Meandry zdrowia

18

Skoro już tak się złożyło, to porozmawiajmy o zdrowiu. Dostałam sporo listów i telefonów. Były pełne troski, a czasem wprowadzały mnie w zakłopotanie, gdyż dzwoniono do mnie ze zdziwieniem, jak do kogoś, kto opanował już wszelkie tajemnice życia i wie więcej niż ktokolwiek inny. Odniosłam wrażenie, że niektórzy  uważają, że kto jak kto,  ale IMO chorować nie powinna.  W ich głosie czaiło się pytanie: co zrobiłaś źle? Bywało, że sugerowali, iż powinnam wiedzieć, że ciałem trzeba się zajmować. Krótko mówiąc, miałam wrażenie, że tracę u nich wiarygodność. I bardzo dobrze, skoro miałaby to być wiarygodność nadczłowieka!

Ostatnią rzeczą na jakiej mi zależy,  jest uchodzenie za szamana, guru czy wszechwiedzącą osobę. Przeciwnie, szczerze i w każdym momencie swojego życia pokazuję drogę, jaką idę, moje starania, by przeżyć ją jak najbardziej świadomie, jak najwięcej się nauczyć i zrozumieć. Pokazuję również moje postoje na tej drodze. Teraz mam taki postój. Tak można potraktować wszelkie niedomagania. Wszak to z czym mam do czynienia, to jedynie niedomagania. To nie jest choroba!  Ta zresztą,  właściwie potraktowana,  może też być Drogą. I to piękną. Drogą do lepszego zrozumienia świata, do większej empatii, czasem do  zwycięstwa ducha nad materią i to niekoniecznie wtedy, kiedy się owej choroby pozbędzie. Bywa i tak, że zwycięzca umiera.  Viktor Frankl pisał w  znakomitej książce Człowiek w poszukiwaniu sensu, że czasem choroba może ten sens człowiekowi nadać, czy też w chorobie właśnie sens życia można znaleźć, zrozumieć. Można odnaleźć sens w cierpieniu, choć w żadnym wypadku nie trzeba tego cierpienia szukać.
Tiziano Terzani
w przepięknej książce Nic nie zdarza się przypadkiem opisuje jak choroba stała się jego nauczycielem życia, pokazała inne fragmenty rzeczywistości i nauczyła nowego spojrzenia. Stała się w pewnym momencie życia jego Drogą. Jest bardzo możliwe, że nie byłby w pełni tak pięknym człowiekiem, gdyby nie doświadczył choroby.

Nie trzeba wyzdrowieć, by wygrać z chorobą. Można umrzeć wygrywając życie.

Urszulka przyniosła mi tę książkę w odpowiedzi na mój wpis na blogu. Powiedziała: To masz przeczytać. Tu znajdziesz odpowiedź. Miała rację. To gruba książka. Zdążyłam przeczytać jedną czwartą, ale już wiele zrozumiałam. Dziękuję Uleńko.  Dziękuję że rozumiesz,  że fakt, iż moje ciało cierpi, nie świadczy o tym, że jest to efekt moich zaniedbań.

Można opanować przeziębienia, owszem. Wszak to sprawa doraźna. Jednak jesteśmy częścią tego świata, który daleki jest od doskonałości i Bóg raczy wiedzieć ile niepotrzebnych rzeczy wkładamy sobie w organizm przez kilkadziesiąt lat. Nie zaczynamy życia w momencie przebudzenia duchowego, zrozumienia go na nowo, czyli mojego ulubionego zjawiska Aha. Niesiemy ze sobą całą historię. Może nie tylko naszą ale i przodków. Ona oddziaływała i oddziałuje na nas. Ponadto w podświadomości każdego człowieka są sprawy i rzeczy, które nie zawsze udało się wyjąć i nazwać. Czasami są tak głęboko, że może się wydawać, że ich nie ma. Wcale nie trzeba ich zresztą wyjmować. Może się jednak okazać, że jakieś sznurki pociągną coś, co siedzi w naszej podświadomości i co potrafi jedynie boleć albo niszczyć ciało.  Każdy kiedyś na coś choruje i nie zanotowano jeszcze na ziemi wypadków nieśmiertelności.

Podobnie jak wszyscy inni na tym świecie szukam ludzkiej sił y i staram się zrozumieć , co za nią stoi. Podobnie jak inni, mam też ludzkie słabości i swoją historię. Wydaje mi się, że żyję w harmonii, że obdarzam troską każdy ze swoich obszarów: ciało, emocje, intelekt i ducha. Nie sądzę, bym nadwerężała ciało, choć na pewno więcej czasu spędzam w obszarze intelektualnym i emocjonalnym.  Nie o czas tu jednak chodzi, ale o uwagę. Może moje ciało wymaga chwilowo innego rodzaju uwagi. Już mu ją daję i zrobię wszystko, by zyskały na tym również pozostałe obszary.

Zatem nie w tym rzecz, jak sądzą niektórzy, że możemy traktować siebie tak, że zawsze będziemy zdrowi, ale w tym, że możemy podchodzić do siebie tak, że zawsze będziemy ze sobą w harmonii, że będziemy szczęśliwi.

I nie o to chodzi, że na biologię nie ma rady, jak mówi inna grupa moich Czytelników, że pewne rzeczy dzieją się po prostu w wymiarze komórek i tkanek.  Biologia z całą pewnością jest zmaterializowanym efektem energii duchowej.

Tak, wszystko dzieje się w wymiarze komórek i tkanek, ale dzieje się z jakiegoś powodu – nawet, gdy go nie znamy – i po coś, co zawsze możemy odkryć.

I najważniejsze: Nie jesteśmy odpowiedzialni jednostkowo za nasze niedomagania czy choroby. Nie możemy z tego powodu czuć się winni. Jesteśmy natomiast za to odpowiedzialni zbiorowo – jako ludzkość. Wszystko co może zrobić z tym pojedynczy człowiek to zrozumieć więcej i żyć lepiej. To ta siła tkwiąca w słabości. Próbuje to robić od kilkudziesięciu lat. Coraz bardziej świadomie.

PODZIEL SIĘ

18 KOMENTARZE

  1. Dobrze, że Pani o tym pisze ! Ostatnio myślalam o pewnej Pani, kórej już nie ma wśród nas.Jej książki bardzo mi pomogły i były dla mnie inspiracją.Jej odejście spowodowało wiele kontrowersji.Są tacy ,którzy uważają,że zaprzeczyła swoim odejściem temu czego uczyła.To smutne, bo przecież nikt nie jest nadczłwiekiem.Jakoś miałam potrzebe aby o tym napisać.Dziekuje za ten ludzki wpis i wszystkiego dobrego życze!
    Maja

  2. Jestem coraz bardziej zdumiona…….V.Frankl….to niemal mój ,,idol”…..a ksiażkę,,Możesz uzdrowić swoje życie” też czytałam……Pani Iwono ….intuicja mówi mi ,że Ciało daje pani znać……że forsuje je pani….czas nieco zwolnić…..ŻYCZĘ DUŻO SPOKOJU I CIERPLIWEJ REALIZACJI SWOJEJ UMOWY Z CIAŁEM…pozdrawiam serdecznie:)Magda

  3. Pani Iwono!
    chyba trudno zawsze i w każdym momencie wsłuchiwac się w sygnały płynące z ciała. Ale mam wrażenie, że warto się zatrzymac i pozastanawiac. Te reakcje, o których Pani pisze na początku mogą się brac stąd (tak sobie myslę), że większośc Pani wpisów jest przepełniona pozytywnymi treściami. A tu nagle jakieś niedomagania! Przypomniałam sobie teraz coś co powiedziała moja koleżanka, na rok „wyłączona” z życia zawodowego przez chorobę. Otóż powiedziała, że zaczęła zauważac, że zmieniają się pory roku czego wcześniej, pochłonięta pracą nie dostrzegała. Mój organizm też mi podpowiada, żeby trochę zwolnic i wczoraj zafundowałam sobie pachnącą i ciepłą kąpiel oraz wieczór z moimi „robótkami ręcznymi”. Udanego postoju!
    Pozdrawiam serdecznie!

  4. Dziękuję za myślenie o mnie. To bardzo miłe i ciepłe. Sadzę że tylko moja intuicja może mi podpowiedzieć o co chodzi, a ona nie mówi nic z tego co tu Panie proponują. Nie forsuję ciała, na pewno dbam o nie bardziej niż przeciętna osoba w moim wieku. Chodzę wcześnie spać. Nie piję, nie palę. Odżywiam się regularnie i zdrowo, gimnastykuję. Mam czas na odpoczynek. Korzystam z masaży i innych form dopieszczania ciała. Nawet nie pracuję 5 dni w tygodniu poza domem, jak robi to większość ludzi. Cóż jeszcze mogłabym robić, by nie forsować ciała?
    A fakt, że moje córki mieszkają za granicą nie jest niczym nadzwyczajnym. Tęskniłabym tak samo, gdyby mieszkały w Szczecinie. Każda matka, której dzieci wychodzą z domu musiałaby mieć kłopoty ze zdrowiem. To normalna kolej rzeczy. Trzeba szukać dalej. :) A ponadto, może jest tak, jak napisałam – to rozwój, inna forma odczuwania życia. Dlaczego my sądzimy, że życie to permanentna uciecha, radość i same dobre emocje? Życie to także ból, cierpienie i ciemniejsza strona emocji. Nawet Budda miewał gorsze dni, a Dalajlama na swoje dość częste przeziębienia bierze czasem antybiotyki i popija tybetańskim naparem z ziół. Ja się raczej nie przeziębiam. A gdzie mi do Dalajlamy. Choroba nie jest tylko problemem pojedynczej jednostki, jest odpowiedzią na świat. Zbyt złożona, by mogła to pojąć jedna osoba. Ale można się strać. Staram się i umowy z ciałem dotrzymam. Pozdrawiam serdecznie.
    Pani Maju, chyba wiem o Kim Pani mówi. Kontrowersje są zawsze wtedy, kiedy człowiek jest widoczny. Taki to już los.

  5. właśnie wróciłem z basenu, bardzo a bardzo nie chciało się mi tam iść, ale mając na uwadze dolegliwości z kręgosłupem, wizje tego, że moje dotychczasowe starania o odzyskanie właściwej formy przekonały mnie o słuszności mojej decyzji. Całkiem niedawno pomyślałem, że w moim życiu wiele ważnych spraw z pozoru sprzecznych ze mną samym wychodzi mi na dobre. Być możne dyskopatia to mniejsze zło, niż np. zawał lub wylew, że ta niby dolegliwość może być tak naprawdę ratunkiem. A przez ułamek sekundy wodnej relaksacji poczułem jakieś perfumy- zapach, które odświeżyły moje wspomnienia z dawnych lat.

  6. Hmm, wiele osób pisze o forsowaniu ciała, a mi tak przyszło do głowy, czy przypadkiem nadmierne rozpieszczanie go nie powoduje, że coraz częściej domaga się naszej uwagi.

    Czyjaś intuicja nie podpowie co powinien zrobić inny człowiek. My sami znamy siebie najlepiej. Jestem przekonana, że Pani Iwona świetnie wie czego potrzebuje jej organizm, tylko czasem potrzeba czasu, żeby sobie to uświadomić.

    I jeszcze jedna refleksja. Nie zawsze musi być tak, że robimy coś źle. Trzeba pamiętać, że wszystko się zmienia, a więc i potrzeby naszego organizmu również. Czasami potrzebna jest pewna odskocznia, coś nowego. Jeżeli nam to sprawi przyjemność, nasz organizm również będzie zadowolony.

  7. Tak też i ja sobie myślę Pani Marto. Oczywiście inny człowiek może pomóc – otwierając świadomość, uczulając na pewne rzeczy czy… przynosząc właściwą książkę we właściwym momencie. Moja świadomość została otworzona dawno temu. I dziś tylko moja intuicja może mi podpowiedzieć, który fragment książki, albo czyjejś wypowiedzi jest dobry dla mnie. Co nie znaczy, że nie warto się czasem pochylić i zastanowić nad zdaniem innych ludzi.
    A z tym nadmiernym rozpieszczaniem ma Pani wielką rację. Forsowanie polega wszak czasem na tym, że nie wzmacnia się ciała, a potem wymaga od niego nadzwyczajnych rzeczy. Przykład pierwszy z brzegu: wozi się je samochodem i innymi środkami lokomocji wszędzie, ćwiczy dziwne ruchy na niesprzyjającej prawdziwej trosce o ciało siłowni, a następnie wymaga by w stresie działało przez kilkanaście godzin na przykład na zmianę stojąc i siedzą i… działając w pośpiechu. Moja babcia żyła ponad 90 lat, wszędzie chodziła na piechotę, miała cały szereg okazji do naturalnych ruchów a organizując sobie samodzielnie czas nigdzie się nie spieszyła. A jakie miała piękne, delikatne ręce… bez kremu.
    Wyzwanie naszych czasów to poszukać naturalności i normalności w tym, co nas otacza. I dogadać się… nie tylko z ciałem. Pozdrawiam serdecznie

  8. Przyłączam się do wszystkich energetycznych pozytywnie życzeń pzynoszących zdrowie.Ostatnio do zdrowia wróciła moja mama po operacji stawu biodroego.Okres intensywnej troski o nią chyba mam za sobą.Ale muszę przyznać,że w tym okresie zaczęło mnie wszystko bole
    od nadprogramowych skłonów,a zmęczenie odbierało chęć kontaków i dyskusji.
    Z pomocą przyszła mi ,no według mnie trochę szamanka,odkrywcza pani psycholog ,prowadząca aktingi swojego pomysłu w internecie.Wybieram,co mi pasuje i nic mnie nie boli.
    Wszystko można znależć na stronie dekodyka,to jej metoda.
    Oczywiście czytałam bloga super IMO i stronnę Ewy Foley
    Ostatnio odkryłam też po raz kolejny pana Niwińskiego.Jego wpisy o madytacji w książce Ja są odkrywcze,polecam.Wracam do Pani Akademii Sukcesu, żeby pani od dekodyki nie zdominowała mojej świadomości.
    Ale nie wiem czy to nie obawa przed stanem szczęścia,która choć absurdalna podobno istnieje.
    Pozdrawiam ciepło

  9. Pani Iwono…..stwierdzenie…..moja intuicja……jest oczywiście przypisane do mnie…do mojej intuicji >>> każdy ma swoją intuicję…jeżeli ….użyłam tego zwrotu > moja intuicja < to wyłącznie po to , aby podzielić się …. swoim spostrzeżeniem…nie po to , aby coś sugerować….. a forsować ciało można na wiele sposobów…..nawet jesli się o nie dba…….poza tym….póki coś boli to znak ,że żyjemy…tak powiadają…starsi ludzie…może coś w tym jest ……..pozdrawiam serdecznie…….Opatrzności Bożej życzę 0:)Magda

  10. Tak to zrozumiałam Pani Magdo. Napisałam to, ponieważ często niepotrzebnie sugerujemy się podpowiedziami innych. Nawet te lekarskie diagnozy powinny być z nami zgodne, prawda?
    Tak sobie czasem myślę, ze jeśli ktoś czyta tego bloga, to pewno zna tez moje książki i w ogóle mnie zna i zakładam, że wiemy wszyscy to samo. Na przykład to, że jak mało kto harmonijnie podchodzę do życia. Czasami jednak przychodzi mi do głowy, że może jednak nie… I wtedy po swojemu :) wyjaśniam.
    Pani Magdo, z pewnością wszyscy forsujemy ciało – jako ludzkość. Wszak umieramy, wyczerpujemy się. Nie znam nikogo, kto w jakimś punkcie swojego życia nie miałby problemów ze zdrowiem. Chyba, że zginie młodo… w wypadku. Ewolucja nie nadąża za rozwojem cywilizacyjnym, a my ciągle nie wiemy, jak nawiązać skuteczny dialog pomiędzy tym co widzialne i niewidzialne, pomiędzy ciałem i duszą. Pani Magdo ja nie wierzę, że się pozbędę bólu i zastojów, że nie zestarzeję się i nie umrę. Próbuję zrozumieć dlaczego akurat te, a nie inne części ciała, nie współgrają z moimi dążeniami. Chcę to rozumieć i nauczyć się przyjmować właściwie, robiąc to, co zrobić mogę w danym momencie. Jeśli nie mogę wydłużyć swojego pobytu na ziemi, to chcę go przynajmniej przeżyć najpełniej, jak potrafię. Bóg zapłać za życzenia Bożej Opatrzności. Pozdrawiam Panią również bardzo serdecznie.

  11. A ja biorę z miłością do mojej duszy i mojego serca to co boli , to co sprawia, że czuję się chora . Mówię : U mnie możesz pozostać. We mnie możesz znaleźć pokój” Zwracam przy tym uwagę, jak to dziła na moje ciało i co w nim wywołuje. Często ból słabnie i czuję się lżej.

  12. To dobry sposób Pani Elżbieto. Wielu duchowych mistrzów radzi właśnie, by nawet chorobę pokochać, by nie używać terminów słownych nawiązujących do walki i wojny. Ból jest zwykle symptomem jakiegoś procesu zaburzenia w człowieku. Może przy takim potraktowaniu odchodzi właśnie wtedy, kiedy chwilowo zabrakło nam miłości – dla siebie. Zostaje, kiedy chodzi o coś innego…
    Pozdrawiam serdecznie.

  13. Pani Iwonko !
    Pani przecież WIE ,że wszystko będzie dobrze :)
    „…wsłuchaj się w swoje ciało, gdyż ono naprawdę chce być zdrowe. Twoje ciało chce być zdrowe, a Ty możesz mu w tym pomóc….Nie porównuj czynionych przez siebie postępów z postępami innych ludzi. Jesteś wyjątkowy i kontrolujesz swoje życie na własny sposób. Zaufaj Wyższej Mocy w celu uwolnienia się od fizycznego i emocjonalnego bólu…. Znajdź chwilę czasu, zamnknij oczy i wyobraź sobie płynący przed Tobą cudowny strumień. Weź bolesne zdarzenie, ból, brak przebaczenia i włóż je do strumienia. Obserwuj, jak zaczynają się rozpuszczać i płynąć z prądem dopóki całkowicie nie znikną…. ”
    Louise L. Hay „Poznaj moc, która jet w Tobie”

    Tylko tyle i aż tyle, a ja dzsiejszą datę uznałam za początek czegoś wspaniałego w moim życiu, o północy wypiłam toast za to co będzie i obudziłam się dzisiaj wyjątkowo szczęśliwa :))))) ot, tak :)

  14. Przepraszam za pomyłkę. Brak jednej litery zmienił wyraźnie znaczenie.
    Miało być „spokój” a napisałam „pokój”
    Wiem dobrze jak trudno dać coś czego się nie ma. Spokój to tak wiele.
    Ciało weryfikuje bardzo precyzyjnie, ono wie najlepiej jak jest naprawdę. Dochodzenie do spokoju to duże wyzwanie.

  15. Podziwiam prokatywne działanie Pani Iwonki na każdym kroku.
    Nie użala się nad niedomaganiami nie poprzestaje na umartwianiu się działa świadomie proaktywnie, szuka sposobu na wyzdrowienie lub sensu tego niedomagania. Pięknie rozmawia Pani (dużo pytań do siebie/podświadomości) ze swoim ciałem we wpisie „Kochane Ciało”

    Ja osobiście używam pytań w stylu:
    ”Jak mogę wyzdrowieć?”, ”Czego konkretnie potrzebuję, abym mógł/a wyzdrowieć?”
    a czasami afirmacji „Jestem kochany/na i wszystko jest w porządku”

    Viktor Frankl cytuje również Nietzsch’ego „Gdy się ma po co żyć to się nie dba jak się żyje”, trudno było mi to w pełni zrozumieć, ale w końcu to zrozumiałem, że lepiej żyć, krótko z sensem niż długo bezsensu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here