OBSZAR NASZEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI. Przerywanie.

0

No cóż? Słowo się rzekło. Spójność wewnętrzna wymaga, bym odniosła się do naszej dyskusji.
Różnie patrzymy na tę w sumie prostą sytuację. I chyba trudno nam spojrzeć wyłącznie ze swojego punktu widzenia i tylko tak odpowiedzieć na pytanie. Zastanawiamy się nad wariantami sytuacyjnymi i raz myślimy o sobie, raz o drugim człowieku. O czym to może świadczyć? Może nie do końca wyodrębniamy siebie z otaczającej nas rzeczywistości? Jeśli tak – nie możemy też określić tak naprawdę obszaru naszej odpowiedzialności.
Czy wolałbyś/ałabyś żeby Ci przerwano czy niech udają, że słuchają? Czy mamy obowiązek słuchać każdego?
Oba pytania dotyczą nas samych, naszych poglądów i naszych uczuć. Nie hipotetycznych sytuacji. NAS!
Moje odpowiedzi brzmiałyby: Tak, niech mi przerwą oraz Nie, nie mamy.
Według mnie to święte prawo każdego człowieka, by troszczył się o siebie, o swój komfort – tak fizyczny jak i psychiczny. I przyznacie, że dopóki nie postawi się tutaj dodatkowych warunków, nie ma o czym dyskutować:
Mam prawo chcieć lub nie, by mi przerwano i mam prawo słuchać kogoś lub nie.
Dziś o przerywaniu. Jeśli ktoś nie chce, by mu przerywano, może to oznaczać, że nie jest zbyt silny emocjonalnie. Może mieć niskie poczucie własnej wartości – wtedy łatwo zranić. Może też bać się prawdziwych relacji, woli się ukrywać pod pozorną fasadą słów. Może być i tak, że kiedy mu się przerwie, zbija się go z tak zwanego pantałyku i nie bardzo potrafi potem wrócić do tego, co mówił. Ma naturalnie prawo nie chcieć, by ludzie mu przerywali. Dobrze jednak byłoby, aby zrozumiał dlaczego nie chce i wyjaśnił to innym tak, by i oni zrozumieli. A potem… może wszedł na ścieżkę rozwoju ułatwiającego mu życie.
Tak naprawdę rzadko kto to lubi, kiedy mu się przerywa ale czy się lubi czy nie, trzeba świadomie przyjąć, że ludzie mają prawo nam przerwać.
Inną sprawą jest jak to się robi, jak reaguje na fakt, że z jakiegoś powodu nie chce się słuchać. Dopiero to, może zadecydować o tym, czy się zmartwię czy ucieszę, kiedy ktoś mi przerwie – wszystko zależy od tego jak odbiorę jego zachowanie.
Nie od tego co ktoś powie zależą moje uczucia, tylko od tego jaka moja potrzeba nie zostanie zaspokojona, jaka część mnie uruchomi się na skutek mojego odbioru jego zachowania. Krótko mówiąc: nie on jest odpowiedzialny, za to, co czuję!
To bardzo ważne i mam nadzieję, że jasno to napisałam. Nikt nie jest na świecie po to, by nas uszczęśliwiać. Ludzie mają inne posłannictwo swojej ziemskiej wędrówki. Wyobrażacie sobie Kochani – uszczęśliwić każdą osobę z naszego otoczenia? Ależ to praca na pełny etat, uniemożliwiająca zajęcie się czymkolwiek innym.
Jeśli ktoś nam przerwał, to naszą odpowiedzialnością jest zrozumieć co poczuliśmy i dlaczego, a potem odnieść się do tego, co zrobił.
Możemy mu powiedzieć o naszych uczuciach. Zlekceważona to nie jest uczucie, to tak jakbyśmy mówili: zlekceważyłeś mnie. Niesłuchana to też nie jest uczucie, ono tylko nazywa naszą obserwację. Uczucia to przykrość, smutek, lęk, gniew i tak dalej. Jednak informacja o uczuciu to za mało dla naszego słuchacza.
Trzeba powiedzieć jaka nasza potrzeba nie została zaspokojona. I ewentualnie poprosić, by pomógł nam ją zaspokoić.
Wszak nie dlatego jest mi smutno, że ktoś mi przerwał, ale na przykład dlatego, że czuję, że nie potrafię wypowiedzieć się tak, żeby zainteresować tym, co mówię, albo dlatego, że bardzo chciałam powiedzieć tej osobie, co czuję, żeby mnie lepiej zrozumiała. Mogę przyznać się do swojej słabości i powiedzieć: Kiedy mi przerywasz czuję lęk, bo boję się, że już nie będę potrafiła wrócić do tego, co chciałam ci powiedzieć i że mnie nie zrozumiesz tak, jak bym chciała.
A potem wyrazić prośbę: Czy mógłbyś mi pomóc, posłuchaj proszę aż skończę.
Mogę czuć obawę, że jeżeli dana osoba nie wysłucha mnie do końca, źle odbierze moje intencje lub poglądy. To trzeba wyrazić. I znowu poprosić o szansę na wypowiedzenie się. Gniew mogę czuć dlatego, że udaremniono mi możliwość posłuchania siebie (tak mają ludzie o narcystycznych cechach) albo popisania się swoją wiedzą. Dobrze byłoby przyznać się do tego (tylko kto się przyzna?)… a zaraz potem zrozumieć, że nie można wymagać od innych, by służyli nam jako lustro, dyktafon czy widownia. Możemy ich tylko o to prosić. Proszę cię, posłuchaj mnie, bo tak bardzo chciałbym usłyszeć jak pięknie myślę. Może ktoś się na to zgodzi…

Prosiłam o odpowiedź na to pytanie, bo to dobry początek na przemyślenie własnych wyzwań, przed jakimi stajemy w rozmowie z innymi. Jeśli pewne rzeczy się przemyśli i zrozumie, łatwiej jest się potem uczyć bardziej służącego nam… i naszym rozmówcom zachowania.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here