Moja najpiękniejsza wigilia

5

To miała być piękna Wigilia.
Wiem, że przed nami coraz mniej tych nadzwyczajnych wieczorów, dlatego bardzo się staram, aby było miło, ładnie i smacznie. To takie świąteczne dojrzewanie: rozkładanie bożonarodzeniowych akcentów w domu, pakowanie prezentów, listy zakupów, odświeżanie obrusów, coraz więcej w lodówce i pichcenie.
Los miał  jednak inny plan. Tydzień przed wigilią wylądowałam w szpitalu.
Szpital to nie jest miejsce dla introwertyków. Już sama kakofonia dźwięków, światła oraz licznych doznań kinestetycznych dałaby mi w kość, a tu jeszcze różne sygnały niezadowolenia mojego organizmu, które mózg koduje mi jako ból.  Nie nauczyłam się jeszcze zmieniać kodu.

Nie myślałam o Wigilii, w ogóle mało myślałam. Byłam. Moja rzeczywistość była bardzo nierzeczywista – byłam wszędzie, nigdzie, w sobie, obok siebie, w kosmosie. Dopiero teraz rozkminiam, co z tego, co pamiętam, działo się naprawdę.

Wróciłam ze szpitala w Wigilię, w czasie, gdy normalnie krzątałabym się w kuchni, czekając na dzieci.  Dotarłam do domu nie jako gospodyni, lecz jak gość – taki, na którego już ktoś czeka. Obok mnie… poznana w szpitalu influenza… A jakże!  Dlaczego nie grypa? Dobre pytanie. Myślę, że jest w tym słowie więcej strachu, może łatwiej wyzwalać te wszystkie potencjalne przykre doznania. Byłam znacznie słabsza, niż się spodziewałam, że będę.

W mieszkaniu była już połowa mojej gromadki – szczelnie zamaskowana. Podobnie jak dziewczyny odbierające mnie ze szpitala. Nad maskami były dobre oczy pełne troski. Leki były wykupione a nawet podzielone tak, aby łatwiej mi było je brać. Na stole stały kwiaty. Ktoś przestawił poduszki, ktoś inny zadbał o herbatę, jeszcze ktoś poprawił światło. Dzieci, spokojnie ciepło się dogadując, ustawiały mnie na nowo w moim mieszkaniu. I… mówiły znacznie ciszej niż normalnie.
Siedziałam w fotelu. Nie miałam siły mówić… po dziś dzień nie mam. To jedna, to druga córka głaskały mnie czule po rękach, głowie; Magda wygładzała moje zmierzwione włosy.
Musisz coś zjeść mamusiu do tego lekarstwa… no to choć ciasteczko – przekonuje Weronika. Ciasteczko to też nasz tradycyjny przysmak wigilijny robiony co roku przez Petera.
Pomimo słabości było mi dobrze.

I wtedy na nowo to wszystko zobaczyłam czy rozpoznałam. Zrozumiałam, że oto właśnie dzieje się istota Wigilii. Nie w kuchni. Nie na stole. Nie w liczbie dań ani w pięknie nakrytym stole. Miłość w akcji.
Miłość, która nie pyta, nie tłumaczy się, nie robi wokół siebie hałasu.
Miłość, która po prostu jest, kiedy trzeba.
Miłość, która zakłada maskę, przynosi leki, przestawia fotel, pilnuje, żeby było ciepło.

Rozpłakałam się.
Powiedziałam  to, co mi przyszło z głębi. Że bardzo im dziękuję i że to właśnie jest Wigilia. Że to jest jej sens. Że nic więcej nie trzeba.
I naprawdę niczego więcej nie trzeba było.

Pierogi? Inne pyszności? Kolędy i świąteczne piosenki?
Doczekają się swojej chwili. Spotkamy się z 29-go.

Tamtego wieczoru dostałam coś, co zostaje na całe życie. Wigilię, w której wszystko było na swoim miejscu, choć zupełnie inaczej, niż planowałam.
To była moja najpiękniejsza Wigilia.

 

 

 

5 KOMENTARZE

  1. Kochana Iwonko, przytulam. Widzę Ciebie i wiem jak wygląda dom w takich chwilach. Widzę krzątające się Twoje Dziewczynki 😊 widze Ciebie, która tak zawsze pierwsza teraz spokojnie patrzy na pomocne ręce i przyjmuje pomoc.
    Tak wygląda miłość. Przytulam🤗 Pozdrawiam♥️♥️♥️

  2. Pani Iwonko,płakałam czytając ten tekst,bolało mnie,że Pani taknsie czuła, jednocześnie cieszyłam się że Miłość się Panią zaopiekowała, to tak jak mną i moja Gabrysia, z którą w same Święta wylądowałyśmy w szpitalu ,w izolatce .
    Mimo ogromnego smutku i strachu jaki wtedy czułam, czułam ogromną Miłość, która była przy mnie ,prosiłam Boga aby był z Nami o był ❤️.Na szczęście jesteśmy już w domu .Życzę Pani powrotu do pelni sił i zdrowia.Wysylam ogrom dobrej energii i Miłość ❤️❤️❤️

  3. Iwonko, Twoja historia, to potwierdzenie tego, że nie tyle ważne jak i gdzie, ale z kim♥️. Że najważniejsza jest Miłość, bliskość, wrażliwość♥️. To potwierdzenie tego, że Miłość jest wokół nas i jest zawsze wtedy, gdy jej potrzebujemy♥️. Piękne doświadczenie, które buduje i wzmacnia. Dziękuję bardzo, że podzieliłaś się z nami swoją historią♥️.

  4. Moja Wigilia i Święta w tym roku też były zupełnie inne od wszystkich, bo spędzone tylko z moimi dziećmi bez reszty rodziny. Taki był mój wybór i to chyba najlepszy, jaki mogłam sobie “zafundować”, mam się z tym bardzo dobrze. Pani Iwonko przytulam i dużo zdrowia życzę 😘

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here