Poczucie obfitości 2

3


Pieniądz powinien być używany przede wszystkim
jako smar do oliwienia mechanizmów życia.

Dominique Loreau

 

Kiedy byłam dzieckiem chciałam mieć ogródek – taki jak Tamarka – z dużym trawnikiem zrobionym po to, by najmłodsza córeczka mogła bawić się tam z koleżankami. To było chyba jedyne poczucie braku, jakie pamiętam z dzieciństwa. Aha i jeszcze figurówki – łyżwy, na które także czekałam jakiś czas. Ale w końcu je dostałam. Ogródek zresztą też potem miałam, choć nie taki jak ten Tamarki.
Wtedy jakoś tak było, że wszyscy na coś czekaliśmy, ale w sumie to dostawaliśmy, a o wielu rzeczach po prostu nie wiedzieliśmy, że istnieją. Przynajmniej ja nie wiedziałam. Nie mówię, że to dobrze, niemniej:

 

Kiedy dziś słucham rozmów Polaków, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kilkadziesiąt lat temu mimo że w Polsce było wszystkiego zdecydowanie mniej, wszyscy byliśmy biedniejsi, to jakby wyższe było poczucie obfitości. Nie było takiego poczucia braku.

To samo obserwują badacze tego tematu w Indiach. Szczęśliwi, pogodzeni ze swoim życiem ludzie nagle zaczynają dostrzegać braki i widzą jak wiele rzeczy mogliby mieć. I – co jest właśnie tym niedobrym aspektem poczucia braku – nie czują się dobrze. Są zawiedzeni… życiem.

To telewizja, wiadomości z innego świata, filmy powodują, że ludzie ci zaczynają tak  myśleć.

 

Porównanie – to ono powoduje z jednej strony rozwój,
poprawę indywidualnego i zbiorowego losu,
ale z drugiej – niewygodne poczucie braku.

 

Dlatego nie warto się porównywać i koncentrować na wszelkich opowieściach o tym, jak to gdzie indziej jest lepiej.

 

Nie ma sensu patrzeć na trawę sąsiada,
tylko – dbać o swoją żeby była piękna i dawała nam radość.

 

Paradoksalnie ci, co tak wciąż porównują i  zdobywają kolejne dowody zamożności czy lepszej pozycji, czuja się mniej bogaci niż ci, którzy cieszą się tym, co mają i nie koncentrują na zewnętrznych porównaniach.

 

Myślę, że mechanizm tworzenia się poczucia braku łączy się szczególnie z pierwszą fazą rozwoju w nowym, opartym na konsumpcji świecie: czy to w Polsce, czy w Indiach czy w innym miejscu, w którym zmienia się rzeczywistość. Później, kiedy człowiek już nacieszy się tym nowym, odrobi niejako te straty (czasem wątpliwej natury) z przeszłości, może zacząć patrzeć inaczej na tę rzeczywistość.
Tyle tylko, że zdąży w tym czasie nazbierać tyle rzeczy i załatwić sobie tyle dobrobytu, że czuje, iż musi go podtrzymywać i pilnować.

Wymości sobie strefę komfortu, której broni i której ewentualna utrata napawa go obawami. O co? Że jeśli coś straci, będzie gorzej.

 

 I co? Gdzieś gorzej, gdzieś lepiej! Wszystko zależy na czym się skoncentrujemy

 

Poczucie obfitości jest zdolnością pozwalającą skoncentrować się na tym,
gdzie jest dobrze, lepiej.

 

Łączy się ono ze zdolnością do pozytywnego myślenia, ale także z poczuciem własnej wartości.
Wiele osób pragnie czegoś i koncentruje się na tym, że tego nie ma, nie ze względu na autentyczną potrzebę posiadania tego ale na związany z tym prestiż, pozycję, a czasami… niestety po to, by wzbudzić zazdrość u innych.

 

Przeprowadzając się, miesiącami ludzie nie rozpakowują pudeł i żyją. Czyż nie znaczy to, że tak naprawdę tego nie potrzebują?

Wystarczy, że ludzie robią coś z pasją. Jeśli skoncentrowani są na czymś, co ich pochłania, daje radość i poczucie spełnienia, zapominają o porównaniach, o konieczności posiadania pewnych –określających status – rzeczy.
I nie lękają się utraty, bo wewnątrz mają coś, czego utracić nie mogą.

 

Także wiara daje taki wewnętrzny komfort. Wiara, nie religia. Samo chodzenie do kościoła niczego nie załatwi. Więcej: religia bez wiary – jakakolwiek – może nawet jeszcze bardziej wypełnić człowieka brakiem. (Wypełnić brakiem – niemal oksymoron, zaprzeczenie, ale w tym wypadku prawdziwe). Natomiast jeśli, ktoś czuje w świecie obecność Boga, to także ma coś, czego się nie porównuje, co się nie kończy i czego nie utraci… chyba że sam o to zadba.

 

Coraz bardziej rozumie się potrzebę prostoty, znajdowanie obfitości w sobie, w naturze, w prostym pięknie.

Dominique Loreau napisała książkę Sztuka prostoty, która robi karierę w świecie.
Takich książek jest zapewne więcej. Nie jest to pozycja wybitna, zatem fakt, że jest tak czytana dowodzi, że to ta radość z prostoty przyciąga czytelnika.
Czytając tę książkę rodzi się takie osobliwe poczucie bezpieczeństwa, rodzaj nadziei, że można być szczęśliwym mając mniej.
A można!

 

 

ZADANIE:

  • Proszę się przyjrzeć temu, co Państwo posiadają. Może warto się zastanowić jak to się stało, że pewne rzeczy znalazły się w naszym domu, że dokonaliśmy takich a nie innych wyborów. Może dobrze byłoby przypomnieć sobie jakie uczucia towarzyszyły tym wyborom.
  • Proszę pomyśleć co daje Państwu najwięcej radości.
  • Proszę pomyśleć z ilu rzeczy tak naprawdę mogliby Państwo zrezygnować i ciągle być szczęśliwymi.

Oczywiście to wszystko można zapisać w swoim zeszyciku do rozwoju – tam gdzie inne przemyślenia.
Jak zwykle chętnie też przeczytam (i ja i pewno Inni)  Państwa przemyślenia na blogu.

 

 

 

PODZIEL SIĘ

3 KOMENTARZE

  1. Ja po przeczytaniu tej ksiazki juz pozbylam sie zbednych rzeczy, przekonan…..Ta ksiazka to jak powrot do domu. Kiedy ja przeczytalam pomyslalam Tak!!! Tak wlasnie chce zyc.Ja sie juz nasycilam ale na szczescie gromadzenie nigdy specjalnie mi nie wychodzilo, poniewaz kiedy stawalam przed wyborem np Afryka albo nowe gadzety wybieralam nowe przezycia , wschody i zachody slonca, taniec, spiew,rozmowy do switu ……
    W pelni sie zgadzam z tym co Pani napisala.Sama pamietam czasy kiedy bylo wszytkiego mniej ale jakos tak radosniej.Wszytko zalezy od czlowieka…… Sa obszary nad ktorymi musze popracowac bo taka czy inna sfere komfortu tez sobie stworzylam Mysle ze zycie jast zbty wartosciowe, zbyt piekne samo w sobie zeby marnowac je na pogon za ….czymkolwiek.
    Pozdrawiam

  2. Kupiłam kiedyś przypadkowo tę książkę o której Pani pisze i od tego wszystko się zaczęło.Zaczęłam się zastanawiać nad wszystkim i to otworzyło mi oczy.Póżniej świadomie kupowalam inne książki o rozwoju osobistym np.”Sztuka kobiecości” Iwony Majewskiej Opiełki i tak to trwa już dwa lata.Ciągle poszukuję i ciągle mi mało.Dzięki temu jestem szczęśliwa.Wszystko przede mną.W lipcu jadę na kurs reiki w okolice Gdańska.I na koniec naprawdę polecam” Sztukę umiaru ” oraz „Sztukę prostoty” Domenique Loreau.

  3. To co dzisiaj Pani napisała, to jest to o czym ja myślę i czuję.
    Poczucie obfitości to nie ilość i wartość nagromadzonych przedmiotów, ale radość z tego co się ma.
    Dom jest dla mnie ważny, daje mi poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Lubię mój dom. Urządziłam go tak, że jest wygodny, a nagromadzone przedmioty dają mi radość. Lubię do niego wracać, ale lubię też wyjeżdżać.
    Bardo lubię niedzielne wypady za miasto, do lasu, nad rzekę, kontakt z przyrodą. Lubię wycieczki w góry, choć na parę dni i dłuższe wyprawy. Ważniejszą sprawą jest co się widzi i przeżywa, niż warunki podróży.
    Mam taką moją ulubioną myśl, gdy już się osiągnie jakiś szczyt i popatrzy w dół, na małe miasta i domki. Tam w tych domkach mieszkają ludzie, każdy ma swoje sprawy, problemy, kłopoty, ale tu z tej odległości wszystko wygląda inaczej, wszystko jest takie małe.
    Z tej odległości problemy tych ludzi są takie małe, to czy moje problemy są większe? Nie! Moje problemy też są takie małe.
    Wszystko można rozwiązać, z wszystkim można sobie poradzić, trzeba tylko pomyśleć jak to zrobić!
    Takie myślenie zawsze nastraja mnie bardzo pozytywnie.
    I to jest jedna z rzeczy z których nie chcę rezygnować.
    Drugą, i pewnie ważniejszą dla mnie sprawą, są ludzie. Wszyscy bliscy, z którymi można się dzielić wrażeniami, przeżyciami. Nasze spotkania, rozmowy, wspomnienia czy plany na przyszłość. To daje wiarę, że w razie problemów, jest ktoś na kogo można liczyć. Nie jest się samemu.
    Życzę Wszystkim radości z tego co się ma i wiary w ludzi.
    Pozdrawiam

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here