Zachwyt 6: Pierwszy łyk kawy

1

Uwielbiam czarną kawę – najlepiej  z ekspresu – takiego, co to najpierw kawę mieli a potem ją parzy rozsiewając po mieszkaniu piękny zapach. Słodzę ją nieco, ot – kilkadziesiąt ziarenek i …mam to, co lubię. No może lepiej powiedzieć „miałam.” Przez kilkanaście lat piłam rano zawsze taką właśnie kawę. W Toronto moje córki przekonały mnie do ekspresu na przygotowane już wkłady. Broniłam się trochę, jednak uległam. Mam ekspres Nespresso i kilkanaście kaw do wyboru. Piję jedną dziennie, czasem dwie, i przez ostatni rok próbowałam różne mieszanki. Lubię kawę tak bardzo, że to dla mnie zawsze przyjemność. Uwielbiam szczególnie pierwszy łyk. To po prostu rozkosz dostarczana przez kubki smakowe, wzmocniona zapachem wydobywającym się z kubka. Kawa ma taką piankę, fachowo nazywa się to chyba crema, która powoduje też ciekawą konsystencję tego napoju. Poezja.
Bywa, że kiedy rano dobrze mi w łóżku i tak za bardzo nie chce mi się wstawać, myślę sobie o kawie, pamiętniku i lekturze i natychmiast wstaję. Poranna kawa była zatem codzienną wielką przyjemnością… Dzisiaj jednak wpadłam w zachwyt! Nowa nieznana mi dotąd kawa o śpiewnej nazwie melozio! Jak to się stało, że przy tylu kolejnych zakupach dopiero teraz do niej dotarłam? Pyszna – ma tyle goryczy ile trzeba i tyle mocy ile lubię i… chyba dosypałam dokładnie tyle ziarenek ksylitolu ile było potrzeba.

To niesamowite jak niewiele potrzebujemy do radości z życia. Jak intensywne potrafią być najprostsze doznania – choćby pierwszy łyk dobrej kawy.

 

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here