ZNAKI I JA

9

Fakt, że ktoś rozpatruje świat w kategoriach znaków płynących  od Wyższej Inteligencji – wyższej czyli więcej i lepiej wiedzącej niż my sami – świadczy z jednej strony o szczególnej duchowości danej osoby i gotowości do poddania się temu prowadzeniu, z drugiej jednak – o braku poczucia bezpieczeństwa i pewności, które może być wynikiem szeregu spraw.
Czasem to brak zaufania do siebie czy innych, albo brak poczucia własnej wartości nie pozwala poddać się własnej intuicji. Jednak ten sam mechanizm może też prowadzić do nadmiernego zaufania okolicznościom, do przeniesienia na nie sprawstwa. To się nazywa fatalizm.  A może to być brak gotowości do przejęcia pełnej odpowiedzialności za siebie, albo… brak logicznego myślenia i zdolności do korzystania z konkretnych informacji, których dostarcza nam rzeczywistość.

Nie wychodzi nie dlatego, że KTOŚ tego dla nas nie chce, ale dlatego, że źle oceniamy rzeczywistość albo nie jesteśmy w pełnej zgodzie z własnym wnętrzem.

Czasami łatwiej poddać się losowi niż własnym marzeniom albo odpowiedzialnością obarczyć Pana Boga zamiast siebie.
Widać Bóg tak chciał
– mówi młoda kobieta, której nie udaje się otworzyć kawiarni, choć ja ewidentnie widzę, że to okoliczności ją zniechęciły, że nie włożyła odpowiednio dużo wysiłku. Na świecie są nie tylko znaki, ale również fakty, okoliczności i… zadania do wykonania.
Mężczyzna po przejściach  mówi: Dlaczego mi nie wychodzi, skoro wkładam w to tyle wysiłku. Przecież czuję, że to jest to, czym powinienem się zająć. Przyglądamy się wspólnie temu wysiłkowi i okazuje się, że inwestowany jest nie tam, gdzie trzeba. Ów człowiek działa z zapałem, entuzjazmem i przekonaniem, że idzie za głosem intuicji, jednak nie wkłada swojej pracy tam, gdzie jest potrzebna – nie rozumie zasad skutecznego działania. Zaniedbuje siebie.

Znam też innego mężczyznę, który swoją intuicyjną wizję, chce osiągnąć na skróty, bez poświęcenia jej odpowiedniej dawki koncentracji. Widać, że jest do tego stworzony, jednak sam chyba nie wierzy, że tak jest,  i zamiast zaufać sobie i ze spokojem zainwestować czas i wysiłek w swoje marzenie, miota się i trwoni je na różne zajęcia.

Nawet jeśli faktycznie właściwie odczytujemy głos intuicji podpowiadający nam, w którą stronę powinniśmy iść, realizacja tej wizji z różnego powodu może nam nie wychodzić. Należy się temu ze spokojem przyjrzeć i podjąć korygujące działania.

Nie jest też tak, że jeśli coś jest naszym przeznaczeniem, czyli mamy wszelkie predyspozycje do tego, by to robić, natychmiast osiągamy zamierzony efekt, wszystko układa się znakomicie i nawet przez chwilę nie mamy wątpliwości. A jeśli coś  nie wychodzi tak, jak byśmy sobie tego życzyli, to znaczy, że dostajemy  znaki.

Czasami zbyt instrumentalnie traktujemy Boga. On nie jest trenerem osobistym każdego z nas.

Co innego znak, a co innego wiara, że wszystko jest po coś i z każdej sytuacji możemy wyciągnąć wnioski usprawniające nasze działanie czy wzbogacające życie, że każda sytuacja może być źródłem naszego rozwoju i pozytywnych zmian innych. To w tym sensie nie ma przypadków.
Jeżeli w moim życiu dzieje się coś przykrego, zastanawiam się po co to jest i próbuję uruchomić najlepszą swoją część po to, by temu sprostać. Uruchamiam 100% swoich możliwości. Ale naprawdę 100, nawet nie 80 czy 90%! Wykorzystuję wszystkie opcje, jakie przychodzą do głowy i mnie i innym.  Jeśli jednak mimo wszystko mi się nie udaje osiągnąć tego, co jest zgodne z moim marzeniem,  bez żalu opuszczam daną sytuację, a nawet osobę. Odchodzę z nauką, z doświadczeniem i bogatsza o przeżycia, także wtedy, gdy nie są dobre.

Słuchanie intuicji, to słuchanie siebie –  na najwyższym poziomie integracji.

To,  jaka jest  intuicja, zależy od tego, jacy my jesteśmy – czym karmimy naszą podświadomość i jakich wyborów dokonujemy. Słuchanie jej nie zwalnia nas też nigdy ze świadomego korzystania z intelektu, z wiedzy, którą trzeba zdobywać.

Moje życie jest moją odpowiedzialnością. To ja musze zadbać o swoją wewnętrzną siłę tak, bym miała odwagę iść za marzeniem i odważnie słuchała intuicji. To ja zwracam uwagę na jedne rzeczy, a inne pomijam. Ja wykorzystuję szansę lub nie. Bogu mogę powierzać to co robię i wierzyć, że ponieważ robię to w spójności ze sobą, On jest po mojej stronie

Bóg jest dla mnie źródłem mocy i ostateczną instancją.

Dlatego ja sama rozmawiając z Nim, ofiarowuję Mu swoje działania i proszę o łaskę właściwego podejścia do wszystkiego, co przyniesie dzień.   Jeśli czuję radość, dobrą energię i harmonię, wiem, że jestem na właściwym kursie – ze sobą. Jeśli tego nie ma – szukam przyczyn. I albo je likwiduję, albo zmieniam kurs.

PODZIEL SIĘ

9 KOMENTARZE

  1. Muszę przyznać, że miło zaskoczył mnie ten tekst. Nie sądziłam, że dwie osoby, spośród których jedna wierzy w istnienie Boga, a druga nie, mogą mieć podobne poglądy dotyczące jego roli w życiu człowieka.

    • A może ta druga osoba nie wie że wierzy ? Może jej się tylko wydaje ,że nie wierzy .
      Z drugiej strony ,Ci którzy nie wierzą mają trochę trudniej….

      • Fakt, trzeba wtedy tej siły szukać gdzieś indziej, ale zawsze można znaleźć jej źródło… i nie ważne jak je nazwiemy. :)

  2. Piękny i mądry a przy tym jasny i klarowny wykład .Niewątpiwie mógłby stanowić wstęp rozdziału pięknej księgi o sensownym życiu.
    Chętnie widziałabym w niej rozwinięcie na linii świadomego dorażnego uzdrawiania podświadomości z zaisniałych zaniedbań,czy poszukiwań przyczn braku harmonii i ich likwidacji w inny sposób.
    Jestem na etapie ,jak to się mówi wieku średniego dopinając określenia jakby z dziedziny gospodarki,a ja na przekór chciałabym się zresetować.Uważam ,że takich kobiet jest więcej,a jeszcze więcej bogatych odkryć doświadczeń i przemyśleń,kóre ujęte w ów niepowtarzalny sposób Pani Iwony mogą to umożliwić.Pozdrawiam ciepło

  3. Odnośnie ofiarowania swojego działania Bogu jak również proszenia go o łaskę właściwego podejścia często korzystam z poniższej afirmacji:
    „Boże Ty jesteś przy mnie i codziennie otwierasz przede mną nowe możliwości, abym osiągnął …(tutaj wstawiam intencję ogólną lub szczegółową)”
    Jednak na siebie w tym przypadku biorę odpowiedzialność zauważenia czy szukania tych możliwości i decyzji, z której skorzystam.

    Jako dziękczynienie można użyć afirmacji (najlepiej wieczorem, na dworze patrząc na otaczającą rzeczywistość)
    „To miejsce jest błogosławione, Ten dzień jest błogosławiony i Ja/My jesteśmy błogosławieni”

  4. Chciałabym Wszystkim bardzo serdecznie podziękować za wypowiedziane komentarze, a przede wszystkim Pani Iwonie za rozwinięcie tematu.

    Na podstawie Waszych subiektywnych wypowiedzi na temat mojego listu starałam się znaleźć odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. Jako „do bólu realistce” trudno mi było pojąć coś takiego jak ZNAKI. Dzięki Waszym komentarzom, wiem już, iż raczej nie powinnam martwić się o swój stan umysłu bo ZNAKI ISTNIEJĄ. Czy pomimo wszelkich moich przeciwności – właściwie je odczytuję? Jak dla mnie są jednoznaczne, że nie da się ich inaczej zinterpretować jak tylko, że POWINNAM ZAUFAĆ bo- „nie bój się zmian na lepsze”- to dosłowny cytat jednego z moich znaków. Czyli wskazówka „jak krowie na rowie” ;-)!

    Czyli podsumowując… ZNAKI istnieją, ich interpretacja raczej jest właściwa. Trzecia rzecz moje DZIAŁANIE…

    Oczywiście prawie zawsze można coś zrobić więcej lub lepiej… .

    „Nie wychodzi nie dlatego, że KTOŚ tego dla nas nie chce, ale dlatego, że źle oceniamy rzeczywistość albo nie jesteśmy w pełnej zgodzie z własnym wnętrzem.”

    Komentując powyższą wypowiedź Pani Iwony, oczywiście może popełniam błąd, ponieważ mam zbyt małe doświadczenie w tym co staram się robić. Jednakże dobrze się czułam po ryzyku wejścia na ścieżkę, która się przede mną objawiła już ponad dwa lata temu- więc raczej nie ma w moim przypadku problemu zgodności z własnym wnętrzem.

    Mam nadzieję, że to „nie wychodzi”, też ma jakiś swój sens… Podobno „nie ma porażek, są tylko lekcje”. I w tych kategoriach rozpatrując moje „nie wychodzi”, to mimo wszystko ma sens, ponieważ poprzez swoje DZIAŁANIA zrobiłam ogromny skok w swojej świadomości ale również w rozwoju zawodowym.

    W tym wszystkim w takim razie chyba najtrudniej jest ZWIERZYĆ I ZAUFAĆ BOGU.

    Z jednej strony jestem w miejscu, w którym jestem bo podążyłam ścieżką, którą ufam – Bóg przede mną ustawił, i w tych kategoriach idę uparcie do przodu jak osiołek, bo WIERZĘ. Ostatnio od mojego Taty, który zna mnie jak nikt, ponieważ mamy podobne charaktery usłyszałam „komplement”, że podziwia mnie, że jestem cholernie silna psychiczne, bo on na moim miejscu już kilka razy by się załamał… ;-) W mojej sytuacji – to już nie wiem czy śmiać się czy płakać z takiego „komplementu”!.

    Dzięki Waszym Komentarzom, nie pozostaje mi chyba nic innego jak jeszcze raz oddać sprawy Bogu i prosić o właściwe rozeznanie, pomoc i łaskę ufności. Dzisiejsze niedzielne czytania pięknie mówią o tej UFNOŚCI (Iz 49,14-15), (Mt 6,33), (Mt 6,24-34).

    Z drugiej strony, będąc „w środku” tego mojego życia- tak trudno uwierzyć ….. Czasami tyle wątpliwości…. To wszystko takie trudne….

    Tak bardzo chciałabym już powiedzieć, że warto w życiu podejmować ryzyko, szukać w życiu znaków od Boga i z ufnością podążać wskazaną ścieżką.
    Podobno…

    „Na jakimś etapie Twojego rozwoju czeka na Ciebie skok wiary, opisany przez francuskiego poetę Guillaume’a Apollinaire’a:
    Chodźcie na krawędź.
    Nie, spadniemy.
    Chodźcie na krawędź.
    Nie, spadniemy.
    Podeszli do krawędzi.
    On ich pchnął, a oni poszybowali.”

  5. Ładnie to Pani ujęła i najważniejsze jest , że jest to Pani.
    Do Pani to należy i to się przede wszystkim liczy.
    Przecież chcemy być spójni, bo to daje wolność i spokój wewnętrzny.
    Te lekcje o których Pani pisze to prezenty.
    Tak jest dzisiaj, a co bedzie potem to się okaże. Zmiana jest najpewniejszą sprawą, która nas czeka :)))
    Ten „osiołek” brzmi smutno, może spojrzy Pani z ufnością wdzięcznością, może zmienić go na takie inne zwierzątko skoro tak ma być, takie które Panią intryguje, albo inspiruje .

  6. Pani Elżbieto,

    Dziękuję za miłe słowa :-).

    Dla tej wolności i spokoju wewnętrznego i zadowolenia ze swojego życia idę ostatnio już „po bandzie”, już właściwie niewiele mam do stracenia, więc poniekąd łatwiej „iść po bandzie”.

    Powiedziałabym, że te „prezenty” są naprawdę super ( pomimo całej z reguły uciążliwości, a nie jednokrotnie i wielu łez wylanych z powodu tych lekcji), gdyby już można było powiedzieć, że wszystko dobrze się zakończyło…

    Tak naprawdę to ciekawe te zdarzenia, które mnie spotykają. Mimo wszystko ten mój Osiołek jest nie tylko uparty ale też wesoły i da się lubić. Czasami dla osiągnięcia celu jest nawet tak „głupiutki” i zabawny jak ten ze Shreka :-)

    Idzie sobie tak tylko z tą pochyloną główką, która jest w stanie rozbić nawet mury ;-) ( w jego mniemaniu, oczywiście). Nie zraża się …. Idzie za głosem swojego serca, którego wciąż boi się słuchać ale ponieważ jest uparty to wciąż idzie do przodu po ścieżce, którą sam sobie wybrał. Chociaż ostatnio tak bardzo bał się, że postanowił, że może jednak tylko zawróci na chwilę i zboczy ze swojej wymarzonej drogi i wróci na utartą, znaną ścieżkę gdzie też mógłby zdobyć szczyty bo jest ambitny. Przeszedł cały skomplikowany proces rekrutacji, otrzymał to co chciał- super pozycja, super pieniądze, o których inni tylko mogą marzyć i ……łzy płynęły mu, ale nie ze szczęścia…., tylko z nieszczęścia, że będzie musiał zamknąć etap swojego życia, na którym mu dużo bardziej zależało, i wcale go nie cieszy perspektywa tak upragnionej stabilizacji… w tym wydaniu….

    Jednak dziwnym trafem, który nie powinien się właściwie wydarzyć, jednak zmieniono decyzję i podziękowano Osiołkowi. Osiołek poczuł się strasznie…, jak można było coś takiego zrobić! Jak na pewnych poziomach, odpowiedzialne osoby mogą być aż tak niestabilne w swoich decyzjach!!!

    Ale tak naprawdę Osiołek poczuł ogromną ulgę i szczęście! Mimo tego, że problemy pozostały. Los jednak zadecydował za niego! Dzięki czemu może wrócić na ścieżkę swojego marzenia. Boi się jak szlag!

    Ale za to w innych relacjach poszedł miał okazję pójść „po bandzie”. Być może nawet swoją pewnością siebie trochę przestraszył Kogoś. Ale Osiołek poczuł się sobą! Robił co chciał, gadał co chciał, zachowywał się tak jak lubi. Pod przykrywką żartobliwości i kobiecego czaru perswadował uparcie swoje cele. Być może nawet dzięki jego sile perswazji jego potencjalny „Biznesowy Partner” uwierzy, że jest Shrekiem, że Osiołek wierzy w niego, że dla nich razem „sky is the limit” .
    Czy tak się stanie… Osiołek nie wie…, wciąż się boi, ale przynajmniej ma poczucie, że zrobił wszystko co w jego mocy! I w niedzielny wieczór mocno wierzy, że gdy „Bóg drzwi zamyka, to otwiera okno”.

    Ale tak jest zawsze weekend kiedy to Osiołek ładuje sam z siebie swoje bateryjki i wierzy w swoje ZNAKI, a potem przychodzi „poniedziałkowa szarość” i znów wydaje mu się, że „żyje w chmurach”, w swoich imaginacjach, że to wszystko sobie tylko wymyślił…, że zawraca sobie i innym głowę jakimiś ZNAKAMI!

    Czas pewnie odpowie Osiołkowi czy życie to brutalna rzeczywistość czy jednak coś więcej… :-)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here