Wracam do życia… lepsza

0

Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe…
Fragment z Asnyka. Jeden z tych, które chyba najczęściej cytuję – przy różnych okazjach. To taka prosta – choć bolesna, to jednak pełna optymizmu – prawda. Co będzie po 18 kwietnia? – zapytał dziennikarz swojego rozmówcę. Tak wiele było tych rozmów, że nie pamiętam niestety obu Panów. Pamiętam odpowiedź:
No cóż… będzie 19, 20, 21 i kolejne dni.
Dziś jest właśnie jeden z tych dni. Wstajemy, pijemy kawę, gimnastykujemy się, ścielimy łóżko, jemy śniadanie, idziemy tam, gdzie czeka na nas codzienna porcja pracy. Może jeszcze troszkę wolniej, może nieco smutniej… ale przecież żyjemy. Żyjemy ubogaceni i może nieco szlachetniejsi.
Wiem, że poczyniliście Sobie Kochani różne obietnice. Ja również. Obiecałam, że nie będę krytykować złośliwie innych ludzi. Nie pozwolę sobie na żadną zjadliwą uwagę. Częściej też niż dotąd będę starała się rozumieć ludzkie słabości. Mam ten rodzaj inteligencji, który czasem dowcipnie – ale też złośliwie – podpowiada mi krótkie pointy czy oceny zachowań innych. Nie robię tego z premedytacją, nie czuję też złości do ludzi, o których się wypowiadam… Ot, chyba wciąż się popisuję. Bardzo często ludzie nie mający poczucia własnej wartości właśnie w taki sposób zaznaczają swoją obecność w jakiejś grupie. Słuchacze się śmieją, może też podziwiają mój dowcip i przez chwilę jestem w centrum zainteresowania. Nie wiem co myślą naprawdę, może wcale im się to nie podoba, może dziwi ich i nawet rani mój ostry język… Ale się śmieją. A ja mam podwójny zysk – zaistniałam i wyjęłam z siebie emocje.
Tyle, że postrzegam siebie jako osobę, która odbudowała swoje poczucie własnej wartości i do tego potrafi proaktywnie zachowywać się w tylu różnych sytuacjach. Dlaczego zatem tak trudno rezygnować ze słów?
Dlaczego odzywa się we mnie raczej Stańczyk niż Ksiądz Twardowski?
Dlaczego chętniej umyka mi z języka bezlitosna ocena czy gorzka prawda niż pełna zrozumienia czy miłości uwaga? Może dlatego, że choć kocham ludzi i naprawdę pracuję nad sobą, by zmieniać się ciągle i zmieniać świat wokół siebie, uwierzyłam – jak znaczna część znanych mi ludzi – w większą rolę myślenia, inteligencji, nauki, elokwencji niż serca, pokory, autentycznej miłości i prawdziwej tolerancji. Może zapominam, by pomyśleć o intencjach, tylko zbyt szybko, a przez to – powierzchownie, oceniam skutki… Usprawiedliwiam się sama przed sobą, że ulegam temu, co powszechnie obecne jest w świecie, w którym się poruszam – w świecie nauki i biznesu. Otóż, będę się teraz pilnie strzec, by temu nie ulec.
Będę bardziej wyrozumiała dla wszystkich ludzi i jeszcze staranniej dobierać będę słowa, które mnie opuszczają by dźwięczeć – może niepotrzebnie – w uszach innych. Nie chcę też, by wracały do mnie w postaci wyrzutów sumienia. Niestety, nieraz wracają.
To moje zobowiązanie. Moja bolesna lekcja po naszej wspólnej tragedii. Wracam do życia jak po rekolekcjach, jak po Wielkim Piątku, wracam lepsza.
Wspierajcie mnie w tym Kochani. Wielu z Czytających te słowa zna mnie osobiście, rozmawia ze mną i słucha. Nie pozwólcie mi na to, bym wróciła do łatwych praktyk… Wybieram drogę trudniejszą.

P.S.
Dziś po raz pierwszy usunęłam wpis. Choć był krótki, niósł zbyt dużą porcję właśnie tego, czego ja nie chcę u siebie, zatem także na tych stronach. Ktoś, jak ja czasami, w porywie wiedzy i „słusznej sprawy” zapomniał o sercu. Proszę wybaczyć.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here