PRZECHYTRZYĆ DIABŁA

3

To nie może być przypadek… Zresztą ja w ogóle nie wierzę w przypadki. Pierwszym tekstem, jaki dziś przeczytałam były słowa francuskiego dominikanina i filozofa Marie-Dominique Philippe:
„Taktyka diabła polega na tym, żebyśmy tracili czas.”
Wczorajszy dzień był dla mnie sporym wyzwaniem. Nie sztuka jest być radosną, spokojną i życzliwą ludziom kiedy wszystko dobrze się układa. Dopiero, kiedy zderzamy się ze ścianą problemów, sprawdza się nasza prawdziwa natura. Wczoraj miałam taki dzień sprawdzianu. Wybierałamna się rano do szpitala na gastroskopię i nie mogłam znaleźć w szufladzie, gdzie mam raczej porządek, skierowania. Byłam tam wcześniej, sprawdzono ubezpieczenie, obejrzano skierowanie, spisano różne informacje i przydzielono termin. Nie widząc skierowania w szufladzie, pomyślałam, że pewno go nie ma, a jeśli jest – to w jakimś bliżej nieznanym mi miejscu. Dziwne to było, bo nie mam tych miejsc wiele i jestem dość „poukładana”- jak mówią. Doszłam do wniosku, że bez skierowania też mnie przyjmą, wszak je widzieli, a sam zabieg jest w odległości 30 kroków szpitalnego korytarza od lekarza, który to skierowanie wypisał. To był błąd… Nie przyjęli i dali mi kolejny najbliższy termin, który wypadał w połowie sierpnia. Proponowałam różne rozwiązania, każde z nich wydawało mi się sensowne. Niestety, tylko mnie. Za każdym razem trafiałam w ścianę. Przyniosłam swoją kartę, w której napisane było, że dostałam takie skierowanie oraz dlaczego (to odpierało argument pana doktora, że badanie jest inwazyjne i on musi wiedzieć coś o mnie), a za dwie i półgodziny miał być mój lekarz, zatem można było wziąć duplikat (to odpierało argument o kontroli z NIKu). Pewno dałabym spokój i grzecznie poczekała raz jeszcze w kolejce, jako że legalistka ze mnie wielka, ale ta moja pełna zaufania postawa przyczyniła się po części do śmierci mojej mamy. Gdybym nie pozwoliła odesłać jej z kwitkiem, kiedy pierwszy raz pojechałyśmy do szpitala, pewno by żyła. Przyjęli ją trzy dni później – tym razem nie chciałam ustąpić – ale nazajutrz dowiedziałam się, że stan jest bardzo ciężki. Za późno… powiedział lekarz.
Moja sytuacja była inna, to było tylko kontrolne badanie, ale byłam na czczo, nastawiłam się odpowiednio, i tak ułożyłam dzień, by załatwić tę mało przyjemną sprawę. Namówiłam lekarza przynajmniej na to, żeby zrobił je za dwie i pół godziny, kiedy to przyjdzie mój lekarz i wypisze skierowanie. Kupiłam książkę i zamierzałam czekać, jednak czasu było tyle, że postanowiłam pojechać do domu i raz jeszcze poszukać skierowania. Ponieważ miałam nadać list na poczcie i załatwić dwie inne sprawy, postanowiłam zrobić to wszystko teraz. Zrobiłam. W domu przejrzałam raz jeszcze moją teczkę z dokumentami i drugą – z wynikami różnych badań i – tak na wszelki wypadek – zajrzałam do szuflady. Skierowanie leżało niemal na wierzchu i kłuło w oczy swoją oczywistością. Pojęcia nie mam jak to się stało, że go wcześniej nie zauważyłam! Badanie endoskopowe, na które czekałam dwa miesiące, zrobiono. Wróciłam do domu tylko nieco później niż wróciłabym bez tych perypetii, i zrobiłam wszystko, co miałam tego dnia zrobić.
Pytałam potem kilka razy po co mi się to przydarzyło i dlaczego? I dziś to zdanie! Odpowiedź.
Diabeł, nie diabeł, ale dzieje się czasem tak, że mimo naszych najszczerszych chęci, nie układa nam się tak, jak byśmy chcieli. Zapomnimy czegoś, coś się popsuje, inni zawiodą… Cóż, trzeba spokojnie ocenić sytuację i starać się mimo wszystko wykorzystać ten czas z możliwie największym pożytkiem dla nas i świata. A potem zastanowić się czego nas to doświadczenie nauczyło, może udoskonalić coś w naszym stylu działania. Szkoda marnować czas na złoszczenie się i wytracanie energii, na bezpłodne chwile spędzane na czekaniu na coś lub kogoś, na jałowe rozmowy. Jest tyle do zrobienia, poznania, przeżycia.
Wakacje w pełni. Nawet pogoda to zrozumiała! Uważajmy, by nie zmarnować tego cennego czasu. Przechytrzyjmy diabła ilekroć przyjdzie mu ochota mieszać w naszym życiu tak, byśmy tracili czas. Tym razem mi się udało. Załatwiłam wszystko… i jeszcze napisałam ten tekst. Może komuś się przyda.

PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. Witam! jestem pelen podziwu po tym co napisalas. Jedno co jest najwazniejsze to to, ze wiara wygrala a nie czas SZATANA ktory bezwzglednie czeka na nasze bledy wykorzystujac to bezlitosnie !

  2. Pani Iwono ..ja także nie wierzę w przypadki…a pani tekst …bardzo mi się przydał……uświadomiłam sobie ,że za bardzo się ostatnio złoszczę…..i na dodatek przypłacam to zdrowiem….a jest tyle piękna w życiu..że nie warto je zasłaniać…szarugą złości …..pozdrawiam serdecznie 0:)

  3. Staram się nie wprowadzać niepotrzebnej złości do swojego życia, np. jeśli zdarzy mi się zaspać i z tego powodu gdzieś nie zdążę to nie złoszczę się. Mówię sobie: zaspałam jest to moja wina, ale fakt jest faktem i nie zmienię tego. Mogę natomiast robić wszystko, aby spóźnić się jak najmniej i zastanowić się o co chodzi u mnie z tym spóźnianiem? Do pewnego momentu w życiu w ogóle się nie spóźniałam, a nawet byłam przed czasem. Myślę, że temat czasu jest dla mnie do przerobienia…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here