Myślę, że wielu ludzi nosi w sobie potrzebę bycia kimś wyjątkowym, ważnym czy interesującym. Czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie… lubimy być podziwiani. Podziw to taki deser dla naszego ego – im mniej mamy miłości dla siebie i poczucia spełnienia, tym bardziej go łakniemy.
Dzisiejszy świat jeszcze tę potrzebę wzmacnia. Media społecznościowe zachęcają nas do pokazywania siebie tak, aby się wyróżnić i przyciągnąć uwagę. Chcemy mieć duże zasięgi i reakcje, nawet kiedy nie łączy się to z zarabianiem. A gdy się łączy? Ach, wtedy epatuje się tym swoim nadzwyczajnym wizerunkiem tak bardzo, że niektórym ludziom blednie ich własne życie. Zwykłe życie zaczyna czasem wydawać się zbyt zwyczajne. Próbuje się je zatem uatrakcyjniać… choćby na potrzeby zdjęć do wrzucenia do sieci.
Choć ta zdjęciowa część zdobywania poklasku zawsze była mi obca, to w jakimś sensie też ulegałam samej idei. Przecież od lat występuję publicznie, prowadzę wykłady, nagrywam filmy, piszę książki, bywałam gościem w programach telewizyjnych. Lubiłam energię tych moich występów. I na pewno były momenty, kiedy moje ego objadało się deserem: Hej, popatrzcie na mnie Czyż nie jestem wyjątkowa?
Zawsze jednak byłam sobą, zawsze prowadziło mnie serce i spójność wewnętrzna. Nie budowałam swojego wizerunku ani marki. To się jakoś samo działo. Tymczasem podobno świat wymaga coraz więcej. Ponoć ludzie potrzebują coraz więcej wyróżniających ich elementów, a występ zamienia się w popis. Może właśnie dlatego to się u mnie zmieniło. Rozstałam się z potrzebą rywalizacji pod koniec szkoły podstawowej. I nigdy już do mnie nie wróciła.
Coraz mniej interesuje mnie robienie wrażenia, wyróżnianie się i poklask, a coraz bardziej –
poczucie sensu tego, co robię.
Już nie potrzebuję wydawać się niezwykła. Bardziej zależy mi na tym, żeby być prawdziwa. Chcę mieć kontakt z ludźmi i czuć, że moje słowa komuś pomagają lepiej żyć, odważniej wybierać, głębiej rozumieć siebie.
Nie wiem czy to tylko moje, czy może im człowiek dojrzalszy, tym mniej chce błyszczeć, a bardziej świecić. A światło ma każdy.
Nie oznacza to rezygnacji z własnej wyjątkowości. Tego robić nie warto. Zresztą, każdy człowiek jest przecież niepowtarzalny. Nie trzeba tego zdobywać ani udowadniać. Trzeba raczej odnaleźć siebie.
Może dojrzewanie właśnie na tym trochę polega,
że człowiek przestaje pytać:
Czy jestem wystarczająco wyjątkowy? a zaczyna:
Czy naprawdę jestem sobą?
A ego chudnie…



Tak myślę, że może ta prawdziwość jest właśnie wyjątkowa❤️. Może jest ona delikatna, cicha, ale wyjątkowa❤️.
Pięknie powiedziane “mniej błyszczeć, a bardziej świecić”.
Czasami to stawanie się na siłę kimś “wyjątkowym”, tak nienaturalnie “wyjątkowym”, staje się dla mnie niesmaczne. A zwłaszcza to, co pokazuje się właśnie w mediach społecznościowych. Ale jeśli coraz więcej ludzi chce błyszczeć, no cóż…
Dziękuję bardzo, Iwonko❤️
Dziękuję za komentarz Joasiu, jak zawsze ładny, mądry i ciepły. Tak – jesteśmy naturalnie wyjątkowi. Tylko to nie zawsze jest łatwe do dostrzeżenia i ego się tym nie potrafi zadowolić.❤️