Pasja czytania II. „Odwaga nadziei”

1

W książkach można znaleźć niemal wszystko… Godzinę szukałam dziś w swoich zeszytach, w których zapisuję trafne spostrzeżenia lub piękne zdania, autora tego powiedzenia. Nie znalazłam. Od wielu lat hołduję tej wyczytanej gdzieś prawdzie i nigdy mnie ona nie zawiodła. Najdziwniejsze jest to, że lektura dostarcza mi zwykle odpowiedzi na aktualnie dręczące mnie pytania albo podsyca we mnie to, nad czym pracuję lub o czym myślę. Pewno jest tak, że zauważam właśnie te fragmenty, one przyciągają moją uwagę, ponieważ w podświadomości tkwi to pytanie, problem, pomysł czy pragnienie… Obojętnie jak jest – to działa. Dlatego wciąż coś czytam. W ostatnim czasie przeczytałam cztery książki warte wspomnienia. Może ktoś z Czytających zaufa mi, że warto je przeczytać.
Barack Obama, kiedy nie wiedział jeszcze, że będzie ubiegał się o prezydenturę napisał „Odwagę nadziei”. Czytałam tę książkę z zachwytem, wzruszeniem i zdziwieniem, które to uczucia układały się w różne konfiguracje. Dziwiło mnie to, że Obama pisząc o problemach amerykańskiej polityki opisuje jakby polską rzeczywistość. Mnie to cieszy – nie jesteśmy wcale gorsi na żadnej niwie niż Amerykanie, jedynie bliskość naszych własnych problemów powoduje, że czasem nasza rzeczywistość zdaje nam się gorsza. Cieszy mnie również to, że wygrywa człowiek, który więcej ma do czynienia z mądrym idealizmem, szlachetnością i nadzieją niż tą ciemniejszą stroną sceny politycznej, niezależnie z jaką partią związana. Wzruszało mnie jego – „naiwne” powiedzą tak zwani realiści, a specjaliści od budowania wizerunku uznają to za sztuczne – uleganie pięknym emocjom i uczuciom patriotyzmu, solidarności czy nadziei właśnie.
Tylko ci, co sami cyniczni i o suchym sercu wątpić mogą w prawdziwość takich uczuć.
Zachwycała mnie odwaga mówienia językiem serca, patetycznym czasami, ale tam właśnie, gdzie ten patos był na miejscu i pomagał rodzić się nadziei – dla Ameryki, dla świata. Bardzo bym chciała przeczytać taką książkę napisaną przez polskiego polityka. Książka i tę obudziła we mnie nadzieję.
Na pewno i u nas są ludzie z nadzieją, nie mają być może jeszcze odwagi.
Fascynujące jest i to, że choć może Barack Obama nie myślał o zostaniu prezydentem, to postępował tak – zarówno świadomie jak i podświadomie – żeby nim zostać. Jako senator często robił sobie długie przebieżki po w Waszyngtonie. Zatrzymywał się przy pomniku Tego, na cześć Którego nazwano miasto, potem przy pomniku Pamięci Drugiej Wojny Światowej, dalej biegł wzdłuż Sadzawki Refleksyjnej do Pomnika Weteranów Wojny Wietnamskiej, a stamtąd po schodach do pomnika Lincolna. Czytał Odezwę Gettysburską i drugie przemówienie inauguracyjne Lincolna. Spoglądając na Sadzawkę wyobrażał sobie nieruchomy tłum wsłuchujący się w głos Martina Luthera Kinga, a później wpatrywał się w „zalany światłem obelisk i lśniącą kopułę Kapitolu”. Potem myślał o Ameryce i tych, którzy ją zbudowali i chciał się stać jednym z tych budowniczych. Moje serce przepełnia miłość do tego kraju – kończy ten opis.
Ależ to jest niemal książkowy przepis na to jak zaprogramować się na zostanie prezydentem! Do tego dobrym prezydentem, powodowanym właściwymi pobudkami. Od mijanych obiektów począwszy, po miejsce dłuższego zatrzymania, czytanie przemówienia inauguracyjnego i wyobrażenie sobie tłumu wsłuchującego się w głos… po silne uczucie pragnienia w sercu… To klasyczna zasada zachowuj się jakbyś już był……. którą można wykorzystać do realizacji każdego marzenia.
Warto przeczytać tę książkę nie tylko jako źródło nadziei na lepszy świat i inspiracji do działania w tym kierunku, ale jako przewodnik po godnym życiu i metodach na wielkie osiągnięcia.

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here