Nie planuj roku, planuj życie.

0

Przez wiele lat prowadziłam kurs Mój najlepszy rok. Wychodziliśmy od marzeń – od tego, czego pragniemy, co chcemy przeżyć, stworzyć, zmienić. Potem budowaliśmy cele, szukaliśmy czasu na ich realizację i planowaliśmy. Jeszcze w czasie trwania kursu trzeba było zapisać pierwsze zadania do wykonania… I oczywiście wykonać je w zaplanowanym czasie.
Wtedy było to o tyle niezwykłe, że nie mówiło się jeszcze w Polsce tak głośno i otwarcie o marzeniach. To raczej rozum, nie serce, miał kierować naszą energią. A rozum, jak to rozum, bierze pod uwagę przede wszystkim to, co jego zdaniem jest możliwe.
Bez marzeń nie byłoby w naszym planowaniu serca, a to właśnie one potrafią otworzyć człowieka na możliwość. Cele potrzebne są po to, by porządkować energię, a plan – pilnuje kierunku działań. Dzięki temu wiele rzeczy rzeczywiście staje się możliwych.
Wszystko jest tutaj jak trzeba, zwłaszcza, że mówiliśmy też o cechach charakteru, które czynią to wszystko możliwym. Sama również działałam w taki sposób.

Z czasem jednak zaczęłam widzieć coraz wyraźniej coś jeszcze: można mieć marzenia i dobrze postawione cele, a mimo to – a czasem właśnie dlatego – przeżywać życie w napięciu. Można być skuteczną i nadal czuć brak. Można wiele osiągnąć, a jednak nie doświadczać większego spokoju, miłości ani poczucia, że życie naprawdę jest nasze. Dostrzegałam to u niektórych osób, ale nie wiedziałam, jak się za to zabrać, bo sama tego nie doświadczałam. Znacznie łatwiej jest mi zrozumieć różne zjawiska, jeśli są one także moim udziałem… Jednak w końcu to zrozumiałam. Jak to często u mnie bywa – nagle przyszła mi myśl, która wszystko pokazała w innym świetle.
Dlatego w tym roku chcę zacząć gdzie indziej – od pytania, które wydaje mi się dziś ważniejsze niż pytanie o cele:

Z jakiego miejsca w sobie chcę żyć?

To miejsce nie jest abstrakcją. Ono wpływa na codzienne decyzje, sposób reagowania, relacje, sposób patrzenia na siebie i na przyszłość. Wpływa także na cele, które wybieramy.
Inne cele pojawiają się wtedy, gdy człowiek żyje w lęku, napięciu albo poczuciu braku. Inne wtedy, gdy ma w sobie więcej spokoju, miłości i poczucia obfitości. I marzenia tego nie zmienią!
Właśnie dlatego ten kurs zaczyna się od spokoju. Spokój rozumiem tutaj głębiej niż brak stresu. To sposób życia. To wewnętrzny punkt oparcia, dzięki któremu nie wszystko musi być natychmiast rozwiązane, osiągnięte czy skontrolowane.
Potem przychodzi miłość… Nie tylko jako uczucie, które pojawia się i znika…, lecz jako postawa. Sposób odnoszenia się do siebie, do ludzi i do świata.
Obfitość również nie będzie tutaj oznaczała wyłącznie pieniędzy ani posiadania. Chodzi bardziej o sposób widzenia życia, o zdolność dostrzegania tego, co już jest, tego, co może się pojawić, i tego, co jesteśmy gotowi przyjąć.

Chcę, byśmy wrócili do celów dopiero wtedy, gdy spokój, miłość i poczucie obfitości staną się miejscem, z którego wychodzimy. Wybiera się wtedy inaczej – jakby lżej – z większym zaufaniem do siebie i do życia.
Może się nawet okazać, że z niektórych celów się rezygnuje, bo tracą swoją rolę.
Inna jest też wtedy intencja, która wpływa przecież na działanie: na afirmacje, sposób zapisywania celów czy wizualizacje. Pojawia się również inna strona sprawczości: odpuszczanie nadmiernej kontroli, zgoda na zmianę kierunku, poddanie i zaufanie.

Ważne jest i to, by poczuć, że dobry rok nie musi być spektakularny.
To może być rok spokojny, niejako własny, bo autentyczny. Może być bogatszy nie tylko w rzeczy, ale w doświadczenia, relacje i poczucie wystarczalności.
Może być rokiem, w którym człowiek mniej poprawia siebie i swoje życie, a bardziej ze sobą współpracuje.

Tak powstał kurs Mój rok 2027. Nie planuj roku. Planuj życie.

Jeśli ten sposób myślenia jest Ci bliski, tutaj znajdziesz program kursu i inne informacje.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here