Słowo duchowość zrobiło karierę. Bez dwóch zdań. Pojawia się wszędzie – w rozmowach, książkach, mediach społecznościowych, podczas warsztatów rozwojowych i spotkań.
Coraz więcej ludzi szuka czegoś więcej niż tylko codziennego dobrego funkcjonowania w życiu. I nie wiadomo, czy to dlatego się o tym tyle mówi, czy dlatego się tyle mówi, ze coraz więcej ludzi szuka, ale samo w sobie jest to piękne.
Jednak w życiu często forma zwycięża nad treścią – i to chyba możemy zaobserwować w tym wypadku.
W niektórych wydaniach duchowość zaczyna przypominać bardziej estetykę niż wewnętrzne doświadczenie, pewien styl bycia niż bycie naprawdę. To czasem zbiór słów, nastrojów, symboli i wrażeń – często im mniej zrozumiały i zanurzony w ezoteryce lub obdarzony przymiotnikiem kwantowy, tym łatwiej uznawany za duchowy. To takie coś, co dobrze wygląda, dobrze brzmi i daje poczucie uczestniczenia w czymś niezwykłym.
Tymczasem prawdziwie głębokie i duchowe rzeczy bardzo często przychodzą cicho i… normalnie. Nie wtedy, gdy szukamy wyższych wymiarów, ale wtedy, gdy naprawdę jesteśmy obecni w swoim życiu.
Dusza nie objawia się człowiekowi przede wszystkim w niezwykłości, ale w prawdzie. W chwilach, kiedy robi się w nas trochę ciszej i kiedy do siebie wracamy po wszelkich intelektualnych i emocjonalnych wojażach.
To dlatego niektóre najsilniejsze momenty życia są tak zwyczajne: Światło wpadające rano przez okno; rozmowa, po której człowiek czuje się bardziej sobą; spokojny spacer; kawa pita bez telefonu w ręce; zachwyt nad drzewem poruszanym wiatrem.
I wreszcie chwila, w której coś wewnątrz mówi cicho: tak.
Dusza lubi prostotę. Nie tę ubogą czy pustą, ale prostotę obecności.
Nie wydaje mi się, że człowiek staje się bardziej duchowy przez to, że zna więcej pojęć, metod albo teorii, ale raczej dlatego, że bardziej jest.
Duchowy jest ktoś, kto potrafi być naprawdę uważny; kto umie zachować zachwyt; kto jest w stałym kontakcie z wdzięcznością, ciszą i dobrem.
Nie fascynuje mnie duchowość spektakularna, choć rozumiem przeżywane w trakcie sprzyjających temu wydarzeń uniesienia.
Coraz bardziej porusza mnie jednak ta, która pomaga człowiekowi dojrzewać do życia – do spokojnej radości, która nie potrzebuje wielkich fajerwerków.
Duchowość bez radości, zwłaszcza tej spokojnej nie wydaje mi się możliwa.
A to osiąga się prostymi przeżyciami i ładnie prowadzoną codziennością.
To dlatego przyszedł do mnie pomysł letniego spotkania wokół odnajdywania radości. Nie tej głośnej i obowiązkowej, ale tej cichej, która czasem pojawia się niespodziewanie – w chwili obecności, zatrzymania, prawdziwego kontaktu ze sobą i światem.
Tak powstał mini kurs Odnajdywanie radości. Letni słowniczek duszy.
Jest w nim mniej technologii duchowości, a więcej życia; mniej pociągu do niezwykłości, a więcej pięknej zwyczajności. Mnóstwo prostych doświadczeń, które potrafią przypominać człowiekowi, że życie nie składa się wyłącznie z zadań.
Czasem wystarczy usiąść bliżej własnego życia.
Dusza już wie, jak do nas mówić.


