Pochwała dyskusji

7

dyskusjaNauczając uczymy się, ucząc się, nauczamy

Phil Collins

 

Gustaw –  bardzo poważnie traktujący rozwój osobisty, znacznie młodszy ode mnie Kolega – trener, informatyk i świetny popularyzator idei rozwoju,  sprowokował mnie ostatnio do ciekawej dyskusji, a na końcu poprosił abym coś o tym napisała, to chętnie przeczyta.

Uwielbiam takich rozmówców i cieszę się, kiedy mam wokół siebie ludzi, którzy inspirują mnie do działań pozwalających mi lepiej zrozumieć to, co robię, albo zajrzeć w jakiś dawno nieodwiedzany kącik umysłu.

Rozmowa zaczęła się od mojego stwierdzenia: Gdyby moje córki miały więcej czasu, może wtedy mogłyby się tym zająć. A chodziło o oddanie mi dość czasochłonnej przysługi. W odpowiedzi dostałam poniekąd słuszne przypomnienie, że dobrze wiem, iż moje córki nie będą miały więcej czasu, bo wszyscy mamy go tyle samo oraz sugestię, że może lepiej byłoby gdybym  napisała Gdyby moje córki chciały się tym zająć… Potem napisałam też coś o zgubieniu czasu, na co mój Kolega zareagował stwierdzeniem, że czasu nie można zgubićCzas jest, płynie niezależnie, zatem nie można go zgubić.

Postaram się zatem wyjaśnić z punktu widzenia logodydaktyki – jej zasad i wniosków z nich płynących – kilka ważnych kwestii występujących w tej rozmowie. Jeden wpis byłby za długi, zrobię to zatem w odcinkach.

 

Odcinek pierwszy: Puryzm rozwojowy

 

Puryzm, termin z obszaru językoznawstwa oznaczający rygorystyczne podejście do języka, przestrzeganie zasad według jakich jest skonstruowany ale także dążący do jego czystości, do niedopuszczania słów i wyrażeń, które – zdaniem danego purysty – szkodzą jego urodzie.   

W zasadzie można mnie nazwać w jakimś sensie purystką. Staram się wyrażać poprawnie; proponuję aby używać polskiego języka wszędzie tam, gdzie się to da; zachęcam do używania słów zwykłych i dla wszystkich zrozumiałych, zamiast żargonu z jakiejś dziedziny czy  słów ze słownika wyrazów obcych; namawiam do stosowania pozytywnego języka, a zatem rezygnacji z wszelkich słów mających negatywny zakres emocjonalny; proponuję wreszcie, aby używać takich słów, które mogą programować podświadomość – naszą i innych – na sukces. Sądzę, że to właśnie ten ostatni punkt był mechanizmem w zgodzie z którym Gustaw zareagował a  potem argumentował na rzecz swojej tezy.

Istotnie chodzi o to, aby używać takich słów i wyrażeń, które mogą programować podświadomość – tak naszą jak i innych  tak, żeby wspierała pożądane działania, żeby przyczyniała się do sukcesu. Czasem chodzi o to, aby sprowokować działanie, czasem o uświadomienie posiadanej kontroli, a czasem o uruchomienie odpowiedniego programu, który już  istnieje i który spowoduje oczekiwane, dobre zachowania. Bardzo blisko jednak stąd do manipulacji, zatem ogromnie ważne są tutaj te zasady logodydaktyki, które mówią o wartościach i pryncypiach czyli zasadach postępowania, którymi warto się posługiwać. Ważne jest też i to, aby nie przesadzić, bo możemy sobie lub innym zaszkodzić.

 

Język jakiego używamy nie służy jedynie doraźnym celom,
ale naszemu życiu, także spełnieniu jego wizji i misji.

 

To moim zdaniem jest jego cel nadrzędny, jeśli mówimy o języku w kontekście rozwoju osobistego.

Spotykam na co dzień purystów rozwojowych. Tak nazwałabym tę postawę, z pozycji której zdają się działać niektórzy ludzie, którym towarzyszy widoczny pozytywny napęd. Są nakręceni a nawet zakręceni. Bywa, że zbyt ostro reagują na to, co mówią inni, nie czując, że mogą u niektórych spowodować dokładnie odwrotny efekt albo jakieś koszty uboczne.

Dziesiątki razy słyszałam, że nie należy mówić spróbuję, postaram się, zrobię, co w mojej mocy w odpowiedzi na czyjąś prośbę, albo nawet na własny pomysł działania… Trzeba mówić zrobię i najlepiej określić  kiedy to zrobię.  Nie powinnam zatem pisać, że postaram się wyjaśnić, tylko że – wyjaśnię. A kiedy kobieta pierwszy raz próbuje połączyć obowiązki matki z pracą zawodową, nie powinna mówić, że zrobi wszystko, żeby pogodzić je najlepiej jak potrafi, ale po prostu rzec: pogodzę.  Ależ to nie tak! Można mówić, że się coś zrobi, wtedy, kiedy się wie, że tak będzie, bo zależy to jedynie od nas samych, od naszego zaangażowania a ponadto mamy już jakieś doświadczenie w tej sprawie. Mogę powiedzieć, że napiszę książkę, a nawet, że napisze ją do końca roku, ale nie mogę powiedzieć, że napisze świetną powieść… Nawet nie wiem czy to potrafię, a co do tego czy będzie świetna, nie ja podejmuję decyzje.

Kiedy mówię, że mam swoje lata, spotykam się nieraz z reakcją: Oj nie mów tak, myśl pozytywnie. Pozytywne myślenie nie oznacza oderwania od faktów i rzeczywistości.  Wszak je mam! A to jakie nadam temu faktowi znaczenie i jakie emocje będą mi towarzyszyć, to już inna sprawa. Ja się cieszę, że mam swoje lata!

Nawet wtedy, kiedy mówię, że nie mam na to czasupuryści rozwojowi pytają z niedowierzaniem: Jak to? Przecież to Pani uczy jak mieć czas.

 

Nie uczę jak mieć czas,
uczę jak mieć czas w życiu na wszystko, co dla nas ważne.

 

Na wszystko co dla nas ważne, czyli nie koniecznie na to, co ważne jest dla kogoś innego. Ostatnio taka rozmowa dotyczyła mojej nieobecności na szkoleniu prowadzonym przez osobę, która dla niektórych jest wręcz guru…  Ponieważ nie należę do tych osób, nie mam czasu na to czasu, podobnie jak niektórzy ludzie nie mają go na moje szkolenia. Nasze prawo!

Czyż nie zabrzmiałoby sztucznie gdybym powiedziała: Wybieram w tym samym czasie inne zachowania, które wydają mi się bardziej właściwe w danej sytuacji? Oczywiście. Powiedziałam to samo skrótem: Nie mam na to czasu. A jak zabrzmiałoby gdybym powiedziała: Nie mam czasu na szkolenia X? Czyż nie zrobiłabym przykrości osobie, która  ten czas ma? Albo czyż nie wyglądałoby to na próbę deprecjonowania X w oczach moich rozmówców? A ja go nie deprecjonuję. I nie chcę robić nikomu przykrości. Działam po prostu w zgodzie z inną filozofią. Jest wiele dróg, które prowadzą do celu. I… wiele różnych celów. Mój cel nie musi być celem rozmówcy. Nie mam na to czasu wyjaśnia znakomicie to wszystko.

Druga sprawa to ja uczę jak mieć czas w życiu (na wszystko, co jest dla mnie ważne), a nie w tej chwili, dziś, w tym tygodniu czy nawet w tym roku. Tony Robbins mówi, że przeceniamy to, co można zrobić w ciągu jednego roku i nie doceniamy tego, co można zrobić w ciągu 10 lat. Ot co! Nie mam na to teraz czasu.

Czyż nie byłoby sztuczne gdybym młoda matka powiedziała: Ponieważ mam małe dziecko, wybieram aby raczej z nim spędzać wolny od pracy zawodowej  czas niż chodzić w tym czasie na szkolenia. Ona mówi po prostu: Nie mam na to teraz czasu. A czy ja muszę mówić, że nie pojadę z grupą znajomych do Toskanii tej jesieni, bo mam to w planie za dwa lata, a teraz przygotowuję III Dni Siły? Nie muszę, ja wiem, że nie mam na to teraz czasu… i wiem, że znajdę go, kiedy będę chciała.

Reasumując. Nie przesadzajmy. Rozwój to nie jest automatyczne – nawykowe działanie pozbawiające nas refleksji a czasem uznania względności sytuacji. To wybór takich sposobów i narzędzi dążenia do celów, które pozwolą nam zachowywać się normalnie, z typowym dla człowieka myśleniem i ciągłym uczeniem się. To one służą nam, a nie my im.

Nie bądźmy purystami rozwoju.

 

P.S. Kolejny odcinek wkrótce.

 

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

7 KOMENTARZE

  1. Ilość czasu jaką posiadamy i potrzeba, aby go optymalnie wykorzystać, skłania nas do zastanowienia się nad najistotniejszymi potrzebami. Kiedy je sobie uświadomimy, okazuje się,że nie mam żadnego problemu z czasem, jest go tyle ile trzeba:) A co z ludźmi, którzy się nudzą? Mnie ten problem nie dotyczy, ale chciałabym go zrozumieć.

  2. Cieszę się, że przyczyniłem się do napisania wpisu.
    Czekam z ciekawością na dalsze odcinki i wyjaśnienie, że „czas można zgubić”.

    Jak najbardziej jestem purystą dla siebie samego gdzie tylko to możliwe, i dla innych wybranych osób, gdzie mam nadzieję może to spowodować pozytywne zmiany lub chociażby ich samoświadomość odpowiedzialności i możliwości wyboru.

    Bardzo trafnie ujęłaś „nie mam na to czasu teraz”, często jednak powtarzamy „nie mam czasu” (bez słów „na to” i „teraz”) i tym samym programujemy negatywnie podświadomość i tym samym obniżamy „Poczucie Obfitości” (element Logodydaktyki).
    To tak ja z pieniędzmi co innego powiedzieć „nie mam na to teraz pieniędzy” (świadomy wybór) niż „nie mam pieniędzy” w sytuacji, gdy się je posiada. Wszak pieniędzy w danej chwili rzeczywiście można nie mieć tak o ile się żyje czasu posiada się 86400 sekund dziennie.
    Programując się negatywnie w ten sposób można mieć poczucie braku mając tego pod dostatkiem.

    • Pełna zgoda Gustawie… Mam nadzieję, że zgodzisz się również z dalszą częścią.
      Skoro można nie mieć na to czasu teraz, można go nie mieć na to – nigdy. Można też w przyszłości uzyskać na to czas. Czasami kluczowe jest nie tyle „teraz” ile „na to” Będzie, będzie wyjaśnienie. Będzie jednak jeszcze coś przy okazji.
      Ja w odniesieniu do siebie samej także dbam o język… jednak bez puryzmu, bo jak spróbuję pokazać w drugim odcinku – czasem może bardziej zaszkodzić niż pomóc.
      Pozdrawiam Cię serdecznie

  3. „(…)które – zdaniem danego purysty – szkodzą jego urodzie. W zasadzie można mnie nazwać w jakimś sensie purystką. Staram się wyrażać poprawnie; proponuję aby używać polskiego języka wszędzie tam, gdzie się to da; zachęcam do używania słów zwykłych i dla wszystkich zrozumiałych, zamiast żargonu z jakiejś dziedziny czy słów ze słownika wyrazów obcych; namawiam do stosowania pozytywnego języka, a zatem rezygnacji z wszelkich słów mających negatywny zakres emocjonalny; proponuję wreszcie, aby używać takich słów, które mogą programować podświadomość – naszą i innych – na sukces.” Szanowna Pani, purystom nie o urodę języka chodzi, bo puryści nie mówią, że język jest ładny lub brzydki – w językoznawstwie nawet nie ma takiego pojęcia. Używanie języka polskiego wszędzie tam, gdzie się da nie musi być puryzmem językowym; co to są słowa zwykłe? Nie ma języka pozytywnego, może być język pozbawiony wulgaryzmów, obscenów, słów posiadających pejoratywne znaczenie. Z tym puryzmem to jednak powinno być nieco inaczej. Pozdrawiam, S.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here