Wszystkie rodziny

13

Koła rodzinnego nie tworzy się cyrklem.

Stanisław Jerzy Lec

Krewnych daje nam los. Przyjaciół wybieramy sami.

Mark Twain

 

To my families; born and chosen.

Moim rodzinom; z urodzenia i z wyboru

 

Zaintrygowała mnie ta dedykacja autorki w ostatnio przeczytanej przeze mnie książce.  Zawartość zresztą również była intrygująca, a dedykacja znakomicie wyraża jedno z przesłań książki: Odnajdujemy swoje rodziny niekoniecznie wśród ludzi, którzy są faktycznie naszymi krewnymi. Nie zawsze też właśnie wśród najbliższych znajdujemy prawdziwe zrozumienie, wsparcie a nawet zwykłą akceptację.

 

To jest nawet zrozumiałe, że najbliższym jest czasem najtrudniej zrozumieć nasze potrzeby czy decyzje. Kochają nas  i często wyobrażają sobie dla nas życie, które nam się wcale nie podoba. Boją się o nas, martwią, że wybieramy trudniejszą czy niepewną drogę, a swoje troski przekazują tak, że właśnie czujemy się nierozumiani. Albo przyzwyczajeni do jakichś zachowań z naszej strony, nie mogą zaakceptować zmiany związanej z wychodzeniem spod kurateli.

 

Rodziny często dzielą podobny system wartości. Jeśli ktoś się wyłamuje z tego systemu, inni nie potrafią czasem tego zaakceptować. Skrzypek na dachu, Moje wielkie greckie wesele – to pierwsze z brzegu filmy pokazujące taką sytuację.

 

Obcym jest łatwiej, szczególnie przyjaciołom spotykanym w momentach, kiedy już dokonały się w nas przemiany. Lubią nas, czasem kochają, ale nie mają tej więzi z przeszłością, tej odpowiedzialności za przyszłość.

 

Bywa też i tak, że rodzina akceptuje wszystko, co się robi ale jedynie dlatego, że jest rodziną, albo że nie ma wyjścia – bez aprobaty, bez zgody intelektualnej czy emocjonalnej. Bo co mamy robić?

 

Rodziny się nie wybiera. Dobrze, że jest, nawet jeśli nie rozumie… Kocha… jak umie i chce naszego dobra… tak, jak je rozumie.

 

Kochajmy rodzinę, bądźmy z nią blisko na ile potrafimy,
ale może warto zdawać sobie sprawę z tego,
że to nie jest jedyna rodzina,
jaką możemy mieć.
Zawsze można uzupełnić to,
czego nam brakuje, obecnością rodziny z wyboru.  

 

Ja sama dawno zrozumiałam ten fakt. Nie rozumiała mnie ani bardzo kochająca Babcia, ani zajęta zaspokajaniem moich codziennych potrzeb Mama, a brat w ogóle jawił mi się zawsze jakby z nieco innej planety (ja jemu pewno także). Z kuzynami także nie miałam wiele wspólnego. Kiedy dorosłam i mogłam już decydować o sobie, zrezygnowałam z niektórych rodzinnych spotkań, a na innych starałam się jakoś zsynchronizować z ogólnym nastrojem. Czasem nawet się udawało. Oczywiście zyskałam sobie miano nierodzinnej. I myślę, że w jakimś sensie zasłużenie.

 

Miałam i mam natomiast wielu przyjaciół, którzy w różnych okresach mojego życia pełnili i pełnią rolę rodziny. Rekompensowali mi brak zrozumienia, a teraz kompensują mi nawet brak rodziny w sensie przeżywania pewnych doświadczeń. Kiedy rodzą się dzieci moich przyjaciół, czuję jakby to działo się w mojej rodzinie, kiedy są to już dzieci dzieci moich przyjaciół wręcz proszę by traktować mnie jak honorową babcię. Moje córki mieszkają w Kanadzie i nie maja dzieci, stąd te maluchy w przyszywanych rodzinach są dla mnie bardzo ważnym elementem rzeczywistości.

 

W Polsce przyznajemy rodzinie miejsce niemal kultowe. Czuje się to szczególnie w okolicach Świąt, ale nie tylko, wciąż się słyszy: rodzina, rodzinnie, z rodziną… Bardzo bym chciała, by słowo to uwzględniało nie tylko te, z którymi łączą nas więzy krwi ale także te, w których miłość , zrozumienie i akceptacja są sprawą wyboru.

 

 

ZADANIE:

  • Czy mają Państwo osoby, które kwalifikują się do tej nazwy rodzina z wyboru? Warto sobie zdawać z tego sprawę. Może podziękować, że są?
  • Warto też pamiętać o tym, że można być dla kogoś taką rodziną.

 

 

 

PODZIEL SIĘ

13 KOMENTARZE

  1. Rodzina z wyboru to nie to samo co rodzina zwykła. Przeszywane ciocie, babcie dziwe określenie. :)
    Zazwyczaj są to osoby, które same nie doświadczyły bliskości swojej rodziny z nadania losu.

  2. Nie wiem czy dobrze Panią rozumiem, ale pozwole sobie na komentarz: To może być nawet więcej niż własna rodzina. Mówi Pani z własnej perspektywy. I słusznie. Jednak są też inne perspektywy. :)
    Mnie te określenia nie dziwią i bardzo lubię być przyszywaną ciocią i wcale nie uważam, bym była gorsza niż nie jedna prawdziwa. I proszę mi wierzyć, moje najlepsze ciocie to także nie były moje ciocie „prawdziwe”. Wspaniała chrzestna matka mojej młodszej córki to moja przyjaciółka, starszej – ciocia, która nigdy się nią nie interesowała.
    Rodzina z wyboru może być nieraz znacznie lepsza i prawdziwsza niż ta rzekomo prawdziwa.

    Znam też wiele zastępczych rodzin, które są lepsze niż „prawdziwe” i mnóstwo szczęśliwych adoptowanych dzieci.

    Mam wrażenie, ze chyba coś innego chciał pani przekazać. Pozdrawiam serdecznie

  3. Witam, a ja chciałam tylko zapytać. od pewnego czasu wpisy na blogu pojawiają sie na pół strony- ale w układzie pionowym, jak szpalta w gazecie. Dodatkowo często włącza sie u mnie na środku taki pusty prostokąt, którego nie idzie usunąć. Czy to jest kwestia mojego komputera, czy inni też taki problem mają???

        • W przeglądarce Internet Explorer strona wyświetla się inaczej, jest węższa.
          Osobom, które mają problemy z wyświetlaniem strony proponuję inną przeglądarkę. Poprzez Firefox powinno wyświetlać się normalnie. Pozdrawiam :-)

  4. hej zimt, ja nie mam tego typu problemow z wpisami, pozdrawiam:)…..ciekawy ten dzisiajszy temat…ehhh

  5. Szanuję rodzinę i uznaję jej wartość choć nie podpisałbym sie pod zdaniem „Wiadomo,że rodzina jest najważniejsza” bo dla mnie nie jest, po prostu mam inną hierarchię wartości a przynajmniej ja również rozumiem rodzinę szerzej .Był kiedyś taki serial komediowy „Przyjaciele” gdzie grupa przyjaciół mieszkała razem w takim układzie też bym się dobrze odnalazł.Co do rodziny biologicznej to mój tata i ja jesteśmy z kompletnie różnych planet co łatwe nie jest no cóż pewne rzeczy trzeba przyjąć takimi jakie są.
    Zgadzam się z opinią że „Rodzina z wyboru może być nieraz znacznie lepsza i prawdziwsza niż ta rzekomo prawdziwa.”.Pozdrawiam M.

  6. Zimt, mam tak samo: wpisy na blogu pojawiają sie na pół strony w układzie pionowym. Oraz często włącza sie na środku taki pusty prostokąt, którego nie idzie usunąć. Dziwne.

  7. Witam, jeśli chodzi o moje refleksje dotyczące tematu to: takie doświadczenia ,,rodziny z wyboru,, miałam w przeszłości i niestety mam nieprzyjemne wspomnienia…(dotyczy efektu końcowego) jednocześnie był to moment gdy ze swoją prawdziwą rodziną było mi nie po drodze. A potem, po różnych życiowych doświadczeniach nauczyłam się cenić i szanować i dziękować za moją prawdziwą rodzinę- przynajmniej tą najbliższą. Dziękuję za moich rodziców, którzy kochają mnie na swój własny sposób. Za rodzeństwo, również te przyszywane (pozdrawiam Siostrę A :) ) Dziękuję za dzieci mojego rodzeństwa (szczególnie moje wspaniałe Siostrzenice). Dziękuję za mojego męża i synka. A nawet za teściową dziękuję :)

  8. Ja mam podobne doswiadczenia jak Gosia. Wiadomo ze jest tak ze dziecko wychowuje cala wioska.Sama jestem ciocia dla syna mojej znajomej…SUPER! Ale tutaj tez duzo zalezy od samych rodzicow . Jestem w bliskich kontaktach z moja przyjaciola ktora poznalam jak mialam 7 lat ….To wspanialy dar i wspaniale chwile …. Ale jednak od czasu kiedy zmarla moja mama to wyrazniej jakos zobaczylam jak wazne sa te prawdziwe wiezi szczegolnie dziecka z matka. Kocham moich znajomych, przyjaciol mam z nimi lepsze stosunki niz moimi ciociami czy kuzynami …. Ale pogodzilam sie z tym ze mam cudownej rodzinki , jednak nic nie jest w stanie tego zastapic tak naprawde. I wlasnie kiedy jestem wsrod przyjaciol i jest milo i cieplo to gdzies w sercu cos sie odzywa…jakas tesknota.Jestem zdania ze to wlasnie jest wielka sztuka stworzyc taka prawdziwa rodzine w ktorej ludzie sie kochaja, szanuja , spedzaja razem czas.Znam takie i nie moge wyjsc z zachwytu. Tak wiec mysle ze mozna stworzyc cieple i piekne wiezi z przyjaciolmi ale to jest inna milosc.W przypadku adoptowanych dzieci pewnie jest inaczej.Ogladalam niedawno piekny film Benjamin Button.Kiedy umarl jego ojciec na pogrzebie matka ktora go wychowala powiedziala ” Teraz Twoj tato jest juz z Twoja mama ” A on na to ” To Ty jestes moja mama ” Piekne……..

  9. Jak to mówi przysłowie: „Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”. Ta przysłowiowa moja największa ‚bieda’ w życiu, to moja choroba. I w tym momencie, mogę powiedzieć, że rzeczywiście od rodziny otrzymałam najwięcej. Jednak to rodzina ‚własna’, pomagała mnie najbardziej, wspierała mnie, nie pozostawiła i otoczyła najlepiej jak potrafiła. I pomimo wszystko, że jednak nie zawsze czuję się przez nich rozumiana (tu jest też kwestia rozumienia na poziomie osoba ‚z rakiem’ – osoba ‚bez raka’). I do tego moje przeżycia osoby chorej na raka są inne niż przeżycia (lęk, obawa) Mamy, której córka jest chora na białaczkę. I pomimo wszystko, że staram się pokazywać Mamie, żeby o mnie się nie martwiła, że ja nie jestem nieszczęśliwa, to Mama nie potrafi tej obawy pozbyć. I pomimo tego, że pewnie i mój brat jest jakoś z innej planety niż ja, to jednak na Brata (oprócz Mamy) mogłam liczyć najbardziej. To Brat mnie co dzień odwiedzał w szpitalu (a leżałam w szpitalu kilka razy, w tym czasami po 6-7 tygodnie). W czasie złego stanu i samopoczucia, to chciałam tylko odwiedzin brata, ponieważ z nim mogłam posiedzieć i pomilczeć niekrępująco. A ważna była obecność (sama obecność) bliskiej osoby, takiej, która tylko i aż będzie. I to brat jest moim dawcą szpiku. I mam pewność, że jeśli nadal będę coś potrzebowała, to nie zawiodę się na nim.
    Szczegółowo nie będę opisywać, jak bardzo mnie pomagała rodzina. I jak to ona sprawdziła się i jak zdała egzamin. Nie zawsze się rozumiemy, mamy czasami różne ‚filozofie’ życiowe, jednak to na nich mogę liczyć najbardziej.
    W tym wpisie, nie mogę również pominąć roli przyjaciół. Przyjaciele, którzy byli mnie najbliżsi przed chorobą sprawdzili się. Też wspierali mnie jak potrafili.
    I nawet najprawdopodobniej znają mnie lepiej niż rodzina. Bo i więcej im powiem niż rodzinie (niż np. Mamie, jednak rodzinie, pomimo wszystko wszystkiego nie mówię, aby też nie martwić).
    I od jednej koleżanki otrzymałam taki luksus, jakim jest zrozumienie (w tym również na poziomie osoba ‚z rakiem’ – osoba ‚bez raka’).
    Te wszystkie osoby, które są przy mnie cały czas bardzo cenię. Ogromnie wiele dla mnie znaczą. Wszyscy, pomagali i wspierali jak mogli, przyjaciele nie zawiedli, to jednak rodzina była najistotniejsza. Pomoc na co dzień, zwyczajna obecność na co dzień (często niełatwa) jest dla mnie prawdziwym bohaterstwem.

    Przepraszam, że tak dużo piszę o swojej chorobie, ale choroba to element moje życia, i jest to (chyba) najważniejsze wydarzenie w moim życiu, z którego dużo wyniosłam, które dużo mnie nauczyło, i w którym dużo się nauczyłam. Również pokazało mnie, że ludzie bliscy (czy to rodzina własna, czy przyjaciele) sprawdzili się. Jest to egzamin dla mnie i dla ludzi mnie bliskich.
    I jest to moje doświadczenie, którym się dzielę.

    Pozdrawiam serdecznie
    Justyna

  10. Chciałam jeszcze dodać, że nie chcę wartościowa, która rodzina lepsza, czy rodzina ‚własna’, czy rodzina ‚przyszywana’ ogólnie. Ja tylko opisuję swoje doświadczenie w tym temacie.
    :)
    Justyna

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here