Zanurzeni w czasie

0

Wszyscy jesteśmy zanurzeni w czasie, choć jego istoty nie sposób uchwycić. Nad pytaniem, czy czas naprawdę istnieje, pochylają się najtęższe głowy fizyków i filozofów. My zaś widzimy jedynie zmiany – w świecie, w przyrodzie, w nas samych. I mówimy: to czas minął, to czas coś zrobił.
A przecież to nie czas działa. Działają prawa życia, struktura stworzenia, cudowne programy rozwoju, które prowadzą ziemię, rośliny, zwierzęta i człowieka przez kolejne etapy istnienia. Dodatkowo działamy my sami – naszym wyborem, myślą, energią, działaniem i niedziałaniem. Może więc czas nie tyle płynie, ile my poruszamy się przez życie, zmieniając się z każdą chwilą. Może czas jest tylko językiem, którym próbujemy nazwać tę nieustanną przemianę. Wszak zegary mierzą minuty, ale nie mają dostępu do istoty chwili, do jej sensu i tego, jak je wykorzystamy. Fizycy mówią, że przeszłość i przyszłość istnieją równocześnie, a jedynie nasza świadomość układa wydarzenia w kolejności. A jednak, gdy patrzymy na swoje życie, mówimy: czas mija. To nasza opowieść o zmianie.

Może zatem to nie czas płynie, lecz zmienia się to, kim jesteśmy.

Może to my płyniemy? Płyniemy przez doświadczenia, relacje, etapy, wybory i przemiany… A czas jest tylko językiem, którym próbujemy to nazwać.

Nie ma potrzeby rozstrzygać tego filozoficznie, przynajmniej na nasz użytek. Wystarczy przyjąć, że czas nie jest absolutem, który nad nami góruje, ale delikatnym porządkiem świata, który pomaga nam układać dni. A to, co naprawdę żywe, dzieje się w teraźniejszości, w jedynym miejscu, gdzie można czuć, decydować i być.

Jako istoty myślące, posiadające zdolność do analizy i syntezy wciąż chwytamy to, co nieuchwytne. Tak powstały godziny, dni, miesiące i lata.  To siatka, którą nałożyliśmy na czas, aby móc się w nim łatwiej poruszać, lepiej komunikować pomiędzy sobą, wspólnie coś ustalać.

Stworzyliśmy miary, by uporządkować życie, by móc się spotykać, pracować, świętować, planować i pamiętać. I rzeczywiście nam to pomaga. Daje punkt odniesienia. Żyjemy zatem w dwóch porządkach naraz: w naturalnym rytmie, który czuje nasze ciało i dusza, i w rytmie ułożonym przez człowieka, żeby móc się dogadać z innymi ludźmi. Sztuczność tych mierników nie odbiera im sensu. Warto jednak pamiętać, że one są dla nas, a nie my dla nich.

Zegar ma służyć życiu, a nie nim dyrygować.

Trzeba mieć na uwadze i to, że w tym, co opisuje się za sprawą tak traktowanego czasu jest pewna umowność. Nie warto więc całkowicie poddawać się temu, co te liczby nam podpowiadają. Czas zapisany w statystykach czy kalendarzach potrafi brzmieć bardzo stanowczo:
– Człowiek może żyć najwyżej tyle i tyle,
– Zostało ci sześć miesięcy życia,
– Na opanowanie tej wiedzy potrzeba pięciu lat,
– Po sześćdziesiątce zaczyna się to i tamto.

A przecież życie nie jest równaniem. Jest ruchem, energią, przemianą, historią każdej osoby z osobna. Jest aktem naszej woli i droga naszej duszy. Jeśli zbyt mocno uwierzymy w te liczby, możemy przestać słyszeć własny głos i własny rytm – jedyny i niepowtarzalny.

Dlatego pamiętaj proszę:

Czas mierzymy dla wygody, nie dla prawdy o człowieku.
To, co naprawdę możliwe, nie mieści się w statystykach.

Ten tekst to początek rozdziału “My i czas” z książki, którą teraz piszę, a której roboczy tytuł to “Logodydaktyka – rozwój z duszą w tle”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here