Synchronia to ta chwila, gdy to, co wewnętrzne – myśl, emocja, obraz – spotyka się ze zdarzeniem zewnętrznym w taki sposób, że tworzy sensowną całość, choć nie ma między nimi prostego związku przyczynowego. Myślę o kimś i właśnie wtedy ta osoba dzwoni; szukam odpowiedzi i trafiam na książkę, która ją przynosi. Nie chodzi o przypadek, lecz o znaczenie. Jakby istniał głębszy porządek, w którym to, co dzieje się w naszej psychice, i to, co dzieje się w świecie, są ze sobą powiązane. Nieświadomość zbiorowa jest tym wspólnym tłem, dzięki któremu takie powiązania mogą się ujawnić. Dlatego synchronia nie wynika tylko z tego, co w nas, i nie ogranicza się do zwykłej myśli. Jest znakiem, że żyjemy zanurzeni w większej sieci sensu – a czasem ta sieć odsłania się w drobnych, niezwykłych zbiegach okoliczności
Zwykle dostrzegamy synchronię, gdy jest wyraźna, czasem wręcz spektakularna i zadziwiająca. A przecież być może także wiele innych zdarzeń w naszym życiu idzie właśnie tą drogą, tylko nie przynosi nam tego, czego chcielibyśmy na poziomie świadomego pragnienia. Te zdarzenia jakby mijają nas.Wyobrażam to sobie tak: coś, o czym myślę, coś, czego pragnę, spotyka na swojej drodze element nieświadomości głębokiej – archetyp, zasadę, coś, co określa mnie głębiej niż moja bieżąca potrzeba. Przechodzi, może nawet zatrzymuje się na chwilę, puszcza oko i idzie dalej. Widzisz to?
Nazwałam to zjawisko synchronią mijającą. Coś przyszło, zetknęło się z nami, a potem minęło, zostawiając tylko znak albo wrażenie. To te chwile, kiedy nasze pragnienie lub myśl styka się z głębszą warstwą nieświadomości, ale nie zamienia się w spełnienie. To jak spotkanie spojrzeń w tłumie – zauważone, znaczące, a jednak nietrwałe. Synchronia mijająca zostawia w nas ślad, może uśmiech albo zdziwienie, ale nie wprowadza realnej zmiany. Być może właśnie ona pokazuje, że nie wszystko, co wydaje nam się istotne, jest zgodne z tym, co naprawdę nas określa. Jakże chciałabym móc skonsultować to z Carlem Jungiem. Myślę, że uzupełniłam tym jego koncepcję. A może myślał tak samo…
Wystukując te słowa po raz kolejny uświadamiam sobie dlaczego pewne wydarzenia miały miejsce w moim życiu, i po co się zadziały. Odniosę się tu do jednego z ostatnich, albowiem łączy się ściśle z tym, że teraz piszę tę książkę.
Nie wdając się w niepotrzebne opisy: chciałam zmienić mieszkanie z ładnego, dużego, wygodnego i z pięknym widokiem z każdego okna na spore studio w bloku będącym częścią kompleksu dla seniorów. Podstawowym powodem był znacznie niższy czynsz niż ten w bloku, w którym mieszkam. Chciałam jednak doświadczyć także kontaktu ze społecznością seniorów, wnieść coś w ich życie a i samej z tego korzystać. Myślałam również o tym, że w ten sposób pomogę moim córkom rozwiązać problem, przed którym być może by kiedyś stanęły. Wszystko wydawało się temu sprzyjać. Spotkanie z dyrektorką ośrodka wydawało się mówić – za kilka miesięcy będziesz tu mieszkać. Jednakże miesiące mijały, a ja nie dostawałam żadnej wiadomości.
Odezwałam się zatem do pani dyrektor i… dowiedziałam się, że niestety, zarząd nie zgodził się na przydzielenie mi mieszkania, że muszę odczekać regulaminowe trzy lata. W tamtym momencie mój staż na liście osób oczekujących to półtora roku.
Byłam tak pewna, że się przeprowadzę, iż oczyściłam mieszkanie z wielu rzeczy i sprzętów, zbliżyłam się do minimalizmu, który od lat mnie kusi, kupiłam nawet paczkę pudeł, aby zacząć się pakować. Część rzeczy nawet spakowałam. Ta nadzieja na nowe mieszkanie spowodowała też we mnie spokój o moją przyszłość. Nie mogę powiedzieć, że się martwiłam, jako, że ja tego już nie robię, ale co jakiś czas pojawiał się ostry błysk zmartwienia: A co, jak nie będę miała pieniędzy na czynsz? Czynsz za moje mieszkanie jest naprawdę wysoki. Dlatego, kiedy pani dyrektor przekazała mi tę informację, na chwilę zamarłam. Potem zrobiło mi się bardzo przykro, zalała mnie fala rozczarowania i pewnego niedowierzania jednocześnie. Wszak zatrudniłam do realizacji tego zadania wyobraźnię – robiłam wizualizacje, a czasem zachowywałam się tak, jakbym już tam mieszkała. Wszystko zgodnie z zasadami duchowej współpracy z osiągnięciem celu. Dlaczego zatem nie wyszło?! Na szczęście, jak to jest w moim zwyczaju, szybko przestawiłam się na to, co jest, na obecny stan faktyczny. Tara Brach[1] często powtarza to jest to, co dzieje się teraz. A zatem: Co mogę zrobić, żeby przetrwać ten czas? Mogę robić różne płatne szkolenia, napisać kolejną książkę, zrobić roczny kurs, który zawsze był dla mnie zastrzykiem gotówki. Natychmiast wzięłam się do pracy. Opracowałam krótki kurs, który szybko się sprzedał, potem drugi. Zaczęłam pisać kolejną książkę, która po kilku miesiącach została wydana przez wydawnictwo Paskal[2]. Kiedy przestawiłam się na tryb mieszkam w tym mieszkaniu i zarabiam na to, żeby mnie było na nie stać zaczęły się pojawiać różne inne sytuacje wspierające moje finanse. Bardzo szybko przyszło natchnienie na kurs roczny. Prawdę mówiąc myślałam, że już nie będę robić takiego kursu i nie robiłabym go, gdybym dostała to tańsze mieszkanie. Wielu rzeczy bym nie robiła.
A na pewno nie napisałabym tej książki. To przygotowania do kursu Podróż do siebie prawdziwej. Sensowny rozwój bez kozetki sprawiły, że wpadłam w twórczy przepływ (flow) przedstawiający nową wizję logodydaktyki. Cały czas czuję wielką łączność z nieświadomością zbiorową, czuję dostęp do plików wszechświata. Wiem, że robię dzieło swojego życia. Nie zrobiłabym tego, gdybym dostała mieszkanie. Nie mogłam go zatem dostać. Było mrugnięcie. A teraz trzeba najlepiej wykorzystać te półtora roku. Chyba, że zrobię to wszystko, co mam zrobić, wcześniej…
[1] Amerykańska psycholożka i nauczycielka medytacji, jedna z najważniejszych popularyzatorek uważności i współczucia na Zachodzie. Łączy tradycję buddyjską z psychologią zachodnią.
[2] To wspomina już tutaj książka Autoterapia. Zabierz swoje wewnętrzne dziecko na lody



Wzruszyłam się Iwonko. Zastanawiało mnie milczenie o zmianie mieszkania, taka cisza, a teraz już wiem. Iwonko na wszystko będzie czas, Wszechświat widział trochę inaczej i odsunął w czasie plany. W nowym mieszkaniu będą inne zadania. Pozdrawiam, przytulam 🥰Powodzenia♥️
Tak, czasem wydaje nam się, że coś jest dla nas dobre, nawet tego chcemy… Ale okazuje się, że jeszcze nie wszystko zrobiliśmy. Jestem szczęśliwa, że tak to się ułożyło. Szczęśliwa i wdzięczna. Jestem przekonana, że mieszkanie się pojawi, kiedy ja będę naprawdę gotowa. ❤️
Wow!Wow!Wow! Jak to dobrze, że nie dostała Pani tego mieszkanka. Jestem wdzięczna wszechświatowi, bo wezmę udział w kursie, który zmieni moje życie.
To prawda Pani Edytko. Nie byłoby kursu. I to pewno byłaby strata dla kilkunastu ponad 20 osób. Ale nie byłoby tej książki, którą piszę. A to będzie naprawdę coś dobrego. Cieszę się, że Pani będzie. ❤️
Dziękuję za ten tekst. Dziękuję za to, że zawsze dzieli się Pani z nami przykładami z życia. I widocznie tak miało być, bo mam szansę być na kursach i korzystać z Pani wiedzy. A zawsze chciałam być na kursie rocznym i będę:) To jeszcze nie był ten czas….Serdeczności ślę
Tak Pani Regino. To nie był ten czas.😊 Dzielę się przykładami ze swojego życia, bo po pierwsze żyję w sposób, jaki przedstawiam jako warty życia, a po drugie moje przykłady są mi najbliższe. Ale pokazuję tez inne przykłady. Rozwój osobisty nie jest sztuką samą dla siebie. Chodzi o to, aby korzystać z wiedzy i dobrze żyć. ❤️
Pani Iwonko, ten wpis aż promienieje twórczą radością, energią i tym flow, którego Pani doświadcza. Tekst wzruszający, dotykający głębokiej prawdy, ciekawy i taki bardzo bliski, jak cały Pani przekaz. Tak bardzo się cieszę na nową książkę. 😍
Dziękuję Pani Mario. Cieszę się, że tak Pani to odbiera. Opisuje Pani mój stan. Mam nadzieję, że cała książka będzie taka. Chciałabym, aby czuło sie ten mój stan. ❤️
Iwonko, dziękuję, że dzielisz się swoimi doświadczeniem, tak osobistym i ostatecznie dobrym dla obydwu stron. My z kolejna szansą na krok do przodu w rozwoju, a Ty, ciągle twórcza 😍
To po prostu świetny przykład synchronii mijającej , która opisuje w tym fragmencie książki. Dziękuję Joasiu. ❤️