Dużo jest dookoła – w realu i w mediach społecznościowych – zwierzeń w różny sposób wyrażających zdanie jestem zmęczona. Pod tym zdaniem kryje się inne – nie mam energii do życia. Rzadko wybrzmiewa i jest niedostatecznie zauważane.
Zwykle zakłada się wtedy, że przyczyną jest nadmiar obowiązków, nieumiejętność zorganizowania, życiowe problemy czy nawet wiek. I czasem rzeczywiście tak jest. Są zatem rady – jak odpoczywać, jak się lepiej zorganizować, jak zadbać o siebie… żeby mieć siłę robić to wszystko.
Mówi się też, że żyjemy szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, że męczy nas to tempo.
I tutaj pojawia się moja wątpliwość – czy można żyć szybciej? Czy samo tempo może zmęczyć?
Na pewno można mieć w ciągu dnia więcej różnych zajęć, więcej wszelkiego rodzaju bodźców… Ale czy to jest życie? Czy dzięki temu szybciej przeżywamy to, co dla nas ważne? Nie jestem pewna. Rzecz w tym, iż czasem nie przeżywamy w ogóle.
Mam wrażenie, że męczy nas raczej brak radości z tego wszystkiego, co robimy, brak przestrzeni na rozsmakowanie się w tym a nawet na prawdziwe przeżycie tego, co boli. Za mało w naszym życiu emocji, które wnoszą wysokie regenerujące wibracje, za mało zachwytu, wdzięczności, miłości… Za mało radości.
Wysiłek sam w sobie nie odbiera radości. Bywa męczący, ale nie musi pozbawiać człowieka energii do życia. Robi to raczej coś innego. Rozproszenie.
Tysiące rzeczy domagają się naszej uwagi. Ekrany świecą. Telefony dzwonią. Powiadomienia migają. Informacje płyną nieprzerwanym strumieniem. Nawet odpoczynek zamienia się czasem w kolejną serię bodźców.
Uwaga skacze z miejsca na miejsce jak motyl,
który zapomniał, gdzie jest jego ogród.
To jest to, co zabiera energię. Skłania też do pytania – czy naprawdę żyjemy? Życie wydarza się bowiem tylko tam, gdzie naprawdę jesteśmy. W chwili, którą zauważamy i przeżywamy, wręcz przeżuwamy… Przychodzi wtedy, gdy coś czujemy naprawdę, a nie jedynie przesuwamy wzrok po kolejnych obrazach świata. Życie to nie tylko oglądanie rzeczywistości, to przeżywanie tych obrazów i pełne angażowanie się w niektóre z nich.
Nasza uwaga została podzielona na dziesiątki małych kawałków. Zanim dopijemy poranną kawę, sprawdzamy wiadomości, media społecznościowe, pogodę, pocztę i kilka innych rzeczy, których za godzinę nawet nie będziemy pamiętać. W ciągu dnia przeskakujemy między zadaniami, rozmowami, ekranami i myślami. Nic dziwnego, że wieczorem czujemy się wyczerpani. Nie dlatego, że przeżyliśmy dużo czy szybko. Dlatego, że byliśmy wszędzie po trochu i nigdzie naprawdę.
Prawdziwe chwile życia mają pewną wspólną cechę: nie są rozproszone.
W takich momentach uwaga wraca do jednego miejsca – do tego, co jest właśnie teraz.
Często jest tak, że po godzinie pracy w ogrodzie, człowiek czuje się bardziej wypoczęty niż po wieczorze spędzonym na bezmyślnym przeglądaniu telefonu.
Może dlatego tęsknimy za spokojem. Za ciszą – nie tą dookoła nas, ale tą w sobie.
My nie jesteśmy zmęczeni. Brakuje nam energii. Po części oddaliśmy ją śmieciom, którym pozwoliliśmy wejść do naszej świadomości, a resztę zabierają te chaotyczne podróże uwagi.
Lato jest dobrą porą, aby przypomnieć sobie tę prostą prawdę. Życie nie staje się bogatsze od większej liczby informacji. Staje się bogatsze od większej liczby przeżytych chwil.
Właśnie z tej myśli narodził się mój wakacyjny kurs „Odnajdowanie radości. Letni Słowniczek Duszy”. Przez czternaście tygodni będziemy wspólnie zatrzymywać się przy tym, co łatwo zgubić w codzienności.
Będziemy odnajdować radość.
Będziemy przeżywać życie.
Pomożemy motylowi znaleźć jego ogród.



“Życie wydarza się bowiem tylko tam, gdzie naprawdę jesteśmy. W chwili, którą zauważamy i przeżywamy, wręcz przeżuwamy…” i na tym powinno nam najbardziej zależeć, żeby naprawdę żyć, żeby czuć swoje życie.
Dziękuję za piękny tekst i za kurs, który podpowie, jak żyć❤️
Dziękuję za miły komentarz i za udział w kursie. ❤️
Bardzo cenne spojrzenie. Idąc w ślad za tym można realnie zmienić coś w życiu, dobrze jest zauważać co się z nami dzieje, jakie to mechanizmy, co jest prawdziwie nasze, a co nas tylko zasysa i męczy, zresztą za naszym przyzwoleniem, bo jak Pani napisała pozwalamy sobie na chaotyczne podróże uwagi, i pozwalamy śmieciom wchodzić do naszej świadomości. Wystarczy zdawać sobie sprawę z tego, co zapraszamy do naszego życia, do naszej wyobraźni, następny krok to tylko, a może aż – decyzja czy właśnie to wybieram. Dziękuję serdecznie.
Bardzo lubię te Pani myśli. One są często takim uzupełnieniem albo podkreśleniem tego, co napisałam. Dzięuję.
❤️