O sztuce odpuszczania

18

zakłócenia
Zwykle nie tyle patrzymy na rzeczy ile ich nie dostrzegamy.

Alan Wilson Watts


Sekret siły leży w koncentracji.

 Ralph Waldo Emerson

 

Sporo mówi się o koncentracji. Wiadomo jak wielkie znaczenie ma ona we wszystkich dziedzinach i na każdym polu działania. Pewna wiedza jest oczywista:
Koncentracja potrzebna jest do nauki, do lepszego zapamiętywania i szybszego przyswajania materiału, pomaga w szybszej pracy, obojętnie co się robi, pozwala przyswoić więcej z tego co się wokół dzieje, a także więcej uzyskać w zakresie tego na czym się skoncentrujemy.

 

Jednak wcale nie jest już dla wszystkich takie oczywiste, że koncentracja urozmaica życie i powoduje, że jest ono ciekawsze, ba, pełniejsze; że dzięki koncentracji czujemy, że żyjemy, nie mamy wrażenia przeciekającego przez palce czasu.

Koncentracja wnosi w nasze życie – a poprzez to w życie ludzi nam bliskich – również inne wartości, o których mówi się mniej. Tu i teraz czyli w pełni świadome odczuwanie ważnych dla nas sytuacji czy kontaktów na pewno spowoduje, że również drugi człowiek (mąż, żona, klient, dziecko, przyjaciel) poczują się lepiej. Koncentracja w czasie rozmowy pozwala z jednej strony na to, byśmy więcej zrozumieli z wypowiedzi rozmówcy, a z drugiej – by on czuł się naprawdę słuchany i ważny.

 

Nie wiem czy wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że za sprawą koncentracji można osiągać w życiu większą równowagę, wręcz harmonię. Bardziej się czuje każdy rodzaj aktywności, któremu poświęca się w danym momencie czas a poszczególne działania są przez to wyraźnie od siebie oddzielone: praca, odpoczynek z książką, ćwiczenia fizyczne, posiłek, zabawa z dzieckiem, wieczór z ukochaną osobą, przygotowywanie raportu, rozmowa przez telefon, chwila w ciszy tylko ze sobą… cokolwiek by to nie było poświęcamy się temu w całości. Powoduje to silniejsze odczuwanie istnienia w naszym życiu pewnych zachowań, pewnych zdarzeń.

 

Po świecie chodzą miliony somnambulików. W oryginale są to ludzie, którzy robią różne rzeczy w czasie snu.  Jest to spowodowane pewną niedojrzałością układu nerwowego i u ludzi dorosłych świadczy o pewnym defekcie systemu nerwowego. Lunatyk nie pamięta co robił w czasie snu i… nie jest też dobrze wyspany. Zatem ani to ani tamto. Dzienni lunatycy, osoby, które nie zajmują się życiem z pełną koncentracją żyją wcale nie inaczej, niczym w transie robią różne rzeczy, a spać też często nie mogą… Ośmielam się twierdzić, że jest to także pewna niedojrzałość… duchowa. Sądzę, że może powodować również konsekwencje dla sytemu nerwowego, a już na pewno dla intelektu i życia emocjonalnego.

 

Dlatego przez kilka kolejnych wpisów zajmować będę się tematem koncentracji w różnych sytuacjach.

Intencją dzisiejszego wpisu jest namówienie Państwa do innego spojrzenia na samo zjawisko koncentracji:

 

Nie chodzi o to, aby strać się koncentrować na czymś,
co w danym momencie jest najważniejsze,
ale o to, by zrezygnować z tego wszystkiego,
co jest  mniej ważne, aby to sobie odpuścić.

 

Usiłowanie koncentrowania się na czymś spełzną na niczym, jeśli nie ograniczymy dostępu różnych innych bodźców, pojawiających się w naszym otoczeniu. Żeby można było to robić, trzeba jednak zdawać sobie sprawę z hierarchii wartości różnych możliwych zdarzeń i wydarzeń.

 

Jeśli chcemy koncentrować się na tym, co jest dla nas najważniejsze,
musimy wiedzieć, co to jest.
Musimy umieć określić ważność różnego rodzaju bodźców docierających do nas.

 

Jeśli komuś wystarczy taka świadomość i potrafi zrezygnować  z jednych czynności na rzecz innych, nie musi stosować żadnych ograniczeń fizycznych.
Wybieramy co robimy w danym momencie i rezygnujemy z innych zajęć, szczególnie jeśli wymagają angażowania tych samych zmysłów.
Widuję ludzi, którzy oglądając film robią mnóstwo innych rzeczy przy okazji: obiad, desery co jakiś czas, sprzątają albo prowadzą nawet rozmowy przez telefon czy czytają. Uważam, że takie zachowanie nie pozwala utrwalać  nawyku skupienia się na tym, co się robi w danym momencie, i nawyku rezygnacji z innych zajęć. Skoro już decyduję się na obejrzenie czegoś, warto się na tym skupić.

 

Jeśli ktoś nie potrafi narzucić sobie mentalnych granic, trzeba zastosować fizyczne, faktyczne odcięcie się od pewnych bodźców: wyłączenie poczty elektronicznej (przynajmniej dźwięku przychodzącej wiadomości, wyłączenie (albo pozbycie się) telewizora, wyciszenie telefonu, czy wyjście do innego pokoju.

 

Takie metody przydają się również w pociągu, kiedy podróżuje się z ludźmi prowadzącymi konwersację czy bardzo głośno rozmawiającymi przez telefon. Widuję ludzi ze słuchawkami na uszach, którzy czytają bądź pracują z laptopem. Oczywiście ze słuchawek powinna płynąć muzyka instrumentalna, a jeśli piosenki, to takie, których słów się nie rozumie. Jeśli są to piosenki, których słowa docierają do naszej świadomości, wciąż następuje dystrakcja, czyli zakłócenie podstawowej czynności.

 

W takich warunkach doskonale widać na ile ktoś już posiadł sztukę odpuszczania i na ile udoskonalił swoją zdolność koncentrowania się na tym, co sam wybiera.
Nie potrzebuję słuchawek, nie muszę również, kiedy chcę usnąć wkładać w uszy waty czy stoperów, potrafię bowiem odciąć się mentalnie od tego, co dzieje się wokół mnie, a co nie należy do mojego kręgu zainteresowania. Wyciągają mnie z tego dopiero naprawdę głośne dźwięki. I wtedy zwykle reaguję. Posiadłam już w znacznym stopniu sztukę odpuszczania.

 

Bardzo zachęcam do pracy nad koncentracją… a może najpierw nad sztuką odpuszczania sobie różnych bodźców.

 

 

 

PODZIEL SIĘ

18 KOMENTARZE

  1. Czytając Pani tekst o koncentracji w tym samym czasie gotowałam pyszną owsiankę. Rezultat: tekst przeczytałam jednym tchem, a w tym czasie przypaliła się owsianka… Kilka lat temu wymyśliłam, że sposobem poradzenia sobie z nadmiarem obowiązków będzie wykonywanie niektórych z nich w tym samym czasie. Takie ciekawsze połączenie to zabawa z córeczką i odpoczynek, co skutkowało namawianiem córeczki na zabawy, które nie wymagały mojego pełnego zaangażowania. Rezultat marny: córka sfrustrowana, a ja nadal niewypoczęta.
    Od niedawna zrozumiałam, że koncentracja na czynnościach ważnych przynosi efekty. Po przeczytaniu Pani wpisu i przypaleniu już niepysznej owsianki wiem już na pewno, że pełnia szczęścia to koncentracja na każdej, najdrobniejszej czynności… ale sztuka odpuszczania w świecie pełnym tak wielu bodźców i zadań do wykonania… trudna sprawa. Od dzisiaj spróbuję się tego uczyć. Z niecierpliwością czekam na dalsze wskazówki dotyczące koncentracji. Pozdrawiam Panią serdecznie.

    • Pani Aneto, ogromnie dziękuje. Przyzna Pani, że choć szkoda owsianki, to tekst bardzo zabawny i… świetny przykład. Pozwoli Pani, że będę go wykorzystywać. Jestem przekonana, że Pani to zdarzenie także pomoże w sztuce odpuszczania i koncentracji. :) Pozdrawiam serdecznie

  2. Pochodzę z dużej rodziny, która mieszkała na niewielkim metrażu. Nie miałam możliwości zamknięcia się w swoim pokoju i zajęcia się swoimi sprawami. Dzięki czemu nauczyłam się koncentrować na tym co robię. Gdy czytałam książkę czy uczyłam się to nie przeszkadzały mi żadne dźwięki. Moja mama czasami do mnie coś mówiła i nie wierzyła mi,że jej nie słyszę-a ja na prawdę jej nie słyszałam-byłam w innym świecie. Ta umiejętność bardzo przydała mi się na studiach, gdy mieszkałam w akademiku. Niestety po kilku latach ta umiejętność zanikła(?). Zatem z niecierpliwością będę czekała na kolejne wpisy. Pozdrawiam

  3. Pani Iwono, z przykładu owsianki proszę korzystać do woli :) W ostatni wtorek, pierwszy raz, uczestniczyłam w prowadzonym przez Panią wykładzie w Toruniu i wiem, że potrafi Pani fantastycznie dobierać przykłady do omawianych treści :) Cieszę się, że Panią „odkryłam”, bo nareszcie znalazłam źródło odpowiedzi na nurtujące mnie od długiego czasu pytania. Będę teraz wierna temu blogowi.
    Zastanawiam się nad historią Pani Justyny. W pierwszym momencie pomyślałam, że to niemożliwe, że po tylu latach (okres dorastania i studiów razem wzięte) utrwalania takiego nawyku teraz zanikł, że wystarczy go „włączyć”. Ale druga myśl mi podpowiedziała, że Pani Justyna posiadła tę umiejętność na skutek bodźców zewnętrznych, warunków w których musiała funkcjonować – czyli działanie reaktywne. Bodźców zabrakło – nawyk zanikł. Gdyby taka umiejętność została wypracowana z własnej woli – proaktywnie – zostałaby na zawsze? Pewnie tak, jeśli tylko nasza wola będzie tego chciała…

    • Pani Agatko i Pani Justynko razem pozwolę się do tego odnieść, bo istotnie jest to trochę tak , jak Pani Agata mówi. Nie było to co prawda działania reaktywne, a raczej – obronne. Towarzyszyła temu intencja. Ponadto myślę, że to, co robiła Pani Justyna było ewidentnie ważniejsze niż to, co działo się dookoła i czasem też bardziej wciągało. Wyzwanie jest wtedy,. kiedy nie mamy mocno zakodowane w głowie co jest ważniejsze a sama czynność nie zawsze jest sama w sobie super wciągająca. Pozdrawiam Obie Panie :)

    • Pani Aneto, pozwoliłam sobie użyć fragment Pani wypowiedzi („W ostatni wtorek, pierwszy raz, uczestniczyłam w prowadzonym przez Panią wykładzie w Toruniu i wiem, że potrafi Pani fantastycznie dobierać przykłady do omawianych treści :) Cieszę się, że Panią „odkryłam”, bo nareszcie znalazłam źródło odpowiedzi na nurtujące mnie od długiego czasu pytania. Będę teraz wierna temu blogowi.”), by polecić Wrocławianom spotkanie KSD. Mam nadzieję, że nie ma Pani nic przeciwko :) Pozdrawiam serdecznie!

  4. Pani Iwono, czytam i myślę… Do czasu urodzenia się moich dzieci dość dobrze radziłam sobie z koncentracją i odpuszczaniem sobie różnych rzeczy, bodźców. Nawet pozbyłam sie telewizora. Teraz, dzieci są małe, i coraz częściej „przypalam owsiankę”, bo robię cztery rzeczy jednocześnie. Próbuję „odpuszczać” ale w ten sposób tworzą mi sie góry zaległości i zaniedbany dom (totalnie, nie tak troszeczkę). Moja mała córeczka w przyszłym miesiącu kończy rok i od roku bardzo źle śpi w nocy, budzi się, płacze niespokojnie. Nie mogę odkryć dlaczego… Po przeczytaniu tego tekstu postanowiłam przemyśleć jeszcze raz swoje zajęcia, rozplanować je z długopisem w ręku jeszcze raz, pomyśle, których mogę zrezygnować a na pozostałych koncentrować się… Może to uspokoi i mnie i Małą. Dam znak, jak poszło:-)

  5. Dziękuję za odpowiedź, Pani Iwono.
    Spróbowałam dziś zaplanować/wybrać tak swoje czynności abym mogła się na nich całkowicie skoncentrować. Odpuściłam kilka…chyba raczej przełożyłam na jutro…bo i tak się od nich nie wywinę. Ale muszę przyznać, że mimo drobnego lęku czy jutro ze wszystkim zdążę, mam poczucie jakiegoś rodzaju zadowolenia…. Tak jakbym lepiej te zadania wykonała. To już chyba pierwszy krok…

  6. Jak to miło obcować, chociażby dzięki temu blogowi z wspaniałym LIDEREM, jakim jest Pani Iwona. W kliku akapitach potrafi zawrzeć sedno sprawy, zarówno w tym wpisie dotyczącym koncentracji, jaki i wieli innych.
    Koncentracja – ilu to z nas ma plany na weekend, tyle chcemy zrobić, a potem robimy kilka rzeczy na raz, wiele po łebkach, i na koniec jest to poczucie, że nic nie zrobiłam… a czas ucieka. W tej materii u mnie jeszcze długa droga:)
    Pozdrawiam

  7. Inna forma koncentracji jest tzw. mindfulness – czyli uwaznosc, ktora pomalutku staje sie wazna dziedzina neurologii. Uwaznosc to forma swiadomego, odczuwanego zycia. Bardzo zmieniala moje zycie.
    http://www.mindful.org/

    Zwolnilam, Zaczelam zyc z ciekawoscia. Koncentracja byla wtorna sprawa.

  8. Kiedyś byłam wielozadaniowa – potrafiłam robić kilka rzeczy jednocześnie i wychodziło mi to doskonale. Byłam z tego dumna i śmiałam się z osób, które wyłączały się totalnie i skupiły na jednym. Myślałam, że są gorsze ode mnie, że mój mózg radzi sobie lepiej. Jaaasne…
    Z biegiem czasu obowiązków przybywało, rosła ich waga i wszystko zaczęło się sypać. Potem przeczytałam gdzieś, że wielozadaniowość to szkodliwy mit, który nam się wciska. Teraz świadomie staram się ograniczać – nawet Pani bloga czytam przy użyciu wtyczki w przeglądarce, która na czas lektury wycina wszystko poza artykułem :)

    Dziękuję za przypomnienie!

  9. Polecam uwadze Państwa tekst z bloga coachin4smart. Szkoda tylko, że żadnego osobistego słowa od Państwa nie dostałam, tylko taki suchy link. :( Pozdrawiam serdecznie..

    • Dzień dobry Pani Iwono,
      Przepraszam, ale dopiero teraz zauważyłam, że jest odnośnik na Pani stronie do naszego bloga. Bardzo Pani dziękujemy za taką uprzejmość :-)
      Tekst uważamy za bardzo ciekawy i dlatego został zrobiony odnośnik. Przepraszamy, ale taką mamy konwencję. Polecamy ciekawe wpisy i pozwalamy naszym czytelnikom na własną opinię. Wydaje nam się, że jest to bardzo coachingowe podejście.
      Proszę się nie gniewać :-)
      Pozdrawiamy bardzo serdecznie,
      M. Wąsowska

      • Ależ ja się nie gniewam :) Cieszę się. Tylko oczekiwałam jakiegoś słowa wyjaśnienia. Ja także staram się przekazywać to, co zauważę gdzieś w Internecie.
        Pozdrawiam serdecznie

  10. Jakos ten mit o wciskaniu wielozadaniowosci jest mi bliski…kojarzy mi sie z ,, matka -Polką”, ktora prawie z garbem na plecach przejmuje wiekszosc obowiązkow zapomonajac o swoim rozwoju i czasie dla siebie…skads ten stereotyp wynika i pewnie bardziej swiadome siebie i wlasnych potrzeb kobiety inaczej nauczyly sie dzis funkcjonowac, tylko jakos tak brakuje mi realnych przykładów…. choc jak sie chwile zastanowie to przychodza mi do głowy kobiety, które podziwiam za ich samoświadomośc i dojrzałość… Pozdrawiam wszystkie czytelniczki i czytelnikow:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here