Nie zawsze budzimy się rano z energią i poczuciem, że świat stoi przed nami otworem. Czasem wstajemy zwyczajnie – dlatego, że trzeba. Czeka praca, pies domaga się spaceru, ktoś liczy na naszą obecność… Powodem działania są często zwykłe, codzienne obowiązki. To one nas uruchamiają, a nasze działanie bywa podszyte słowem muszę. Nawet tak mówimy albo przynajmniej myślimy.
Żyjemy trochę jak koń w kieracie – jesteśmy przywiązani do stałych punktów naszego życia, a ono kręci się wokół nich. Te motywy są silne, ale nie odpowiadają na pytanie: Dlaczego chcemy żyć?
Rzecz w tym, że wcześniej czy później część tych powodów słabnie. Dzieci dorosną. Skończy się ważny etap pracy. Osiągniemy coś, do czego dążyliśmy, i ku własnemu zdziwieniu następnego ranka stwierdzimy, że świat wygląda niemal tak samo. A może nawet bardziej pusto i nudno…
Pytanie co jeszcze mam zrobić? przestaje motywować. Mamy też dość ciągłego muszę.
Potrzebujemy innego pytania i innego powodu.
Nie sądzę, żeby dobrym pytaniem było: Jak się zmotywować do działania czy życia? Tak postawione często sprawia, że próbujemy uruchomić energię do czegoś, co wcale nie ma dla nas większego znaczenia. Szukamy techniki i metody, zamiast sprawdzić kierunek albo stworzyć dobry cel.
Niechęć bywa informacją. Może mówić o zmęczeniu, przeciążeniu, ale czasem także o tym, że idziemy w stronę, która już nie jest nasza. I dzieje się tak częściej, niż myślimy.
Dlatego zaczęłabym raczej od pytania: Do czego próbuję się zmusić i czy naprawdę ma to dla mnie znaczenie? Jeśli nie ma – może warto odpuścić. Jeśli jest naprawdę ważne – nie czekajmy, aż pojawi się ochota.
Motywacja nie musi przecież oznaczać nieustającego zapału. Czasem jest spokojnym przekonaniem: To jest dla mnie ważne, więc zrobię dziś to, co mogę.
Potem zapytałabym: Co sprawia, że chce mi się być tutaj dalej? Co naprawdę mnie teraz porusza? Chodzi wszak o to, by życie wciąż miało dla nas smak.
Człowieka może napędzać ciekawość – chęć poznawania czy pragnienie zrozumienia czegoś jeszcze. Miłość do ludzi, świata, przyrody a także własnej pracy. To może być potrzeba tworzenia lub radość uczenia się. Źródłem chęci do życia może być także służenie czemuś, co uznajemy za ważniejsze nawet od własnej wygody. A wreszcie może to być zachwyt światem.
Dopóki coś nas obchodzi, dopóty istnieje jakiś ruch ku życiu.
Jest jeszcze sens. Nie ten wielki, pompatyczny, pisany koniecznie wielką literą, ale ten codzienny. Można odnaleźć go w napisaniu książki, ale równie dobrze w zrobieniu komuś obiadu. W pracy, która pomaga ludziom. W telefonie do samotnej osoby. W opiece nad kotem. Może w uczeniu się nowego języka… Sens pojawia się wtedy, gdy widzimy związek między tym, co robimy, a tym, co jest dla nas naprawdę ważne. To wtedy słowo muszę zastępujemy słowe chcę.
Dopóki istnieje jakieś po co, życie nie jest jedynie ciągiem kolejnych dni. Nie musi codziennie zachwycać, żeby chciało się w nim uczestniczyć. Wystarczy, że nadal ma znaczenie… Choć bywa i tak, że właśnie pełne uczestniczenie w życiu sprawia, że znów zaczynamy się nim zachwycać.
Dojrzała motywacja nie krzyczy: Działaj! Dasz radę! Możesz wszystko! Częściej mówi po prostu: To jest dla mnie ważne, więc zrobię dziś kolejny krok.
A potem jeszcze jeden.
I jeszcze jeden.
I być może właśnie z takich kroków składa się chęć do życia.



O tak, znaleźć swoje “po co”, żeby się chciało, żeby był sens, żeby życie nie płynęło niezauważenie, żeby czuć, że się żyje swoje życie❤️. Dziękuję bardzo za artykuł bardzo ciepły, poruszający, skłaniający do refleksji i … do poszukiwań❤️.
Dziękuję za komentarz. Dziękuję za Twój odbiór tego, co piszę. To miłe, kiedy wiesz, że ktoś to przeczytał i zrozumiał. ❤️