Rok się zmienia, ale człowiek nie zaczyna od zera. Nie resetuje się jak komputer, nie zamyka poprzedniego etapu jednym ruchem. Wchodzi w nowy czas z tym, co było – z doświadczeniem, które go ukształtowało, z ranami, które jeszcze się domykają, z mądrością, która została w nim po tym, co przeżył.
Początek roku często kojarzy się z energią, planami i nowymi postanowieniami. A jednak życie nie podporządkowuje się kalendarzowi. Zmiana daty nie oznacza natychmiastowej gotowości do działania ani powrotu do pełnej formy. Ułatwia ją, bo lubimy takie początki… Jednak człowiek niesie w sobie ciągłość – emocji, ciała, historii. Dlatego bądź spokojna, kiedy nie czujesz tej energii o której trąbi świat.
Rozwój nie polega na odcinaniu przeszłości.
Nie polega na zostawianiu za sobą trudnych doświadczeń tak, jakby nie miały znaczenia. Prawdziwy rozwój polega na integrowaniu. Na włączaniu tego, co było, w głębsze rozumienie siebie i świata. Na uznaniu, że również momenty słabości, choroby czy zatrzymania są częścią drogi.
Nowy rok nie zawsze zaczyna się z rozmachem. Często zaczyna się ciszą. Zgodą na tempo, które dyktuje życie, a nie oczekiwania. Zrozumieniem, że dojrzewanie nie wymaga pośpiechu, lecz obecności.
Z czasem przychodzi ważne odkrycie: to, co trudne, nie musi cofać. Bywa, że porządkuje. Odbiera to, co zbędne, i zostawia to, co istotne. Uczy cierpliwości wobec siebie i świata. Uczy, że siła nie zawsze objawia się w działaniu – czasem w umiejętności zatrzymania.
Dlatego początek roku nie musi być nowym startem. Może być kontynuacją. Kolejną stroną tej samej opowieści – bogatszą o doświadczenie, spokojniejszą w tonie, bardziej świadomą. Często trzeba się bliżej przyjrzeć tej opowieści i może napisać ją raz jeszcze – innymi słowami, z nowym nastawieniem. Chodzi o to, żeby ta historia nie ciągnęła w przeszłość.
Czas nie zaczyna się od zera. Zaczyna się tam, gdzie człowiek rzeczywiście jest – ze swoim zdrowiem, emocjami, historią i aktualnymi możliwościami. Dopiero z tego miejsca można iść dalej sensownie. Takie zaczynanie wszystkiego od nowa to jakby unieważnienie tego, co było.
Im jestem starsza, tym bardziej to czuję.



Gdzieś niedawno przeczytałam, że w tym naszym przejściu z jednego roku do drugiego, bardzo skupiamy się, żeby jak najszybciej zapomnieć o roku, który odchodzi i skupić się na tym nowym, który ma być przecież lepszy😊. A przecież nie da się wymazać tego, co było. Bo to, co jest, jest przecież kontynuacją tego, co było. Robiąc krok w nowy rok, jest to przecież nasz kolejny krok, a nie pierwszy🥰. I w tym wszystkim ważne jest, gdzie ten krok postawimy❤️.
Nie jest to chyba najlepsze podejście, ale wiem, że towarzyszy niektórym. Pięknie piszesz Joasiu:Robiąc krok w nowy rok, jest to przecież nasz kolejny krok, a nie pierwszy🥰. I w tym wszystkim ważne jest, gdzie ten krok postawimy❤️. Dokładnie.
Pani Iwonko … przeczytałam kolejny raz i .. zatrzymałam się..mój Nowy Rok jest kontynuacją z mądrością z doświadczeniem i siłą :) .
Cudowne , czuję TO!❤️
Dziękuję bardzo i przytulam MOCNO ❤️
To dobrze, że ma Pani takie odczucia. Łatwiej i przyjemniej się żyje. ❤️ I ja przytulam.