W rytmie życia

6

Gdyby życie miało własny dział marketingu, od pewnego czasu… no już od przynajmniej 30 lat cały dział pracowałby według haseł: Żyj wydajniej. Szybciej. Mocniej. Albo nawet – Żyj optymalnie!
Wystarczy otworzyć Internet. Wszystko można zoptymalizować, czyli poprawić, ale… specyficznie – najlepiej, jak się da. Sen. Dietę. Liczbę kroków. Sposób oddychania. Pracę. Odpoczynek. Myślenie. Rodzenie.
Miłość pewnie też, choć… czy ktoś zna aplikację, która po aktualizacji gwarantowałaby szczęśliwy związek?

W jakimś momencie, bez ogłaszania – raczej niezauważalnie – człowiek został uznany za projekt wymagający nieustannych poprawek, co w wersji łatwiejszej do strawienia nazywa się doskonaleniem.
Sama temu uległam. Szukałam wręcz, co mogę w sobie udoskonalić i… namawiałam do tego innych. Popatrz na swoje ciało, rodzinę, relacje społeczne, życie zawodowe… Co możesz zmienić, udoskonalić?

Tymczasem życie zachowuje się zaskakująco nieprofesjonalnie. I najwyraźniej nie rozumie czym jest wydajność albo skuteczność, a już na pewno nie zawsze chce z nami współpracować w tych tematach.
Kwiaty nie kwitną szybciej tylko dlatego, że kupiliśmy lepszy kalendarz. Dziecko nie dojrzewa dzięki tabelce w Excelu. Przyjaźń nie rośnie od większej liczby powiadomień. Spokój nie przychodzi dlatego, że udało nam się odhaczyć wszystkie punkty z listy.

Życie ma własne tempo. Czasem wręcz bez najmniejszego szacunku dla naszych planów.

Bywa, że największą wartość ma rozmowa, która trwała dwa razy dłużej, niż powinna. Spacer, podczas którego zgubiliśmy drogę. Książka czytana bez pośpiechu, która trafiła do nas bez planu, ot dla – wstyd się przyznać (?) – zabicia czasu. Popołudnie, z którego właściwie nic nie wynika, ale czujemy się świetnie.
Dla algorytmu to strata czasu. Dla człowieka – często najlepsza część dnia.

Może nieco doprecyzuję, żeby była jasność i żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Dobra organizacja jest przydatna – łatwiej się dzięki niej żyje. Skuteczność jest potrzebna, bo dzięki niej chronimy energię. Wysoka wydajność także ma często pozytywny efekt na nasze życie. Problem zaczyna się wtedy, gdy organizacja staje się celem samym w sobie. Kiedy to każda minuta musi być produktywna, każda czynność rozwijająca, a każdy dzień lepszy od poprzedniego.
To trochę tak, jakbyśmy usiłowali poprawiać rzekę, bo płynie zbyt kręto… albo zbyt wolno.

Mam wrażenie, że choć coraz więcej ludzi wie, jak gospodarować czasem, coraz mniej -naprawdę go przeżywa. Może właśnie dlatego. Może ulegamy temu przestarzałemu marketingowi.

Nie wszystko, co cenne, daje się zmierzyć. Nie każda chwila musi prowadzić do sukcesu.
Nie każdy spacer ma poprawiać kondycję. Nie każda książka ma zmieniać życie.
Nie każde spotkanie ma przynosić nowe możliwości czy nadzwyczajne doznania.

Może człowiek nie jest aplikacją, która po kolejnej aktualizacji działa o siedem procent sprawniej. Może bardziej przypomina ogród. Ogród można pielęgnować. Można o niego dbać. Można usuwać chwasty i podlewać kwiaty. Nie da się jednak przyspieszyć jego pełni. I czasem najpiękniejszy fragment ogrodu to ten dziki, którego… nikt się nie spodziewał. I całe szczęście.

Może warto się wsłuchać… bo wyraźnie rodzi się nowa świadomość. Może nowa propozycja marketingowa dla życia to gruntowny rebranding – nowe logo, nowa strategia i hasło: Wolniej, spokojniej, w rytmie życia.

 

6 KOMENTARZE

  1. Wczoraj wieczorem, gdy włączałam film, taki dla zabicia czasu, pomyślałam sobie o wartościowym spędzaniu czasu. O tym, że nie da się spędzić tak każdej chwili, oceniając ją pod względem wartości i wybierając tylko te, które “coś” nam dadzą. No właśnie – co to ma być to “coś” i jak wybrać tę “odpowiednią” wartość. Czasami nasz wybór, to po prostu potrzeba chwili, co oczywiście nie oznacza odwrócenie się od świadomego życia.

    Iwonko, jaka to zbieżność, wieczorem mam przemyślenia, pytania, a rano, u Ciebie na blogu, mam dopowiedzenie, wyjaśnienie i utwierdzenie moich przemysleń. Dziękuję bardzo🩷.

    • Ja też tak mam. Na tym polega prawdziwy kontakt ze sobą. Mamy pytania, a nasza dusza i podświadomość słyszy je i tak nas prowadzi, ze znajdujemy odpowiedzi. A że wszystko dzieje sie w jednym momencie i nie ma czasu, to i nie ma znaczenia, że ja napisałam ten tekst w piątek. 😄 A może było inaczej? Może to moja podświadomość skłoniła Ciebie do tego rodzaju rozmyślań? ❤️

  2. Neutralne chwile są tłem dla danego okresu życia np. jak się ubierałam, jaką herbatę piłam, gdzie chodziłam na spacery etc.
    A stanie w kolejce do sklepu? W muzyce są pauzy, nie są melodią ale częścią utworu i nie każde zdanie w powieści jest przełomowe.

  3. Ten tekst jest taki prawdziwy. Kiedyś, zrobiłam porównanie, że gdyby pogrzeb można było zrobić, to też by już zrobili i …..no właśnie. Co wtedy? W mojej pracy od kilkunastu lat tylko wszystko pędzi. Papiery na wczoraj, wydarzeń moc na najwyższym poziomie, itd. I ja tak pracowałam, aż zobaczyłam , że to nie o to chodzi…. Zaczęłam zwalniać, robić mniej, dokładniej, uważniej. Tego się trzymam… Dziękuję 🌷🥰

  4. Wspaniałe to porównanie życie do ogrodu, albo korygowania biegu rzeki. I namysł nad tym czy sami poddajemy się optymalizacji, tabelkom w excelu, powiadomieniom, czy sami używamy pewnych narzędzi czy się im podporządkowujemy. Przypomniałam sobie jedną z najpiękniejszych piosenek o miłości “Po prosu bądź”, to też można odnieść do miłości do życia, do zwyczajności, bo właśnie w niej jest prawda:-)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here