Dzień Dobrego Słowa – styczeń 2016

1

dds_cytryna_i_motyl Bądźmy uważni!
To, co mówimy i jak mówimy, programuje zarówno umysły innych jak i nasze

 

Znowu Dzień Dobrego Słowa, styczniowy; pierwszy w tym roku.  Jeśli ktoś czyta moje teksty tej nowej serii, z pewnością łatwiej będzie zastępować niepotrzebne, niedobre słowa, tymi lepszymi. Pisałam już o odpowiedzialności i o roli podświadomości, a także o możliwości instalacji własnego guzika stop. Dziś pragnę skupić się tylko na jednej sprawie, na mówieniu do dzieci. Warto jednak pamiętać, że te same zasady obowiązują w stosunku do dorosłych.

Badania pokazują, że to, na ile wierzymy w innych, wpływa na ich poziom wykonywania różnych zadań. A wiarę objawia się przecież głównie słowami. Jedno z najbardziej znanych badań to  eksperyment Roberta Rosentala  znany jak Pigmalion  w klasie. Nauczyciele, którzy wierzyli, że mają wyjątkowo zdolne dzieci, traktowali je w taki sposób i tak do nich mówili, że istotnie uczniowie uzyskiwali ponadprzeciętne wyniki. Tymczasem były one losowo wybranymi dziećmi, reprezentującymi zróżnicowany poziom inteligencji i zdolności. Codzienność również pokazuje nam jak ważne jest słowo dla wszelkiego rodzaju pożądanych zachowań. Jeśli wyraża się wiarę  w dziecko, ufa mu się i pozytywnymi słowami wyraża oczekiwania, silniej dążą do tego i osiągają zakładane cele.

 

Wiara w potencjał innej osoby, zwłaszcza ta wyrażana werbalnie,
powoduje, że ten potencjał  staje się faktem, niejako się materializuje.

 

Nazwano to zjawisko efektem Pigmaliona. Król Pigmalion wyrzeźbił posąg  idealnej dla niego kobiety, po czym zakochał się w nim. Modlił się tak żarliwie do Afrodyty, żeby ożywiła obiekt jego miłości, że  zrobiła to… ideał się zmaterializował, stał się Galateą, żona Pigmaliona.

 

Trzeba cały czas mieć na uwadze co chcemy zmaterializować, co otrzymać.

 

Słowa mogą działać jak kotwice. Zatrzymują na jakimś zachowaniu, na sposobie myślenia czy określonym obrazie siebie.  Jeśli chcemy żeby dziecko było odpowiedzialne, lepiej koncentrować się na przejawach jego odpowiedzialności i to podkreślać niż zwracać mu wciąż uwagę, kiedy nie wykaże się odpowiedzialnością jakiej od niego oczekujemy.  Jeżeli naszym życzeniem jest wychowanie człowieka z poczuciem własnej wartości, szanującym siebie i innych, to nie możemy zwracać się do niego słowami pozbawionymi szacunku.  Jakże często jednak zwracamy się do dzieci bez szacunku, zupełnie inaczej niż do dorosłych, którzy pewno nie pozwoliliby nam na takie odzywki. A dlaczego nie zatrzymamy się, nie włączymy guzika stop, kiedy chodzi o dzieci?

 

Polska ma Janusza Korczaka. Bardzo cenię jego przemyślenia i uważam, że są zdecydowanie zbyt mało wykorzystywane. To zastanawiające, że mając piękną mądrą i polską koncepcję wychowawczą, szukamy jej u przedstawicieli innych kultu. Korczak napisał:

Bo dorosłemu nikt nie powie: wynoś się, a dziecku często się tak mówi. Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się mażę i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli, a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny.

 

 

Oczywiście nie wszyscy i nie zawsze tak mówią i… nie tylko do dzieci… jednak coś w tym innym stosunku, przejawiającym się innymi słowami jest, prawda?

 

Dziś używajmy tylko dobrych słów, oczekujmy od ludzi, zwłaszcza dzieci wszystkiego najlepszego i dawajmy temu wyraz słowami.

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here