POCZĄTKI

5


Jak wiadomo: początki mogą być różne i nikt nie powiedział, że łatwe.

Oto mój pierwszy kontakt z nową rzeczywistością – taki począteczek… bo nawet nie początek nowego: lotniskowe wyzwania, powitanie z dziećmi, pierwsze chwile w nowym bloku i mieszkaniu, w nowym życiu… To te pierwsze momenty, kiedy sojusznikiem jest adrenalina i radość, ale pracuje też na wzmocnionych obrotach mechanizm ostrzegawczy. Zna on nas doskonale, wie co lubimy, a czego nie, zna nasze aktualne wartości, wie co jest ważne… I nie obchodzi go to, że pewne sprawy mają przecież przestać być ważne, że świadomie zmieniamy coś po to, by było inaczej, że postawiliśmy na inne wartości.

Jesteśmy skonstruowani tak, 
aby chronić nas takich,
jakich zna nas podświadomość. 


Również ego ma swoje własne zabezpieczenia. Z nimi także trzeba się rozprawiać.
Przejście przez mgławicę początku nie jest łatwe dlatego, że nasze systemy ostrzegawcze co i rusz włączają alarm: Uważaj, to nie tak miało być! Uważaj to nie twoja bajka! Uważaj, tego przecież nie lubisz! U mnie włącza się też mój alarm estetyczny i krzyczy: Uważaj, to jest nieładne. Nie dasz rady z tym żyć!
I teraz wszystko zależy od tego, co kieruje naszymi decyzjami o zmianach czy działaniach: zwykłe widzimisię, moda albo społeczna presja, czy głębokie pragnienie, które doprowadziło do zbudowania celów, z których jeden jest właśnie na początku swojej realizacji. Jeśli to drugie, to jest to właśnie ta siła celów wychodzących z naszych pragnień. To ona pozwala na działanie w różnych sytuacjach, także w biznesie, gdzie początki bywają często trudne.
Zapytajcie ludzi pracujących w biznesie marketingu sieciowego, powiedzą wam jakie to alarmy włączały im się, kiedy próbowali szukać ludzi do współpracy czy choćby sprzedać swój produkt. Jeszcze więcej może o tym powiedzieć, ktoś, kto zaczynał tradycyjny biznes.

Tylko ci przetrwają wszelkie początki, których wynikające z pragnień 
cele  pozwolą albo wyciszyć alarmy albo uwzględnić ich ostrzeżenia 
i działać tak,
by być w harmonii ze sobą.

Na szczęście alarm mojego ego nie jest dla mnie ważny. Jego złośliwe podszepty: Jak to się ma do Twojego wizerunku?! nie zatrzymają mnie. Po za tym: Jaki wizerunek? Przecież przyjechałam tu także po to, żeby nie mieć wizerunku!

Zatem jak to było? Urząd celny na lotnisku, pięć walizek, o które na szczęście troszczył się miły Pan Bagażowy, radosne oczy mojej starszej córki, która natychmiast przejęła kontrolę nad wszystkim. Sama radość. A potem: Piękna okolica, blok z zewnątrz ładny, w środku czysto ale ubożuchno, a to co zna mój mechanizm ostrzegawczy, to eleganckie wejście na Żoliborzu. Mieszkanie miłe, choć wydaje się małe… Na ziemię sprowadzam się własnymi słowami: Kobieto ono ma prawie 60 metrów kwadratowych, mieszkałaś z rodziną w mieszkaniu o 54 metrach i byliście szczęśliwi. No i to świetnie wpisuje się w Twoje minimalistyczne zamiary… Ale mechanizm zna ostatnie wielkie przestrzenie i jeszcze nic nie wie o minimalistycznych zamiarach. Powitalna karta Welcome home od administracji i prezenty: kilka produktów do otrzymywania czystości i kupon na sok w pobliskim sklepiku. Przypomina mi się jak nieco inaczej wyglądają tutaj różne rzeczy niż w Polsce. Mechanizmy ostrzegawcze się wyciszają. Piękne kwiaty od córek, a w mieszkaniu wszystko, co może mi być na początku potrzebne – kupione lub wypożyczone od nich. Pomyślały naprawdę o wszystkim. Mechanizmy ostrzegawcze pokonane.

Kiedy patrzę na moje dzieci, na ich uśmiechnięte twarze, kiedy ich słucham, wiem że jestem we właściwym miejscu. To jest najważniejsze. Całą resztę da się odpowiednio zaaranżować.

PODZIEL SIĘ

5 KOMENTARZE

    • Taka propaganda. Robić ludziom wodę z mózgu i niech piramida kręci się. Tylko „Pani Iwonko piękny tekst” jest tolerowany. To cała pani Iwonka.

      • Bardzo rzadko usuwam wpisy. Zwykle wtedy, kiedy dotykają nie tylko mnie. Zdarzyło mi się to nie więcej niż z pięć razy. Chciałam odpowiedzieć i „Oj tam” i „Tak, tak” osobiście na pocztę i okazało się, że adres nie istnieje. Prawdę mówiąc wiem, kto się kryje za tymi wszystkimi adresami, ale wciąż nadziwić cię nie mogę, że chce Mu się wkładać energię w sprawianie przykrości komuś, kto nie robi przecież nic złego. Nie robię ludziom wody z mózgu, tylko opisuję swoje doświadczenia i to, co czuję. To jest mój blog i mam prawo pisać co chcę. Jeśli Ktoś tego nie lubi, niech po prostu nie zagląda. Nie żywię niechęci… to pewno też jest niezrozumiałe. Pozdrawiam.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here