Błogosławieństwo relacji

1

Każda relacja jest powodem do wdzięczności:
albo pomaga, albo wzbogaca nasze życie, albo czegoś uczy.
Każda jest zatem błogosławieństwem i ma związek z tym,
jacy jesteśmy i jacy możemy się stać.
Każda relacja jest zatem szansą na rozwój.
Od nas zależy, jak wykorzystamy każdą relację, każdy związek.

 

Kiedyś usłyszałam, że jeśli już weszliśmy z kimś w jakąś relację, to ona nigdy się nie kończy.  Pamiętam uczucie porażenia prawdziwością tego zdania. Oczywiście nie chodzi o jednorazowe spotkania czy powierzchowną znajomość z pracy czy sąsiedztwa, ale o zależność pomiędzy dwiema osobami,  o związek.  Mówimy tu od dłuższych wzajemnych powiązaniach, postawach wobec siebie, uczuciach… nade wszystko uczuciach.  Relacje czy związki mają bowiem to do siebie, że wyzwalają w nas emocje, zarówno te które chętnie witamy, jak i te, których wolelibyśmy nie doświadczać.  Nie ma możliwości aby jakikolwiek związek wyzwalał w nas jedynie pożądane emocje, był permanentnym źródłem radości, szczęścia i dobra. Zwykle w każdej relacji emocje nazywane dla uproszczenia złymi  łączą się z tymi, które uznajemy za dobre.  To te emocje powodują, że jedne relacje trwają długo,  chętnie je podtrzymujemy  – jeśli nie fizycznie, to mentalnie – a inne próbujemy wyrzucić z pamięci.
Słyszę nieraz od ludzi, że chcieliby zapomnieć o pewnych związkach z ich życia. Spotkałam kobietę, która, aby nie pamiętać o swoich rodzicach – za radą psychoterapeuty – wyrzuciła ich zdjęcia do piwnicy.
Ja sama często powtarzam, że gdybym miała raz jeszcze decydować o swoim życiu, nie zrezygnowałabym z żadnej relacji. Możliwe, że w niektórych zachowywałabym się w pewnych monetach inaczej, jednakże jestem bardzo wdzięczna za każdą z nich i za to, co one niosły.
Nigdy nie byłabym tym, kim jestem, a cieszę się z tego, na kogo wyrosłam i ciągle wyrastam, gdyby nie wszystkie rany serca jakich doznałam, rozczarowania, jakie mnie spotkały ale także nadzieje, jaką nieśli ludzie, ich wiara we mnie  i okazywana miłość. 

Co z tego, że doznałam rozczarowań związanych z zachowaniem niektórych mężczyzn,  skoro wcześniej wnieśli  do mojego życia wiele radości, wiedzy, doświadczeń, których nigdy bym nie miała, gdyby nie oni? Zostaną ze mną na zawsze. Jestem głęboko wdzięczna za to, że byli w moim życiu wsparciem, nauką, podpora, przestroga czy żywym przykładem czego nie chcę. Jestem wdzięczna nawet za ból, bo towarzyszył on przecież miłości.

Rodzice dają nam to, co mogą. Wychowują jak potrafią, ale od każdego dostaliśmy, jeśli nie miłość i wsparcie, to lekcję i jakiś dar.  Czasami nie są z nami na co dzień, bywa, że jedyny ślad po nich to garnitur genów. Jednakże i wtedy możemy być wdzięczni za nasze istnienie, za każdą ewidentnie dobrą a związaną z genami rzecz, jaką odnajdujemy w sobie. Talent do muzyki, do pisania, do malowania… Zręczność ruchów, piękne oczy czy zgrabna sylwetkę. 

 

Zawsze jest coś, co możemy nieść ze sobą, jako dobry łącznik z ludźmi,
którzy są – i zawsze będą – częścią naszej historii.

 

Nie ma dobrych i złych emocji. Wszystkie one informują nas o czymś, choćby o tym, co dzieje się w naszym wnętrzu i próbują skłonić do podjęcia jakichś działań. Każda emocja ma sens i każda jest potrzebna jako sygnał. Inna to już sprawa, co z nią zrobimy, jak odczytamy informację, którą niesie i jak na nią zareagujemy. Związki składające się z dziesiątek, jeśli nie setek, różnorodnych zdarzeń i towarzyszących im emocji i uczuć, można rozpatrywać podobnie. Relacja w tym sensie się nie kończy, że jej ślad jest gdzieś w naszym sercu, czasem umyśle, a jeśli się uprzemy i go wyprzemy (ciekawa gra słów) to i tak przechodzi do podświadomej części naszego magazynu pamięci.

Czy fakt, że wyniosę czyjeś zdjęcie do piwnicy spowoduje, że wyrzucę ranę z serca czy przekonanie o nieszczęściu, jakie mnie spotkało z umysłu? Nie. Czy ta rana da się zakleić, kiedy uświadomię sobie, że ktoś, kto mnie zranił był, winny i w ogóle niedobry. Nie.  Czy jest potrzeba łatania wszystkich ran? Nie! 
Dzięki temu wiesz jakim nie chcesz być rodzicem, małżonkiem, przyjacielem.
Bądź inny! I ciągle wdzięczny za wzór… którego nie chcesz naśladować. 

 

 Dziś znajdź, proszę, coś dobrego w relacji, której żałujesz. I nie żałuj,  proszę.

 

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. Piekna refleksja. Ja czesto mysle o tych emocjach z przeszlosci ( w moim przypadkow bolesnych bowiem jestem dziecieca ofiara przemocy) jak o korzeniach, i swoim obowiazku pioelegnowania tych korzeni ktore byly nieco oslabione w dziecinstwie. Ale czesto te slabsze korzenie wskutek pielegnacji, wiedzy, troski, swiadomosci zdrowuieja, nabieraja sily i mocy i mocno nas ugruntowuja. Jesli moglabym cos zmienic w przeszlosci, to chcialabym nieco wczesniej miec ta swiadomosc jak wazna jest ta nasza ,madra akceptacja i umiejetnosc rozumienia swoich emocji i kontakltu z nimi. I takze rozumienia jak moje emocje, slowa, wartosci wplywaja na swiat wokol mnie i jak do mnie wracaja odbite/przetworzone przez innych ludzi. Napisalam wiecej tutaj o tym w liscie do siebie: http://uwazne366dni.blogspot.com/2016/01/list-do-siebie.html Bardzo luie byc na tym blogu :) Serdecznie pozdrawiam. Marta

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here