Przeżyć koniec świata

9

No masz… Przegapiłam koniec świata!
Tak napisała nad wyraz rezolutna dwudziestolatka na facebooku. Znam ją i z życzliwością śledzę jej wpisy – zwykle ciekawe połączenie refleksji, dowcipu i pewnej nostalgii za sensem. Moja ulubienica byłaby pewno pod koniec XIX wieku jedną z piewczyń dekadencji, w wieku XXI szuka miejsca dla Siebie i jestem pewna, że je znajdzie.

Ja nie przegapiłam. Przeżyłam go też kilka razy wcześniej, kiedy to miałam własne, indywidualne, nigdzie nie ogłaszane  końce świata.

Człowiek –  nie wiedzieć czemu – potrzebuje takiego konkretu, namacalności, faktu, który mógłby opisać za sprawą zmysłów – niechby i wewnętrznych, wynikających z wyobraźni.  Dziwne to, szczególnie w kontekście jego umiejętności posługiwania się abstrakcją, zdolnością rozumienia idei i tworzenia uogólnień.
Pomimo tego, maluje sobie Boga, opowiada Jego historię, literalnie traktuje każde słowo, które ktoś natchniony umieścił kiedyś w piśmie dziś uznanym za święte (oj, jest tych pism na świecie, jest). Innym znowu razem słowa, które tam są umieszczone traktuje jak metaforę i znowu znajduje konkretną, jedyną i najlepszą interpretację tej metafory. W imieniu Boga wypowiada się co wolno, a czego nie, i nie dba o to, że w ogóle nie jest to spójne na świecie. No i jeszcze od czasu do czasu postanawia odkryć kiedy to skończy się to, co systematycznie ulepsza i psuje.
Ech, pogubić można byłoby się w tym, gdyby nie sumienie oraz jeden spójny element wszelkich przemyśleń o Bogu – miłość.

Miłość – dla siebie, bliźnich i świata jest w każdym rozumieniu Boga

Trzeba jeszcze – ot , taki drobiażdżek – zrozumieć co to jest MIŁOŚĆ.

Koniec świata to ulubiony motyw człowieka poszukującego konkretu, nawet tam, gdzie jest to niemożliwe. Nie potrafi go sobie jednak wyobrazić inaczej niż krwawo, zbiorowo, z kataklizmami i cierpieniem. I to nawet chrześcijanie, którzy podstawą wiary uczynili Nowy Testament – przesłanie Miłości – widzą tak właśnie ostatnie dni przed powrotem Chrystusa.  Tego Samego, który mówił kto w ciebie kamieniem, ty w niego chlebem. Cóż za brak spójności?! A może nawet logiki?

Może ja czegoś nie zrozumiałam ze Starego Testamentu, ale jestem pod wrażeniem, że Bóg po Potopie ustanowił na niebie tęczę jako znak przymierza z człowiekiem i informację, że tak długo jak ona będzie nad ziemią, nie zniszczy Ziemi.
Widziałam tęczę jakoś w ubiegłym tygodniu…

Może zatem warto pomyśleć o końcu świata, jak o przenośni? Może chodzi o koniec świata rządzonego chciwością i wyścigiem siły źle wykorzystywanej? Może chodzi o koniec świata, gdzie najważniejsze jest widzialne, rzecz… ba… gadżet? Może chodzi o koniec świata rządzonego pieniądzem, ekonomią i zyskiem, a początek tego, co będzie brał pod uwagę bardziej szlachetne wartości? Może chodzi o koniec świata rządzonego lękiem, na rzecz tego rządzonego miłością? Może chodzi o koniec świata nieuczciwych manipulacji na rzecz świata uczciwości? Och wiele takich końców mogłabym tu wymienić. Może to taki świat się kończy? Moim zdaniem tak, tylko nie wszyscy to widzą.
Ten stary świat się kończy!

A do tego jeszcze każdy może skończyć swój własny świat i zacząć inny.

Zrobiłam tak już kilka razy w życiu, a i sobotę również postanowiłam tak potraktować. Nie będę tu informować z czym koniec w moim życiu, a z czym początek… Jednak to dobra zmiana.

Można także wykorzystać ten moment, by powiedzieć bliskim jak bardzo są dla nas ważni, jak cieszymy się, że byli i są – póki co – w naszym życiu. Przytuliłyśmy się do siebie żegnając się w piątek z moją kochaną Panią Wandzią, która pomaga mi w domu utrzymać porządek. Powiedziałyśmy sobie, jak wdzięczne jesteśmy sobie nawzajem.  Moje córki mieszkają w Kanadzie. Zadzwoniłam do nich, by im również powiedzieć jak bardzo je kocham i jak ubogaciły moje życie.. Pożartowałyśmy sobie trochę z koca świata, zastanawiałyśmy się nawet czy warto robić większe zakupy… Weronika przypomniała mi, że i tak nie mamy się czego bać, bo odnajdziemy się po tej samej stronie. Magda też była tego zdania, tylko zdawała się mieć inną wersję co do strony, po której będziemy po Armagedonie. Ukochanego Mężczyznę prosiłam, by był o 17.50.

Nie to, że wierzę w ten fizyczny wymiar końca świata. Ale lubię cezury, lubię wyraźne odcięcie starego od nowego. Zatem starałam się to wykorzystać po swojemu.

Jeszcze można przeżyć swój koniec świata. Ten dobry.
Można zamknąć coś za sobą i wejść w nowe –  lepsze życie.

Można zacząć inaczej mówić i inaczej postępować.

PODZIEL SIĘ

9 KOMENTARZE

  1. Nie można być jednocześnie w dwóch światach – przeszłości i przyszłości. Jedyny świat, w którym powinniśmy się znajdować w danej chwili to TERAŹNIEJSZOŚĆ. Starać się przeżywać ją tak, jakby jutra miało nie być, a wtedy żaden koniec świata nie będzie nam straszny:)Taka uważna teraźniejszość jest w stanie tworzyć lepszą naszą przyszłość. Ktoś nie tak dawno mi powiedział, że człowiek powinien zamknąć za sobą przeszłość, bo nie mamy na nią wpływu, nie jesteśmy już w stanie nic w niej zmienić, a myśląc o niej wpędzamy się często w złość, poczucie winy, żal, nostalgię i tracimy wiele twórczej energii. Emocjonalnie tkwimy w zwązkach, które się już zakończyły i nigdy nie wrócą, a my rozpamiętujemy to wszystko i żyjemy nadzieją. W tym czasie moglibyśmy otworzyć się już na nowe znajomości i ludzi. Żyjemy ułudą minionych dni zapominając, że mamy wpływ na to jak przeżyjemy dziś, a tym samym jutro. Kiedy słyszę te dekadenckie stwierdzenia o końcu świata myślę o tym, że nie mam na to żadnego wpływu w jaki sposób i kiedy to się stanie, ale mam wpływ na to jak to swoje życie przeżyję i co po sobie, choćby w sercach bliskich, zostawię. Jestem wdzięczna za wszystkie rzeczy jakich doświadczam każdego dnia i cieszę się, że choć krótko, ale szczęśliwie przyszło mi żyć i się rozwijać na tym świecie:)
    Koniec jest zawsze początkiem. To niekończący się proces. Pięknie o tym pisze Elisabeth Kubler -Ross w swojej autobiografii „Koło życia”. Polecam ją wszystkim, zwłaszcza zaś tym, którzy boją się Armagedonu.

  2. Hm..a ja wlasnie wczoraj rowniez postanowilam cos definitywnie zamknac.Zrozumialam ze musze to zrobic i chce dla siebie dla mojego nowego swiata.Oczekuje teraz czegos nowego jeszcze wspanialszego.
    Milej niedzieli

  3. Ale inspirujacy post. Tak bardzo sie zgadzam z tym ze wiele pysznych ludzi daja sobie prawo glosic prawdy ( z malej litery) w imieniu Boga i z arogancja, pewnoscia siebie – manipulujac ludzmi i przy okazji bardzo siebie wzbogacajac. Na mysl przychodzi np.David Koresh i smierc 74 osob w Waco Texasie – to byla straszna tragedia tez oprata na wierze w przewidywalny koniec swiata.Prawda jest tez taka ze wiele z obecnych religii chrzescijankich opiera sie na (czesto krwawych i brutalnych) naukach Starego Testamentu, nie biorac po uwage kontekstu historycznego, interpretujac Boblie doslownie, jak np. sekta ktora modli sie w obecnosci wezy ( i nie, nie sa to sekty afrykanskie, tylko zlokalizowane c alkiem niedaleko stolicy USA w okolicznych Appalachach ;)
    .

  4. Nie było moją intencją rozważanie o religiach i marnościach tego świata ale o MIŁOŚCI i możliwości wyboru własnego nowego świata. W tym kierunku chciałam inspirować. Czy dalej uważa Pani ten wpis za inspirujący? Pozdrawiam.

  5. Bo ja mam troche problem z tym „moj i twoj swiat” – to jest nasz jeden swiat, nasze swiaty sa polaczone, wzajemnie napelniamy sie dobrem, wzajmnie tez inspirujemy sie zlem i trudno odciac sie o tragedii w swiatach innych, i tylko koncentrowac sie na swoim swiecie. Dla mnie nawowlywanie „do konca swiata’ nie bylo i nie jest smieszne, bo moze byc tragiczne w skutkach, i tragedia w Waco, czy tez inne tragedie wynikajace z fundamentalizmu regijnego (np. w religiach muzulmanskich)sa tego przykladem. I tak, dalej uwazam Pani wpis za inspirujacy, bo przybliza Prawde o Bogu, Bogu ktory jest Miloscia i Dobrem Absolutnym i tego ze dzialania wynikajace z wiary w Taka Prawde dobre owoce. Moze dlatego ze dzis niedziela, odczytalam Pani wpis w kontekscie religijnym. A marnosci tego swiata? – mysle ze to tez nasza odopwiedzialnosc – glod, bezdomnosc, samotnosc starych ludzi, tragedie wynikajace z fundmentalizmu religijnego – i moze dobrze z Pani wpis zainspirowal mnie w kierunku pomyslenia o tym? Nowy swiat zaczyna sie od nas, ale nas nie moze sie konczyc, bo tak latwo utknac na pewnym poziomie rozwoju. Tak,tak – zdecydowanie dalej czuje sie zainspirowana :), jeszcze bardziej gdy Pani pytanie zmusilo mnie do dalszej refleksji nad tym o czym myslalam bedac tutaj dzis rano :)

  6. :-) Pani Marto ja sobie myślę, że kiedy każdy z nas zbuduje swój nowy świat oparty na wartościach uniwersalnych i zrozumie czym naprawdę jest MIŁOŚĆ, wszelkie problemy się rozwiążą. Chodzi tylko o to, by coraz więcej osób myślało w taki właśnie sposób, by stawały po tej jaśniejszej stronie. Wierzę, że w jakimś momencie wybuchnie to reakcją łańcuchową – uruchomi się energia dobra. I będzie koniec świata! Tego świata. Zacznie się lepszy świat.
    Cieszę się, że inspiruję. Taki mam zamysł: informować, inspirować, instruować ale czasem i irytować… Czasem inaczej nie wyjdzie się z wnętrza jakiegoś schematu. Pozdrawiam.

  7. A ja już raz przeżyłam swój własny koniec świata, a teraz z utęsknieniem (!!!) czekam na drugi (bo ten z soboty przegapiłam), aby „zamknąć coś za sobą i wejść w nowe – lepsze życie”!

  8. Pani Marzeno, a może nie warto czekać? Może lepiej zamknąć i już? Zawsze możemy mieć swój własny, prywatny koniec świata – Mamy świadomość, sumienie, wyobraźnię i wolę. Mamy to zawsze, nawet wtedy, kiedy już nic innego nie zostało! Samoświadomość pozwala nam ocenić jak jest; sumienie podpowiada jacy my jesteśmy i czy tacy mamy zostać; wyobraźnia mówi czego pragniemy i jak to będzie wyglądało. A wola? To ona właśnie pomaga nam zrobić koniec świata i budować nowy,choćby i od podstaw. I za jej sprawą robimy krok, niechby najmniejszy, w kierunku nowego świata. I co? Trzymam kciuki.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here