Dzień Dobrego Słowa – listopad 2016

2

okladka-8Milcz, albo spraw,
by słowa miały większą wartość niż milczenie

Pitagoras

Dziś listopadowy Dzień Dobrego Słowa, zatem – jak zwykle trzynastego każdego miesiąca – piszę dlaczego to takie ważne, aby używać pozytywnego języka – dobrych słów. Przypominam, że nie chodzi jedynie o to, by nie używać wulgaryzmów i jak najczęściej korzystać z magicznych słów dzień dobry, proszę, dziękuję, przepraszam.

Chodzi o to, aby każda wypowiedź budowała zarówno nas samych jak i innych,
a przynajmniej aby nie osłabiała.

Mówimy, mówimy, mówimy… Z różnych powodów, często nawet nam samym nieznanych. Czyż nie zdarza się bowiem, że kiedy już coś powiemy, zastanawiamy się, albo nawet głośno mówimy: Po co ja to w ogóle mówiłem? Dlaczego ja to powiedziałam?

Ponieważ czynność ta jest wszystkim dobrze znana, rzadko kto zastanawia się przedtem co mogą sprawić wypowiedziane słowa, jaki będzie ich efekt. Dodatkowo wiedząc, co chcemy powiedzieć, sądzimy, że osoba do której kierujemy wypowiedź, zrozumie ją tak, jak my sami. Nie wydaje nam się, aby drobne słowa mogły wpłynąć na zmianę naszego przekazu, sądzimy, że ważny jest jest świadomy cel, jaki chcemy osiągnąć. Nie doceniamy faktu, że czasem zwyciężają w nas ukryte intencje, skrywane emocje albo niedobre przyzwyczajenia językowe. A już zupełnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że zakres emocjonalny każdego słowa, czyli emocja jaka jest do niego podłączona, może powodować siłę lub słabość, wzrost albo zatrzymanie… i to zarówno u osób, dla których jest przeznaczone jak i u nas samych.

Nie sądź, że kiedy nazwiesz kogoś nieładnym epitetem,
dotknie to tylko jego.
Dotknie także ciebie i wszystkich, którzy to słyszeli

Natomiast, kiedy ktoś prowadząc samochód, przezywa innych kierowców czy pieszych, osłabia przede wszystkim siebie i ewentualnych pasażerów. Jednakże słowami dokłada niedobrą energię do świata, która może jakoś dotknąć i kierowcę i wiele innych osób, świat.

Słowa są ulotne – mówimy – znaczą tyle, co chwila, w której są wypowiadane. A przecież dobrze wiemy, że jest inaczej. Czyż nie pamiętamy słów, a nawet całych zdań, wypowiadanych do nas w dzieciństwie? Czyż niektóre z nich wręcz nie dźwięczą nam w uszach? Czy nie myśleliśmy długo o jakichś wypowiedziach? A jak się czuliśmy, kiedy ktoś mówił nam cierpkie słowa?

Oczywiście prawdą jest, że w dużym stopniu to my sami decydujemy o tym, jakie emocje tworzymy w sobie w odpowiedzi na czyjeś słowa, sami dajemy na to wewnętrzną zgodę. Na tym polega proaktywność.

Nasza podświadomość przyjmuje jednak to, co usłyszy
i tworzy potem swój własny nastrój.

Słowa mogą dawać nam siłę lub nas osłabiać.

To, co piszę, to już nie tylko rozważania psychologiczne. Stoją za tymi stwierdzeniami udokumentowane badania. Ostatnio trafiłam na kolejne, tym razem robione przez badaczy współpracujących z Davidem R. Hawkinsem i Johnem Diamondem. Można przeczytać o tych badaniach m.in. w książce Siła czy moc. Stosując prostą metodę zaczerpniętą z kinezjologii, wielokrotnie stwierdzono osłabiającą moc negatywnych słów i wzmacniającą – pozytywnych. Test jest prosty: Jedna osoba trzyma ramię wyciągnięte równolegle do podłoża, druga, ujmując nadgarstek próbuje to ramię opuścić. Okazuje się, że jeżeli zdanie jest negatywne, mięsień słabnie, jeśli zaś jest pozytywne będzie silny i ramię nie opadnie. Zrób takie ćwiczenie i sprawdź, że obojętnie kto będzie wypowiadał te zdania czy nawet słowa, choćby miłośćnienawiść czy dobro, zło albo chociaż nazwiska łączone na świecie ze słusznymi bądź nie postawami – jak LincolnStalin, zaobserwujesz wspomniane efekty

Jestem orędowniczką dobrego słowa, zafascynowaną zmianami, jakie następują w ludziach, którzy, zmieniają swój język, a zatem własną opowieść o świecie, zatem mój głos może nie zawsze być dla innych miarodajny.Te badania robili naukowcy, a powoływali się na nie nawet nobliści. Wierzę, że zwłaszcza u zwolenników szkiełka i oka, mogą one spowodować, że już od dziś, albo choćby dziś będą bardziej uważać na swoje słowa. Uważajmy wszyscy!

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Dobry wieczór,

    Po przeczytaniu wpisu p. Anny Kunickiej, na temat jej wpływu na życie „Drogi do…” poczułam taką nutkę zazdrości… że chciałabym, żebym to była ja.
    Ze Śląska do Warszawy było daleko, teraz jedynie Sopot i jakby nie sprawdzać pociągów, nie pogodzę tego z obowiązkami zawodowymi i rodzinnymi.
    Ale to nie żal, to wołanie, że warto, że jeśli ktoś się waha, i ma możliwość, to, to jest ten moment na podjęcie właściwej decyzji. Ja od kilku lat jej nie podjęłam i czuję w sercu, że to był błąd.
    Nawiązując do cytatu „Milcz albo spraw..” jeśli ktoś się waha, żeby wziąć udział w szkoleniu Pani Iwony, a Sopot mu po drodze, to spraw.

    Pozdrawiam,

    • Pani Aneto. Jeśli naprawdę zależy Pani na Drodze do… zapraszamy. Proszę mi wierzyć: pogodzi Pani. Z Londynu, Hamburga, Berlina i Frankfurtu nad Menem a także z Lozanny przylatywali Uczestnicy. To tylko raz w miesiącu. :) Pozdrawiam serdecznie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here