Tak, mam. Kryzys misji zawodowej. Wydawało mi się dotąd, że wiem, co jest ludziom potrzebne do dobrego życia. I wszystko wskazywało na to, że tak było. Choćby rzesze ludzi, którzy kilka lat temu zaczęli robić to, co ja robiłam kilkadziesiąt lat temu. Z radością odkrywców czegoś nowego i dobrego robią to dalej i przyciągają ludzi, dla których to także jest nowe.
Ja niestety żyję w przyjaźni z rozwojem osobistym prawie 40 lat i nie mam już zachwytu neofity. Sama przeszłam w tym czasie kawał drogi i na kolejnych etapach zmieniałam sposób nastawienia, priorytety – co innego uważałam za ważne i inne sposoby traktowania życia uważałam za najlepsze dla nas.
Bardzo mocno zakorzeniła się też we mnie myśl, że rzadko która psychologiczna zasada czy nawet ustalenie pasuje do każdego. Dlatego wręcz irytują mnie wypowiedzi psychologów wierzących w te ustalenia i zasady i niepotrafiących zrozumieć, że ktoś bez terapii – aczkolwiek z niełatwym dzieciństwem i rozwodem – może być szczęśliwym, psychicznie zdrowym człowiekiem, że niczego nie wypiera, że przeżył co trzeba i od niczego nie ucieka.
Ale co czułeś wtedy? Nazwij to. Nie wierzę, że cię nie bolało. Mnie by bardzo bolało – nagabuje swojego rozmówcę pani psycholog w wywiadzie na wizji. No nie udało ci się życie, przecież się rozwiodłeś – pomaga mu nazwać fragment, choć on wcale tak nie sądzi, i domaga się, aby koniecznie uświadomił sobie, gdzie jest jego część odpowiedzialności, co mógł zrobić lepiej. A ja widzę człowieka znakomicie potrafiącego przyjmować to, co niesie życie, odpowiedzialnego za to, co robi w danym momencie, a nie dopiero po czasie, naturalnie spokojnego (w to też pani psycholog nie może uwierzyć), starą duszę…
Ups… W to to już pani absolutnie nie wierzy.
Nie mogę też już słuchać, jak to wszystko możemy mieć i wszystko zrobić. Po prostu za mało w to wierzymy albo nie potrafimy poczuć, że już to mamy. A ja wiem, że to nie jest takie proste. Wiem, że nie tylko nasze życie i nasze wibracje o tym decydują. Nie każdy problem da się rozwiązać w pół minuty. Czasem trzeba pół życia.
Mel Robbins na wizji w telewizyjnym programie usiłowała udowodnić, że rozwiąże natychmiast każdy ludzki problem. Szybko zdjęto go z ramówki. Nie obroniła tej tezy i nawet fani nie kupowali jej manipulacji.
Zmiana też nie dla każdego jest łatwa.
Gdzie w tym wszystkim jest moje miejsce, kiedy już na nic nie potrafię spojrzeć z perspektywy wiem wszystko? Jak mam się określić, kiedy mam wrażenie, że rozumiem za dużo i moja prawda mnie wyzwala, ale nie wiem, jak ją przekazać, aby pomogła innym?
Mam też wrażenie, że dookoła wszyscy zajmują się rozwojem, są w rozwoju osobistym zamiast po prostu żyć.
Rozwój ma służyć życiu, ma być wetkany w to, co robimy, marząc, kochając, pracując, wychowując dzieci, podróżując i ciesząc się życiem na tysiąc innych sposobów.
Wellness nie może być obowiązkiem – ma być efektem właściwego podejścia do życia.
Człowiek nie jest projektem do naprawienia. Część tego, co usiłujemy naprawiać, to właśnie doświadczenia życia, które mają służyć rozwojowi, i chodzi o to, aby je właściwie odbierać.
Uwierzyliśmy, że rozwój wymaga osobnego czasu, osobnych praktyk i nieustannej pracy nad sobą… a on powinien być częścią normalnego życia.
To, co było tą normalnością, stało się elementem kultu wellness. Na przykład pisanie pamiętnika to teraz journaling, do którego potrzebny jest specjalny Bullet Journal, przynajmniej w pewnych kręgach w Warszawie. Pewne hasła lub stroje dają wejście do jakiejś grupy. A przesiąknięty żargonem rodem z psychologii internetowej (triggerować, być w energii, procesować, manifestować czy trauma, toksyczne… i oczywiście kwantowy) jest czy mądre praktyki stają się infantylne. Słyszałam wyśmiewanie się z afirmacji, z pozytywności, a nawet z wdzięczności właśnie dlatego, że nadużywa się mówienia o tym i robi to tak, że słowa zamiast wyjaśniać zastępują myślenie.
I wszędzie ta praca z tym, praca nad czymś i przepracowywanie czegoś.
Wygląda to tak, że trzeba ciągle zajmować się sobą, zamiast po prostu żyć.
A ja chciałam inspirować ludzi do życia – coraz lepszego, piękniejszego, spełnionego.
Dalej chcę, bo życie jest ważniejsze niż techniki rozwojowe. Dzięki pewnej wiedzy, zwłaszcza tej na własny temat, możemy po prostu być bliżej siebie i życia. I ma nam być łatwiej. Łatwiej!
A czy to nie jest tak, że przez to zajmowanie się rozwojem wcale nie jest nam łatwiej? Czy nie oddalamy się od życia? A może zgubiliśmy je po drodze?
Zastanawiam się nad tym i szukam nie tyle miejsca dla siebie, ile sposobu dotarcia z przesłaniem powrotu do życia, z umiejętnością wplatania tego, czego dowiadujemy się z ulubionych kanałów czy książek, w codzienność.
I nie bardzo wiem, jak to robić. Jak to przekazywać w krótkich, niezabierających zbyt wiele czasu pogadankach? Jak dotrzeć z tym do tych, którzy najbardziej potrzebują takiej wiedzy?
Skoro tyle jest tego w przestrzeni medialnej, naprawdę poważnie zastanawiam się, czy warto… czy potrafię zrobić to tak, żeby znowu nie okazało się, że ktoś poświęcił na słuchanie mnie kawałek swojego życia i… nic.



Kochana Iwonko, piękny ten tekst, chociaż, a może właśnie dlatego, że pokazujesz w nim swoje wątpliwości. Te Twoje wątpliwości dają też obraz dzisiejszego świata “rozwoju”. Nie potrafię podpowiedzieć, jak mogłabyś dotrzeć do innych, bo mi po prostu bardzo odpowiada to, jak docierasz do mnie. Dla mnie Twoje pogadanki czy teksty mogą być naprawdę długie i wcale mnie to nie odstrasza czy zniechęca. Jeszcze nie spotkałam drugiej osoby, która Tyle robi dla innych w zakresie pięknego życia, ile robisz Ty. Przychodzi mi do głowy jedna myśl, którą nam przekazujesz: rób swoje, bo Ty wyprzedzasz innych ze swoim podejściem do życia. Według mnie ludzie się niedługo zmęczą takim naprawianiem i doskonaleniem siebie w oderwaniu od własnego życia. Bo ileż można. Ludzie zauważą, że pozytywność, dobre nastawienie, radość i wdzięczność, bez względu na to, co nas spotyka, sprawiają, że życie jest piękniejsze. Może właśnie dobra byłaby pogadanka o tym, jak wpleść rozwój w codzienne życie, żeby ten rozwój nie tylko skupiał się na słuchaniu podkastów, wykładów, studiowaniu książek i robieniu zadań. Żeby, tak jak kiedyś powiedziałaś, największym polem ćwiczeń stało się nasze życie. Może powiedzieć o tym, czy potrzebna jest swego rodzaju dyscyplina w polepszaniu życia, chociażby po to, żeby wyrobić dobry nawyk (wdzięczności, radości, miłości…), i jak zrobić, żeby to wprowadzanie nawyku nie stało się jakąś udręką, a piękną zabawą, która prowadzi nas do jeszcze lepszego życia. Wiem, że Ty o tym mówisz i piszesz w wielu miejscach, ale może kolejny raz, jak ta woda drążąca skałę, dotrzesz do potrzebujących Twojej wiedzy.
Ja ze swojej strony bardzo dziękuję za To, co dla nas robisz❤️.
Słowo kryzys w tytule sugerowałoby coś smutnego, trudnego, a tymczasem czytam i czuję powiew świeżości, lekki oddech i ogromną ulgę. Ważniejsze jest samo życie. Kiedyś usłyszałam hasło “Zdelegalizować rozwój osobisty”, w żartobliwy sposób wyrażające nastawienie do masowości tych zjawisk i odklejania od życia. Nie odpowiem na pytania postawione na końcu tekstu, nie wiem jakie są techniki docierania do ludzi, zwiększania zasięgów, myślę że to zależy nie tylko od nadawcy, ale i odbiorcy?
Dziękuję za ten głos i za wszystko co Pani robi.
Na mnie korzystnie działa, pauza/detoks/reset od ulepszania się. Pozwalam sobie na pustkę i naturalny powrót energii. Rośniemy jak drzewa i może takie tempo byłoby dobre. Zgodne z porą roku, własną naturą, warunkami. Nie ma napięcia ani przymusu.
Nie musimy wymuszać rozwoju, możemy płynąć z nurtem rzeki, jak w chińskim wu wei (niedziałanie) ale zawsze potrzebujemy Obecności drugiego człowieka, a pani jest piękną Ambasadorką Dobra. :)
Takie myśli przyszły mi do głowy w trakcie czytania postu: świadectwo życia i rozmowy z ludźmi.
Droga Pani Asiu dziękuję za dobre słowo. Pięknie Pani powiedziała o tym rośnięciu, jak drzewa, choć jest jedna różnica – drzewa mają wdrukowany program i nie muszą go rozumieć ni odnajdywać, my – ludzie – jeśli chcemy być szczęśliwi, musimy odnaleźć program, który ma nasza dusza. Rozwoju wręcz nie należy wymuszać. Pani słowa bardzo ładnie wpisują się w 3 tydzień kursiku “Letnie odnajdowanie radości”. Dziękuję. ❤️