Włączamy zasilanie

6

Za oknem piękna pogoda. Taką zimę lubię. Prawda to czy złudzenie, ale człowiek czuje się jakby miał więcej sił. Nawet, kiedy nie ma po temu logicznych powodów.

Siedzę w gabinecie, przede mną okno monitora, tlenu nie mam więcej niż w dni pochmurne… a jednak czuję się jakby lepiej. To dobrze, potrzebuję energii.
Moja zima jest pełna zajęć. Nie pamiętam bym miała w swoim życiu dni bardziej pracowite niż teraz. Nawet wtedy, kiedy studiując, zajmowałam się małą córeczką i domem, albo kiedy już z dwójką dzieci pracowałam i pogłębiałam wiedzę, którą dziś się dzielę, nie czułam się tak zapracowana.

Niemal wszystko, co robię, sprawia mi ogromną przyjemność, mam poczucie sensu moich działań i spotykam się z ich pozytywnym odbiorem. Tyle, że  fascynacja pracą i przyjemność, jaką odczuwa się z racji jej wykonywania, znieczula na przeciążenie stresem a nawet na zwykłe zmęczenie. Dodatkowo w moim życiu nastąpiła zmiana:  przez ostatnie lata  pracowałam sama, teraz zaczęłam współdziałać z grupą kilkudziesięciu osób rozsianych po Polsce, którzy poniekąd zarządzają moimi działaniami. Proszą mnie o ocenę, o odpowiedź, o napisanie artykułu, programu, o spotkanie. Kiedyś zarządzałam sobą w czasie sama i przyjmowałam tyle zadań, ile chciałam, tak, by w żaden sposób nie zaburzało to mojej harmonii. Dziś harmonia została zaburzona.

Takie okresy zdarzają się w życiu każdego człowieka i nazywają się kryzysem.
Nie ma w tym nic nadzwyczajnego ani nagannego.  Bardzo często, jak choćby w moim przypadku, łączy się to z dobrymi zjawiskami.  Może to być rozwój człowieka, studiowanie, rozkwit firmy albo… uczucia, mogą być narodziny dziecka albo nowa praca. Wszystkie te – dobre przecież – zjawiska łączą się jednak ze zwiększoną presją czasową, z wysiłkiem czy nadzwyczajnymi staraniami, żeby sprostać pokładanym w nas nadziejom. Organizm jest w permanentnym stanie alertu, co przekłada się na zmiany fizjologiczne zwiększające poziom stresu.

Stres w dawkach akceptowalnych przez daną osobę jest zjawiskiem normalnym, wręcz potrzebnym do życia.

Rzecz w tym, że ludzie mają różną odporność na stres. Czasem wyczerpanie się tej odporności zaskakuje w najmniej spodziewanym momencie.

Odporność na stres zależy częściowo od czynników wrodzonych, takich jak wiek, siła układu nerwowego i poziom jego reaktywności, wrażliwości psychicznej spowodowanej tak cechami charakteru jak sposobem wychowania i doświadczeniem życiowym, aktualnego stanu zdrowia i ogólnej odporności fizjologicznej oraz od zdolności do odpoczynku, relaksowania ciała.

Warto siebie poznać – dowiedzieć się, jaki mamy rodzaj układu nerwowego oraz poziom natężenia cech sprzyjających odporności na stres. Na część tych czynników nie mamy wpływu, ale możemy poznać sposoby postępowania, które będą dostosowane do wymagań naszego organizmu. Możemy również nauczyć się budowania cech charakteru ułatwiających optymalne dostosowanie organizmu do działania, a także metod i sposobów relaksowania ciała oraz ćwiczeń, które zwiększają poziom funkcjonowania organizmu w zakresie niezbędnym do skutecznego działania.

Efektem przedłużającego się stresu może być zmęczenie, wypalenie zawodowe, bezsenność (lub wprost przeciwnie), brak poczucia sensu tego, co się robi, ogólne zniechęcenie, nawet depresja, a także wszelkie choroby somatyczne – od przeziębień, po choroby przewodu pokarmowego, na chorobach układu krążenia i kręgosłupa skończywszy.

Patrzę na siebie w tych dniach kryzysu. Nad charakterem pracuję od lat i on przynajmniej ułatwia mi utrzymywanie poziomu lęku, zagrożenia czy zniecierpliwienia na poziomie, który nie zwiększa stresu. Gorzej z napięciem czasowym i odpowiedzialnością za przyjęte zobowiązania. Tutaj moja spójność wewnętrzna raczej przeszkadza niż pomaga. Jestem punktualna i słowna, zatem dotrzymywanie terminów i obietnic jest dla mnie nie lada wyzwaniem i bywa, że czuję charakterystyczne dla stresu napięcie. Przeciążenie stresowe dotąd się mnie nie imało. Teraz niestety efekty tego napięcia wpływają na moją koncentrację – bywam roztargniona, zapominam o niektórych rzeczach. To do mnie niepodobne. Miewam też fizyczne dolegliwości.
Niby potrafię się relaksować, wiem jak odprężać ciało i umysł, a jednak… najwyraźniej dopadł mnie stres. Na dłuższą metę nie dałoby się tak żyć, jednak – jak pisałam – przez jakiś czas można. Trzeba tylko zaopatrzyć się w dodatkowy zestaw pomocy – włączyć zasilanie –  jak mówi specjalista od antystresu Paweł Gutral.

Myślę, że każdego z nas może dopaść kryzys, a niektórzy żyją w stresie prze długie miesiące a nawet lata.  Dlatego zapraszam na szkolenie do Gdańska, gdzie ja poradzę jak zbudować charakter, który pozwala się długo chronić przed stresem, a Paweł nauczy ćwiczeń oddechowych i relaksacyjnych,  a także koncentrujących uwagę. Przyznaję, że na te ostatnie sama czekam.

P.S.
Uczestnicy będą również mogli zbadać poziom natężenia cech niezbędnych do przeciwstawienia się stresogennym czynnikom oraz oszacować siłę systemu nerwowego. Zapraszam.

PODZIEL SIĘ

6 KOMENTARZE

  1. Pani Iwonko, jestem niezmiernie z Pani dumna, kiedy otwarcie Pani pisze o takich zmianach w Pani życiu. Tyle zmian a – rzeczywiście – Pani dobry charakter wymaga stawiania sobie wysoko poprzeczki.

    Przez ostatnie półroku widzę to również u siebie. Zaczęłam nową pracę, gdzie wiekszość moich zadań to była „praca u podstaw”. Zdałam sobie sprawę, jak cenna jest wiarygodność i zaufanie. To również pomaga w sytacjach stresowych. Pracując nad zaufaniem, pracujemy nad wpłacaniem na czyjeś „konto emocjonalne”. Dlatego kiedy mamy kryzys, ludzie mogą być bardzie wyrozumiali. Każdy z nas jest człowiekiem i nikt nie jest idealny.

    A jeśli chodzi o zaufanie, to wydaję mi się, że mógłby to być ciekawy artykuł na blog. Moja praca ostatnio to właśnie ciągła praca nad budowaniem zaufania. Udało mi się to już w zespole i cześciowo w innych miejscach firmy. Teraz pozostało mi 17 szefów salonów. Ahoj przygodo!:)

    • To kawał ciężkiej pracy Pani Zuziu. 17 szefów salonów, każdy inny i dla każdego tak naprawdę zaufanie może coś innego znaczyć. Jest bardzo prawdopodobne, że dla Pani też coś innego znaczy zaufanie.
      Bardzo ciekawa jestem efektów tego przedsięwzięcia. Duże wyzwanie.
      Życzę powodzenia. Pozdrawiam serdecznie.

  2. Pani wpisy bardzo podnoszą na duchu, dobrze jest mieć takie miejce w sieci jak to, kilka ciepłych słów i człowiek od razu czuję się lepiej, dziękuję za to ;)

  3. Iwonko,
    uczysz nas jak ważne jest wsparcie ludzi, którzy nas otaczają, jak ważne jest mówić ludziom komplementy. Jestem z Tobą każdego dnia, widzę, jak dużo pracujesz, jak z uśmiechem na twarzy i wiarą inicjujesz kolejne dobre wydarzenia. Obserwuję, jak swoją energią porywasz ludzi do działania, do czynienia dobra, do samorozwoju. Jesteś dla mnie „WIELKA”, pełna nadziei i wiary w ludzi, jesteś wulkanem pomysłów. To co mnie w Tobie porwało, to właśnie wiara we mnie i miłość którą mnie obdarzasz i każdego człowieka. Dziękuję Ci za to. W imieniu wszystkich studentów Akademii pragnę ci podziękować za wysiłek którego się podjęłaś. Wzrastamy razem z Tobą.

  4. Bardzo dziękuję Aniu za dobre słowo. Nie zawsze jestem z siebie dumna i czasami mam wrażenie, że mogłabym zrobić więcej i być dla innych większym wsparciem i inspiracją. Uśmiecham się, bo wierzę w to, co robię, i mam wielką nadzieję, że uda mi się zrealizować marzenia. Rzeczywiście sporo się dzieje i dlatego tak bardzo potrzebuję Waszego wsparcia. Bez pomocy innych nie jest łatwo zrobić cokolwiek. Dlatego ogromnie zależy mi na Waszej współpracy. Sporo się spodziewam. Sporo wymagam. Mogę być sroga w ocenie. Wierzę jednak, że to jest ta droga…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here