Przed Wielkanocą zawsze dzieje się coś więcej niż tylko przygotowanie stołu. Ja czuję w powietrzu jakieś delikatne napięcie połączone z nadzieją… coś dobrego się wydarzy, coś się zmieni.
Porządkujemy domy, planujemy potrawy, robimy listy. Wszystko to wygląda znajomo, powtarzalnie. A jednak co roku możemy przeżyć ten czas inaczej. Nie dlatego, że zmieni się przepisy na mazurka albo kupimy ładniejsze serwetki. Dlatego, że możemy zmienić sposób, w jaki w tym wszystkim jesteśmy.
Wielkanoc od zawsze była symbolem odnowienia. Nie tylko w sensie religijnym, choć i ten wymiar dla wielu osób jest ważny. To moment, który przypomina, że życie może zaczynać się od nowa – po zimie, po zmęczeniu, po tym, co się nie udało.
Jeśli potraktuje się ten symbol dosłownie, ten tydzień przed świętami robi się bardzo ważny. To nie tylko tydzień przygotowań, ale i decyzji… może nawet nowych, dotąd niepraktykowanych.
Jeśli robimy porządki – niech to nie będzie tylko odkurzanie i przestawianie rzeczy. To może być świadome zostawianie tego, co już nie służy. Nie tylko w szafach. Także w myślach. W sposobie patrzenia na siebie. W historii, którą sobie o sobie opowiadamy.
Nie wszystko trzeba zabierać dalej.
Okna także możemy umyć nieco inaczej – z myślą, że chcemy widzieć wyraźniej, bez tego, co się na nim osadziło przez ostatnie miesiące, a może lata.
Czasem to nie rzeczy przeszkadzają w widzeniu, tylko przyzwyczajenia.
Jeśli gotujemy, róbmy to z miłością. Gotowanie nabiera innego znaczenia, kiedy na chwilę zatrzymuje się myśl: dla kogo to jest. Nie dla tradycji samej w sobie. Nie z przyzwyczajenia. Robimy to dla kochanych ludzi. I może pojawić się pytanie bardziej żywe niż przepis: czy oni naprawdę to lubią? Czy będą jedli z radością, czy z uprzejmości?
Miłość nie polega na tym, że stół jest pełny.
Miłość polega na tym, że ktoś czuje się przy nim dobrze.
W tym wszystkim najważniejsze są myśli. To one nadają sens temu, co robimy. Można przygotować święta perfekcyjnie i być w środku zmęczonym, napiętym, rozdrażnionym. Można też zrobić mniej, ale być obecnym. Wtedy naprawdę coś się zmienia.
Ten tydzień przed świętami jest dobrym momentem, żeby zajrzeć jeszcze w jedno miejsce. Takie, którego nie widać. W to, co nazywamy ego. Nie po to, żeby się z nim siłować. Raczej po to, żeby zobaczyć, co tam jest. Jakie przywiązania, jakie racje, jakie historie i histerie.
Czasem największym porządkiem jest odłożenie potrzeby udowadniania.
Czasem największym oczyszczeniem – zgoda, że nie wszystko musi być po naszemu.
To wtedy robi się miejsce. Nie zawsze na coś spektakularnego, ale na coś prawdziwego.
Można zacząć od początku. Nie dlatego, że wszystko się wyzeruje. Życie nie działa jak kartka, którą się odwraca na drugą stronę. Raczej jak przestrzeń, do której można wpuścić więcej światła. Może więc w tym roku warto zacząć nie od listy rzeczy do zrobienia, ale od jednego, prostego wyboru:
zacznę z Miłością.
I potraktujmy to nie jak hasło, ale jak sposób bycia. Reszta naprawdę potrafi się wokół tego ułożyć.
Życzę Wam Kochani pięknej Wielkanocy, takiej z Miłością i odnowieniem.
A ten przedświateczny tydzień, niech Was do niej prowadzi.


