Czynnik MRS

7

Zawsze trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jakiś etap w życiu. Jeśli uparcie chcemy w nim trwać dłużej niż to konieczne, tracimy radość i sens tego, co przed nami.

Paulo Coelho

 
Z każdą sekundą zaczyna się dla nas nowe życie. Wyjdźmy z radością na jego spotkanie. Niezależnie od tego, czy je spotkamy czy też nie, musimy wytrwale podążać naprzód a będzie nam się lepiej wędrować z oczami skierowanymi przed siebie a nie do tyłu. Jerome K. Jerome.

Ks. Jan Twardowski

 

Koncentrujemy się zwykle na  biologicznych uwarunkowaniach długowieczności; mówi się o genach, o dobrym przedwojennym materiale, właściwym odżywianiu czy aktywnym fizycznie stylu życia. Oczywiście to wszystko prawda, tyle że człowiekiem zawiaduje mózg – tam znajduje się centrum zawiadywania i stamtąd płyną wszelkie impulsy. Zaś na mózg ogromny wpływ ma myślenie i przeżywanie czy nawet odczuwanie życia oraz powstające w wyniku tego chemiczne przekaźniki emocji.

Coraz częściej badacze donoszą, że to jednak psychika ma największy wpływ na długość życia, a takie składowe statusu społecznego jak wykształcenie, sytuacja materialna, życie w dużym mieście (sic) nie dlatego zwiększają długość życia, że ludzie ci lepiej rozumieją ideę profilaktyki i mają większe możliwości dbania o swoją fizyczność, ale głównie dlatego, że mają inny sposób podejścia do życia, inaczej zatem żyją w starszym wieku, inaczej spędzają czas.

Tak, czynnik MRS to Miłość, Radość i Sens – chyba nawet kolejność jest właściwa ze względu na ważność – a z każdego elementu tego czynnika wynika niejako następny.

 

MIŁOŚĆ – to podstawa długiego życia.
Ona warunkuje także pojmowanie jego sensu.

 

Miłość do Boga, do świata, do ludzi ale też do… siebie. Kiedy kochamy prawdziwie Boga, wierzymy w Jego miłość, to po pierwsze jej doświadczamy, po drugie mamy więcej spokoju w sobie, więcej poczucia bezpieczeństwa, co zdecydowanie redukuje poziom stresu do potrzebnego do życia i niemal eliminuje lęk. A wiemy jak skracają życie te dwa niepożądane stany.

Kiedy kochamy siebie, dbamy o siebie prawdziwie, dostarczamy i ciału i duszy tego, czego pragnie, co jest dla niej dobre. To w naturalny sposób zwiększa długowieczność. Po prostu: chce się żyć. A i w wymiarze biologicznym dostaje się wtedy to, co potrzebne.

 

RADOŚĆ – afirmacja życia.
Człowiek radosny mówi codziennie swoim zachowaniem: kocham to, podoba mi się życie, chcę tu być
.

 

Radość zmienia chemię w organizmie. Zwiększa poziom endorfiny. Ta zaś działa przeciwbólowo i wzmacnia system immunologiczny. Zdrowsi jesteśmy, kiedy towarzyszy nam radość, kiedy potrafimy znajdować w codziennych zdarzeniach powód do uśmiechu, do wdzięczności i do oczekiwania kolejnych wspaniałości tego świata. I dostajemy je! A jeśli komuś nic się nie podoba, rzadko się uśmiecha i to, co przede wszystkim zauważa, to ciemniejsza strona życia, to prędzej może liczyć na to, że wreszcie się od tego uwolni.

 

SENS – to powód i cel życia.

 

Logodydaktyka, teoria według której pracuję i żyję przywiązuje do nadawania sensu życiu wielką rolę. Życie samo w sobie z człowieczego punktu widzenia sensu nie ma. Ma pewno nadsens, sens widziany z poziomu wyższego niż sięga człowiek. Ale co nam z tego? Co mi z tego, że mój proch zasili ziemię? Nawet to, że Bóg ma wobec mnie jakiś zamiar i miałam coś odegrać w tym życiu, do czegoś się przyczynić, by świat spełniał boski plan, jakoś mnie nie podnieca… Że pójdę do Nieba? Mało kuszące, choć lepsze niż… ta druga wersja uproszczonego obrazu życia po życiu. Wersja, że rozwijam swoją duszę właściwie podchodząc do tego, co mnie spotyka, już jest bardziej atrakcyjna, ale zważywszy, że nie wiem czy będę to pamiętać… też mnie specjalnie nie motywuje do życia.

 

Motywuje mnie mój własny, unikatowy sens, moja droga i to, co mogę wnieść do życia innych, świata. Motywuje mnie każda relacja z drugim człowiekiem. Siłę do życia daje mi przekonanie, że dobrze wykorzystałam konkretną sytuację dla własnego wzrostu – zamiana przykrego na wartościowe czy cierpienia na ofiarę. Motywuje mnie do życia rozwój mojego charakteru, mojej duszy w jej odczuwalnej dla mnie części i udział w życiu innych ludzi. Motywuje mnie to, że coś po mnie zostanie.

Viktor Frankl w swojej w książce Homo Patiens dowodzi, że cierpienie  może być źródłem sensu, czyli bez objawianej radości można żyć długo i z zapałem i mimo odczuwanego bólu czy to fizycznego czy psychicznego chcieć dalej żyć. Sens życia jest także w miłości dla innych, w służeniu im i w miłości do Boga, w pokornym realizowaniu jego planu.

 

Kiedy życie jest piękne i fascynujące, chce się żyć. Kiedy ma się miłość i czuje sens, nawet bez widocznej na zewnątrz radości żyje się długo. A po co żyć, kiedy nie ma żadnego z tych elementów?
Dusza rezygnuje i pociąga ciało.

 

 

 

ZADANIE:

Nie jest ważny wiek. Bardzo proszę zadbajcie Państwo o ciągłą obecność czynnika MRS w życiu. Może na początek warto się nad tym zatrzymać i pomyśleć: gdzie można szukać źródeł tych uczuć. Jak mogą Państwo wzmocnić czynnik M, jak R i S.

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

7 KOMENTARZE

  1. Witam Pani Iwono.
    Miałam Przyjaciela i dostałam od niego „Metamorfozę”. Przyjaciel odszedł i dzisiaj mam tylko „Metamorfozę”. Wielokrotnie słuchałam tych wykładów w trudnych dla mnie chwilach. Bardzo mi to pomagało. Teraz czytam też z zamiłowaniem Pani teksty na blogu. Bardzo pozytywnie mnie nastrajają. To są rzeczy o których wiedziałam, albo przeczuwałam, choć nie umiałam nazwać i uporządkować. Teraz wiem więcej, jestem silniejsza. Do zadań jeszcze nie dorosłam. Na razie napisałam sobie afirmację, którą czytam rano i wieczorem i gdy jest mi źle. Odszukałam koleżanki ze szkoły i mamy bliski kontakt. I najważniejsze od nowa szukam sensu życia. Bo jak traci się miłość to i sensu nie ma.
    Dziękuję Pani bardzo serdecznie za to wsparcie.
    Pozdrawiam Marta

  2. Bardzo dziękuję za Pani Bloga.
    Chciałam się podzielić swoją historią.
    Od sierpnia 2008 choruję na ostrą białaczkę szpikową. W lutym 2010 roku miałam przeszczep szpiku kostnego. Jednak rok po przeszczepie wznowa białaczki. W tym momencie jestem w całkowicie remisji.
    Przepraszam opisałam pokrótce swoją historię chorowania i leczenia, aby pokazać tło.
    Moja choroba była dla mnie szkołą. Ze swojej choroby zrobiłam swojego nauczyciela, nie pozwoliłam, aby była moim panem.
    Po pierwsze musiałam zaakceptować fakt, że jestem chora oraz pewne ograniczenia fizyczne. Jednak nigdy nie ograniczyła mnie psychicznie.
    Po pierwsze jestem osobą wierzącą. Dostałam łaskę wiary.
    Bliscy, to niezwykła siła motywującą.
    Paradoksalnie w czasie chorowania odkryłam radość życia. Wcześniej nie potrafiłam tak celebrować życia, tak się zachwycać wszystkim co mnie otacza. Wyciskać z życia jak najwięcej.
    Swoimi doświadczeniami, przemyśleniami dzielę się z innymi. Być może to pomoże innym nie tylko chorym w życiu.
    I co najważniejsze pokochałam siebie.
    Przepraszam za przydługi komentarz i takie skupienie się w nim na sobie. Chciałam się podzielić swoimi doświadczeniami. I przede wszystkim MRS (takie podejście do życia) pomaga żyć. Pomimo choroby (tego co odkryłam) czuję się o wiele szczęśliwsza niż przed chorobą.
    Pozdrawiam serdecznie
    Justyna

    • Sytuację z grubsza mam podobną do opisanej powyżej, tylko… wolałbym nie odkrywać swojego szczęścia dzięki chorobie, wolałbym aby była to zupełnie inna okazja.
      W całej rozciągłości zgadzam się z twierdzeniem, że można zaakceptować fakt choroby, pogodzić się i nie walczyć z tym co jest nieuniknione.
      Modlitwa św. Franciszka: Panie Boże daj mi siły do zniesienia tego, co jest ode mnie niezależne… jest najlepszym podsumowaniem.
      Skoro nie mogę mieć wszystkiego, będę cieszyć się z tego co jest mi dostępne, a najmniejszy powód do radości, będzie najwspanialszym prezentem od losu…
      Pozdrawiam

      • Panie Romku różne drogi prowadzą do odkrywania wartości życia. Pewno że nie chcemy, aby było to przez chorobę, ale jakie to piękne, kiedy potrafimy to zrobić właśnie wtedy. Zdrowia życzę i ciągle tej radości.

  3. Pani Justyno Droga, potrzebujemy właśnie takich tekstów, takich wyznań. Ogromnie się cieszę, że znalazła Pani w Sobie silę, by własnie tak potraktowac chorobę. Tak, to prawda, że życie można wtedy bardziej cenić i mniej do szczęścia potrzebować. A jak już czlowiek sie tego nauczy, to jest mu potem lżej żyć… i piękniej. Wierzę, że już nie będzie Pani mogła spokojnie cieszyc siż zyciem i kochać swiat. Pozdrawiam.

  4. Witam!!!!
    Moje motto na przetrwanie tych wszystkich yrudnych dni bylo i jest nadal;

    Nie żałuj w życiu niczego, bo szkoda czasu na żale wyjdź lepiej naprzeciw tego, co tajemnicą życia jest dalej. Przed tobą dni niepoznane i wspomnienia jeszcze ukryte białe karty niezapisane i przeznaczenia drogi nieodkryte. Nie żałuj więc przeszłości i nie przestawaj marzyć lecz sięgaj do przyszłości, bo wszystko się może zdarzyć

    Pozdrawiam milutko

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here