Ktoś zaproponował mi, żebym napisała o tym, jak stać się lepszą wersją siebie na już. Spodobało mi się to na już. W końcu jest lato. Komu chciałoby się teraz rozpoczynać wielki program przemiany, analizować trzy pokolenia wstecz, tworzyć plan naprawczy na dwanaście miesięcy i codziennie o szóstej rano stawać się człowiekiem doskonałym? Ale trochę lepszą wersją siebie można by zostać… Najlepiej jeszcze przed obiadem.
A to akurat jest możliwe.
Czym bowiem jest ta lepsza wersja mnie? To nadal ja. Tyle że może odrobinę bardziej świadoma; trochę spokojniejsza… życzliwsza; bardziej obecna przy własnym życiu.
Czasami wystarczy uświadomić sobie, że właśnie po raz czwarty przeżywamy w głowie rozmowę, która odbyła się trzy dni temu, i powiedzieć sobie: okay, wystarczy. Sierpień jest za krótki, żeby poświęcać go na poprawianie cudzych wypowiedzi.
Można też zadzwonić do kogoś, komu od dawna zamierzamy powiedzieć coś dobrego.
Można wreszcie zrobić tę jedną rzecz, którą od tygodnia przesuwamy z dzisiaj na jutro, a która zajmuje siedem minut.
Zadziwiające, ile energii potrafi kosztować siedmiominutowa czynność, jeśli odkłada się ją przez dwa tygodnie!
Można wyjść na spacer bez celu… Oj to dla mnie niemal wyczyn.
Można przyłapać się na narzekaniu i zwyczajnie zmienić zdanie. Nie świat… Zdanie.Można też zapytać siebie: czego naprawdę teraz potrzebuję? Nie czego wypada mi chcieć czy czego potrzebują ode mnie inni, ale czego potrzebuję ja – ta bez ról o obowiązków.
I tutaj może się zaczynać ta lepsza wersja siebie. Nie od wielkiego postanowienia, ale od jednej decyzji, od małej rzeczy.
Rozwój osobisty przedstawia się tak, jakby człowiek był wiecznym projektem remontowym. Tu poprawić samoocenę, tam komunikację, jeszcze przekonania, relacje, nawyki, sylwetkę, finanse, duchowość… Człowiek patrzy na tę listę i najchętniej… idzie na lody. I bardzo dobrze!
Wszak rozwój to nie ciągłe poprawianie siebie, to raczej coraz pełniejsze stawanie się sobą i lepsze życie.
Trochę mniej automatyczne. Trochę bardziej świadome. Trochę bliżej tego, co naprawdę ważne.
Dlatego jeśli ktoś chciałby dziś stać się swoją lepszą wersją na już, proponuję rzecz bardzo prostą: Zrób dziś jedną rzecz lepiej niż zwykle. Jedną.
Może wysłuchaj kogoś uważniej. Może czegoś nie skomentuj. Może powiedz dziękuję. Może odłóż telefon i naprawdę wypij kawę w swoim towarzystwie. Może przestań się spieszyć tam, gdzie wcale nie musisz zdążyć. Może zrób coś, czego od dawna pragnie Twoja dusza, a na co ego ciągle nie znajduje odpowiedniego terminu w kalendarzu. I już. Lepsza wersja siebie na pewno pojawi się na chwilę, a jeśli jutro zrobisz to jeszcze raz, być może zostanie trochę dłużej.
💛💛💛
A właściwie to po co mamy stawać się coraz lepszą wersją siebie? Doskonalenie siebie nie jest przecież celem życia. Nie zbieramy punktów za coraz doskonalszą osobowość czy nawet charakter. Chodzi raczej o to, żeby dzięki temu wszystkiemu lepiej żyć.
Spokojniej przeżyć niełatwy dzień. Mądrzej odpowiedzieć komuś bliskiemu. Szybciej zauważyć własny błąd. Cieszyć się tym, co właśnie mamy. Nie zmarnować pięknego popołudnia na coś, co za tydzień nie będzie miało żadnego znaczenia.
A wtedy nawet gdy nie stajemy się lepszą wersją siebie, nasze życie staje się lepsze. Już! A przecież właśnie o to chodzi.



Świetny tekst❤️! A ta wskazówka, do zapamiętania i wykorzystania na co dzień: “Trochę mniej automatyczne. Trochę bardziej świadome. Trochę bliżej tego, co naprawdę ważne.” Aż sobie wydrukowałam i położyłam na biurku. Dziękuję bardzo❤️.
Dziękuję Joasiu.❤️
Pięknie zostało ujęte wszystko co dotyczy rozwoju. Czasami by zmienić jedną rzecz potrzebujemy dużo wysiłku 😉
Ale to tylko wtedy, kiedy sie na to nastawiamy, tak myślimy albo próbujemy zrobić coś wbrew sobie. Dziękuję. ❤️