Mówi się, że żyjemy w czasach coraz większej troski o człowieka. Państwa, firmy, instytucje, także medyczne – wszystkie zdają się mówić: chcemy dla ciebie dobrze. I troszczą się o nasze zdrowie, bezpieczeństwo, emocje, samopoczucie.
Czasem zastanawiam się czym podyktowane są te działania: myśleniem o dobru człowieka czy obawami wynikającymi z braku zaufania do ludzi, z braku wiary w ich rozsądek? Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że bardziej niż dobro o wprowadzaniu różnych zabezpieczeń decydują wymogi firm ubezpieczeniowych albo partykularne interesy różnych decydentów.
Nie tyle myśli się o człowieku co raczej o unikaniu własnych kłopotów, a jeśli o człowieku – to w kontekście jego przeżycia… To jakie będzie to życie ma mniejsze znaczenie. Przypomina to mózg… albo nadopiekuńczą matkę. Najważniejsze żeby żyć, żeby ciało było w porządku. A co z duszą? Co z prawdziwym rozwojem, do którego potrzebne są przygody, nawet ryzykowne, co z samodzielnym myśleniem?
W świecie, który chętnie reguluje, ostrzega i kontroluje, troska coraz częściej staje się systemem nadzoru.
Czym wszakże jest troska, jeśli nie uznaje w człowieku, także w tym młodym, zdolności do mądrego wyboru? Czym jest opieka, która zabiera wolność i radość przeżywania, tłumacząc to bezpieczeństwem? Zamiast prowadzić do dojrzałości, zatrzymuje nas w roli kogoś, komu trzeba mówić, co wolno, a czego nie.
Zaczyna się to już w dzieciństwie. Pamiętam swoje, jakże inne niż to obecne.
Nawet dzieciństwo moich córek było lepsze. Czy nie zależało nam na naszych dzieciach? Zależało, tak samo jak dzisiejszym rodzicom czy społeczeństwu. Wydaje mi się jednak, że stawialiśmy bardziej na ich właściwy wybór. Pamiętaliśmy też swoje dzieciństwo i wiedzieliśmy, że nie jest tak łatwo stracić życie… Państwo ufało rodzicom, rodzice ufali dzieciom.
Oczywiście nie zawsze to zaufanie popłacało, ale to była też jakaś kontrola. Zaufanie pod kontrolą – ale zaufanie. Mieliśmy dzienniczki i zeszyty, w których były także oceny i uwagi. Rodzic ufał, że dziecko podzieli się informacją, nawet tą nieprzyjemną. A jeśli nie, zawsze mógł powiedzieć pokaż dzienniczek albo sprawdzić zeszyt. Dziś jest dziennik elektroniczny i rodzic wszystko wie.
Czy ktoś pomyślał, że to pozbawia dzieci decyzji – co zrobić, jak rozegrać tę sprawę? Czy ktoś się zastanowił, że w tych dylematach: powiedzieć – nie powiedzieć, dzisiaj – jutro, powiedzieć prawdę – czy nie powiedzieć, rodzi się człowiek. Ponadto bez natychmiastowej wiedzy rodziców samodzielnie dbało się o to, aby coś poprawić, aby wyjść z jakiegoś kryzysu.
To my – tamte pokolenia – myśleliśmy, a nie nasi rodzice przy udziale nauczycieli i innych instytucji. Uczyliśmy się podejmować decyzje, choćby i niedobre ale własne. Zwykle ponosiliśmy też ich konsekwencje. Z wiekiem nic się nie zmienia – tylko kontrola jest inna – wszechobecne kamery, zakazy, nakazy albo bezsensowne ruchy państw czy instytucji. Dlaczego jakieś lekarstwa są dobre dla jednego społeczeństwa a dla drugiego – szkodliwe. Sama znam kilka takich, które nie szkodzą Polakowi a Kanadyjczykowi – owszem. Ponadto liczba dostępnych bez recepty lekarstw (choćby przeciwbólowych) jest w Kanadzie ograniczona do minimum, podczas, gdy w Polsce czy innych krajach te leki są dostępne.
Jeden z najdziwniejszych przepisów w Ontario to możliwość otwarcia okna na 15 centymetrów. Czasem jest blokada, którą można zwolnić, ale często jest to na stałe. Mam takie zabezpieczenie nawet w oknach wychodzących na balkon. Kto miałby wyskoczyć czy wypaść przez te okna? Część otwierana jest tak mała, że nawet dziecko nie miałoby łatwo – tym bardziej, że okno jest wysoko, ma siatkę przeciw owadom i często nie ma parapetu… że o obecności opiekunów nie wspomnę.
Doświadczając takiej troski pozbawionej zaufania, z czasem traci coś znacznie cenniejszego niż prawo do decyzji – traci wiarę w siebie – w swój rozum, umiejętności i inne psychiczne wyposażenie.
I jak mamy rozpoznać, co jest dla nas dobre, skoro ciągle słyszymy, że nie możemy tego wiedzieć?
Jeśli decydują za nas przepisy, jak mamy się nauczyć słuchać własnego ciała, własnej intuicji, własnej duszy?
Mądre zasady i ochrona są dobre i potrzebne. Wierzę jednak, że prawdziwa troska – ta, która płynie z Miłości, a nie z lęku – zostawia przestrzeń na wolność i odpowiedzialność. Jej sercem jest zaufanie. Troska bez serca staje się kontrolą, a opieka – formą dominacji.
Może więc najwyższy czas, by wracać do zaufania. Zaufaj sobie, zaufaj życiu. To może pomóc w zaufaniu – innym.



Niestety, też to zauważam. Mamy coraz więcej kontroli, która ogranicza naszą wolność, ale też możliwość korzystania z własnego rozumu, doświadczenia, naszej wrażliwości, intuicji czy z serca. To z kolei, według mnie, zrodziło konsekwencję, że coraz więcej rozwiązań chcemy mieć podanych na tacy. Oduczamy się też odpowiedzialności za własne decyzje, za własne życie, bo… odpowiedzialny jest kto inny. Oduczamy się stawać twarzą twarz z konsekwencjami naszych wyborów (przykładowy dzienniczek elektroniczny – nawet o tym nie pomyślałam).
Ale z drugiej strony, czasami mam wrażenie, że gdyby nie było w pewnych sytuacjach kontroli państwa, to część ludzi w ogóle nie korzystałaby z własnych zasobów myślowych, tylko działałaby nie tylko ze szkodą dla siebie, ale i dla ogółu (prosty przykład wjeżdżania latem do lasu samochodem). Kontrola leków, wszelkich niebezpiecznych używek, jest według mnie potrzebna, chociaż czasami też mam wielkie wątpliwości, czyje interesy chroni ta kontrola.
Kiedyś usłyszałam, że dziecku nie jest potrzebna kontrola, tylko nauczenie go, jak żyć, żeby było bezpiecznie. I chyba o to chodzi.
Dziękuję za słowa, które zachęcają do przemyśleń.❤️
Dziękuje Joasiu. Tak, potrzebna jest ochrona i formy sprawdzające zaufanie. Trzeba chronić wspólny las – to są aspekty nawet prawa. Jeśli ten sam lek jest dobry w Polsce a w Kanadzie – nie. To coś tu nie gra… (w którymś z krajów). Najważniejsze to nie przyzwyczajać dzieci do nadmiernej kontroli. Warto wierzyć w ludzki rozum, zwłaszcza w kwestii ochrony.❤️
Bardzo potrzebny tekst, większość z nas ma świadomość, ale część z nas uważa to za wygodę. Ja osobiście mocno porzuciłam kontrolę, jeśli chodzi o szkołę i dziennik elektroniczny. Dokładnie pamiętam do dziś swoje dzieciństwo i klucz na szyi, zabawę na trzepaku…to są moje najpiękniejsze wspomnienia ❤️
Ooo rozmarzyłam się, dziękuję Pani Iwonko 😘
I przeżyliśmy. Moje czy Pani pokolenie. Szkoły tez skończyliśmy. I chyba częściej myślimy i świadomie wybieramy. ❤️
Dobrze podziałał na mnie ten tekst. Zaufanie do człowieka wiąże się z szacunkiem do człowieka, do jego myślenia, wyborów, do odpowiedzialności. Oczywiście są pewne prawa, których musimy przestrzegać, jednak tak jak Pani napisała często za systemem nakazowym stoi właśnie brak zaufania, może też wiązać się to ze strachem, z brakiem wiary we własną ocenę sytuacji i oddalaniem od intuicji. Pozdrawiam serdecznie:-)
A to ważne, że dobrze podziałał. Różne są powody takich działań i często ludzie wierzą, że to jest dobre i właściwe, ale myślą wąskotorowo, nie myślą o całokształcie sytuacji czy nawet życia. No weźmy ten dziennik elektroniczny… Dziękuje za komentarz i serdecznie pozdrawiam. ❤️
Tak się złożyło, że wcześniej rozmawialiśmy w domu na temat zmian, jakie zachodzą i porównywaliśmy to do naszego dzieciństwa i ten tekst pięknie się wpisał w te refleksje, pogłębił je, a potem zostawił dobre skojarzenia, bez osądzania czarno białego obrazka, po prostu z zachętą do krytycznego myślenia, zaufania, z typowym dla Pani połączeniem głębi i lekkości.
Dziękuję. ❤️
Och, jakże dobrze przeczytać taki tekst napisany pięknym słowem. Zasady są potrzebne, pewne zabezpieczenia też jednak ,,powoli’’ faktycznie zbliżamy się do granicy absurdu. Mając wszystko zostanie nam wolnisć. Będziemy jak ten ptaszek w klatce . I na pytanie ,, Czemu płaczesz starego pyta czyżyk młody, przecież masz lepsze w klatce niż w polu wygody ……..
Nawet nie o wolność mi chodzi, ale o wychowywanie do bezmyślności i o brak zaufania do ludzkiego rozumu. No i ptaszek do klatki sam nie wszedł, a my wchodzimy…Dziękuję. ❤️