pisząc to właśnie się uśmiechnęłam. Już chyba piaty raz dzisiaj.   

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

23 KOMENTARZE

  1. Dziękuję Iwonko za dzisiejszy artykuł. Był mi chyba potrzebny. Ostatnio niestety wpadłam w peną rutynę, świętną organizację czasu ale radość gdzieś mi uciekła. A przecież wcześniej była. Dlatego „odpuściłam” sobie na kilka dni i cieszę się, że wróciła wraz z Twoim artykułem.

    Ja nad poranną radością uwielbiam pracować pod prysznicem ćwicząc karaoke. Polecam wszystkim takie ćwiczenie! Pozdrawiam ciepło i wspaniałego dnia!:)

    • A ja dziękuję za to wyznanie. Często ludzie mylą zorganizowane i uporządkowane życie z radością i wewnętrzną energią. Takie pomyłki kończą się czasem wypaleniem zawodowym, albo zerwaniem w związku. I tu i tu bowiem można się mylić. :))

      Jeszcze będziemy mówić o Radości. Jednak koniecznym elementem jej odczuwania jest też sens. Macie akurat ten temat na najbliższym spotkaniu Klubu Skutecznego Działania. :))

  2. Odczuwac taką radosc jest chyba najtrudniej. Ta dana nam od ludzi, od świata jest łatwiejsza. Napotykamy ją, spotykamy, potykamy się o nią…każdy przeżywa ją inaczej:) Ale ta nasza, ta ‚ODŚRODKOWA’ jest najważniejsza i musimy dbac o nią optymalnie. Myślę jednak, że dopóki się nie pokochamy , to i na radowanie szans nie ma:) no! do roboty więc!
    Pani Iwonko, dziekuję:)

  3. Ostatnio w moim zyciu jakos malo radosci i czekalam bardzo na ten tekst ….takiej radosci wlasnie polaczonej z energia,zeby chcialo sie chciec…Odczuwam radosc na widok moich dzieci,na mozliwosc pobiegania w samotnosci,na zblizajaca sie wiosne itp.ale brak mi takiej ogolnej radosci,takiej samej z siebie ,takiej radosci we mnie,takiej polaczonej w wlasna energia,z pelnia zycia…
    Nie wiem czy to chorobska dzieci,problemy finansowe,wyjazdy przyjacioldoPL,czy tez pogoda ,ktora jest okropna zabily we mnie ta radosc.
    Dla mnie radosc to ruch,to energia wewnetrzna,to ludzie mnie otaczajacy….

  4. Utraciłam tę radość kilka lat temu…..i jest mi trudno ją odnaleźć…..wiem ,że to poniesione porażki do tego doprowadziły….czytam bloga ,ale czasem wydaje mi się ,że to nie dla mnie, ja już nie potrafię. Ta radość była taka naturalna, łatwiej radziłam sobie z problemami,praca była przyjemnością….dziś sie muszę bardzo postarać a i tak nie zawsze wychodzi, zmuszam sie do pozytywnego myślenia,do tej radosci,staram sie odrzucać negatywne myśli,wymyślam afirmacje ….itd, ale i tak nie odnajduję uśmiechu w swoim wnetrzu…..Osiągnęłam w życiu sukces,udało mi sie spełnić jedno z moich marzeń, i utknęłam….potem kilka porażek…..i nie umiem sie odbić…..
    POtrzebuje chyba jakiegoś ,,kopniaka”…:) albo ,żeby ktoś mną potrząsnął….sama nie wiem.Jestem żywą ruchliwą kobitką, ma m dwójke wspaniałych dzieciaków …..ta radośc jest ,ale taka wymuszona ,pokazuje ja na zewnatrz….ludziom…..ale wracam po pracy do domu i jestem inna ,zgorzkniała ,kłótliwa ,pretensjonalna….Nie chce tak….staram się nad tym panować, kontrolować słowa i myśli, ale częsciej niestety emocje ,strach,niezadowolenie biora góre …i lawina gotowa….
    Ludzie,podpowiedzcie coś ….albo dajcie mi tego wymarzonego kopniaka -na rozpęd…..:)

    • Pani Agato. Podpowiadamy przecież. :) Nic tu innego nie robię.
      A co Pani powie o pracy pod kierunkiem specjalistów od radości… w tym mnie :) w ramach Metamorfozy? Widziała Pani ten program?
      Zachęcam tez innych Państwa żeby podpowiedzieli Pani Agacie.

      Często przyczyną jest syndrom wypalenia. Będziemy o tym niedługo mówić…

    • Pani Agatko a zna Pani moja płytę „Metamorfoza”. Znam parę osób, którym pomogła w odzyskiwaniu radości. Pozdrawiam.

  5. Właśnie miałam moment AHA po przeczytaniu tego tekstu :) RADOŚĆ trzeba PIELĘGNOWAĆ W SOBIE! a nie czekać aż przyjdzie do nas z zewnątrz… to się nazywa zmiana paradygmatu :) dziękuje

  6. Radość wewnętrzna to wielka moc, która daje siłę do pokonywania i radzenia sobie z wyzwaniami, problemami, chorobami. To moc, która w pewien sposób uniezależnia nas, daje wolność od tego, co wokół nas i z nami się dzieje, przecież nie zawsze dobrego.
    Uczę się tej radości i mam już sukcesy :). I choć nadal zdarzają mi się „dołki”, to jednak dużo łatwiej i szybciej z nich wychodzę. O własnych siłach, w oparciu o swój charakter, a nie ze względu na okoliczności zewnętrzne. Oczywiście wsparcie zewnętrzne jest – dziękuję Pani Iwono. To wsparcie zewnętrzne może być kierunkowskazem. Jednak choćby najmądrzejsze słowa czy wskazówki nic nie zdziałają jeśli nie wytworzymy w sobie gotowości i siły do działania i nie zaczniemy tego robić.
    Pani Agato, to nie stanie się z dnia na dzień. Czasem trwa to długo – tak było u mnie, ale warto :). Cierpliwości. Proszę szukać w sobie siły, codziennie, małymi kroczkami, ale do przodu

    • Ja również się cieszę. Chciałabym się spotkać z jak największą liczbą chcących jeszcze lepszego życia ludzi z Zielonej Góry. Pozdrawiam :)

  7. Pani Iwonko, bardzo dziękuję Pani za bloga, za to te wszystkie wpisy. Bardzo się cieszę, że ktoś tak pisze, pokazuje radość, piękno życia. I że nie trzeba tej radości, tego piękna szukać daleko.
    Już wspominałam, że jestem chora i że choroba jest moim nauczycielem.
    Radość, radość życia, piękno życia to było pierwsze co odkryłam w czasie choroby. Jak olśnienie. Jak paradoksalnie.
    I teraz nie potrafię z tego zrezygnować, nie chcę, nie potrafię się poddać wszechobecnemu (to znaczy ogólnie) narzekactwu, malkontenctwu, wiecznemu krytykanctwu, widzeniu tylko tego negatywnego, temu ‚co to za życie’, wybieraniu tego co przykre, obniżającemu nastrój itd.
    Jeszcze raz Pani dziękuję. Ogromnie się cieszę, że mogę czytać takie rzeczy.
    Pozdrawiam
    Justyna

  8. Urzekło mnie zadanie w liczenie uśmiechów, mały krok ale wiele daje, może nas nawet uleczyć ze smutnej duszy. Ja radość wewnętrzną pielęgnuję od dziecka, choć życie nie było dla mnie łaskawe i dawało mi mniej powodów do radości niż bym chciała. Zawsze wiedziałam że Radość to klucz do swojego serca jak i serc innych ludzi. Muszę napisać, że osobą, która mi o tym zawsze przypominała była moja Babcia i zawsze przywołuje ją gdy jest mi smutno od wewnątrz. Teraz korzystam też z rad Pani Iwonki. To pewnie też jest sposób na radzenie sobie z problemami i brakiem powodów do radości na co dzień. Trzeba ich szukać na zewnątrz i przenosić do wewnątrz. Dzięki Pani Iwonce moje życie nabiera blasku, jak diament który się szlifuje ona szlifuje mnie. Mam nadzieję, że wkrótce stanę się brylantem :) Dziekuję bardzo!

  9. hmmm jak tak sobie podumalam to doszlam do wniosku, ze ja nie mam w sobie wewnetrznej radosci, raczej wydawało mi sie ze zewnetrzne okolicznosci, jakies formy aktywnosci mi ja dadza…ale tak nie jest…..w poszukiwaniu wewnetrznej radosci…
    Pozdrawiam wszystkich zagubionych.

  10. Pani Iwonako, dziękuję za wpis. Mam pytanie czy natura introwertyczna lub ekstrawertyczna może mieć wpływ na ” posiadnie” bądź nie „posiadnie”wewnętrznej radości?

    • Pani Kasiu, przepraszam, że się wtrącę. Ja mam naturę w kierunku introwertyczka i mam w sobie radość wewnętrzną. Myślę, że jest to niezależne (ale może się mylę). Introwertyczna – ekstrawertyczna – jeśli chodzi o radość – to ma wpływ na ekspresję wyrażanych uczuć, które są w nas.
      To takie moje skromne, nieprofesjonalne zdanie. :)
      Pozdrawiam serdecznie
      Justyna

      • Tak to jest Pani Justynko. Ma Pani rację. Pozdrawiam serdecznie. Czy zna Pani moją płytę?

    • Nie , w odczuwaniu radości nie ma tu różnicy ale w jej ekspresji może być. Pozdrawiam cieplutko.

  11. hmmm a mi się zawsze zdawało, że straszne ze mnie wariatka bo tych chwil jest dużo i śmieję się do siebie w duchu:)) Czasem tylko małe ukłucie żalu, że nie mam z kim tego dzielić… ale próbuję.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here