Wieczorna radość

0

Kolejny piękny poranek w moim życiu. Zapach i smak kawy, letnie powietrze wpadające do pokoju, odgłosy mojej Warszawy zza okna… Jak ja lubię zaczynać dzień. Jest w tym taka obietnica wspaniałych zdarzeń, dobrych przeżyć, a także niespodzianek. Człowiek jest wypoczęty, pełen energii, a mózg pracuje szybko i sprawnie. Aż chce się uśmiechać.
Poranki kojarzą mi się z wczesną młodością. Wtedy całe dnie były takie. Zauważało się niezwykłe momenty, przynajmniej ja je widziałam, ale energia, nadzieja i szansa na nie towarzyszyła niemal zawsze. Używając tego porównania, to, u mnie już… popołudnie… Już wiem co mnie w tym życiu spotkało, znam wiele niespodzianek, a nade wszystko znam siebie i w dużym stopniu wiem czego mogę od siebie oczekiwać. Jestem mądrzejsza, bardziej rozważna i nieco inaczej podchodzę do wydatkowania energii. Pasja do działania, tworzenia i zmieniania świata mnie nie opuszcza, ale… jakbym nieco staranniej wybierała miejsca, w które chcę zainwestować energię. Bardziej też troszczę się o wypoczynek. Nic dziwnego, to już popołudnie, ciało potrzebuje sjesty i dusza musi mieć czas, by właściwie uporządkować tę mnogość życiowych doświadczeń i przeżyć.
Z przyjemnością patrzę na pomykające wszędzie poranki – młodych ludzi, którzy uczą się, pracują, bawią. Czasami chcę im powiedzieć, by dobrze wykorzystali czas, by mogli cieszyć się popołudniem. Bo to już wiem… Wciąż napotykam także… piękne wieczory. Może nawet podświadomie ich szukam. Nie ma bowiem dnia, bym nie spotkała szczęśliwych, pełnych energii i błysku w oku emerytów. Może zauważam to dlatego, że myślę o starości i robię pewne rzeczy, bym mogła się lepiej cieszyć tą porą życia.
Starość może być piękna i radosna. I nie bójmy się tego słowa, tylko nadajmy mu dobry sens.
Znamy siebie doskonale, ale… ciągle możemy odkrywać drugiego człowieka i świat z jego niespodziankami. Wieczorem jest już wiele zrobione, można podsumowywać mijający dzień, można zadbać o swoje zainteresowania, hobby a także… iść na imprezę, które to – zauważcie – przeważnie są wieczorami.
Tak można spędzać kolejny okres życia!
W pociągu do Wrocławia jechałam z Panią Jolą, – pełną energii, bezpośrednią i ciekawie opowiadającą kobietą. Okazało się że jest na emeryturze, na co szczerze powiedziałam, że nie wygląda. Wiecie co usłyszałam?
Pracowałam przez parę lat w muzeum, mieliśmy świetnych konserwatorów.
Czyż nie wspaniałe powiedzenie? I takież podejście. Pani Jola jechała na imprezę – na Brave Festiwal odbywający się we Wrocławiu. Jeszcze tego samego dnia miało być jego otwarcie i koncert afrykańskiej pieśniarki Bi Kidude. Z Warszawy; kilka godzin w pociągu, parę dni we Wrocławiu, specjalnie na festiwal! Moja Towarzyszka podróży mówiła z taką pasją, że zapragnęłam to zobaczyć. Wierzyłam, że kupię jeszcze bilet. W końcu jestem, czy nie, dzieckiem szczęścia?
Oczywiście bilet dostałam, jeden z ostatnich. A w kolejce poznałam następną wieczorną radość. Piękna kobieta, której mogłabym dać najwyżej 60 lat, a która miała ich kilkanaście więcej, ze słodkim zaśpiewem wschodu mówiła mi, że przepływa 35 basenów co drugi dzień, codziennie ćwiczy, bo ma chore kolano, a kocha góry i chce po nich chodzić… W oczach migotały jej radosne światełka. Ona także żyła z pasją.
Tego dnia spotkałam jeszcze trzy osoby z wieczornego rocznika. Spotykali się – wyglądało na to, że codziennie – na pogaduszki w jednej z restauracji wrocławskiego Rynku. Przyjemnie ich było posłuchać… no przyznaję się – podsłuchać. Rozmawiali o wystawach, o koncertach, o książce, którą wydał znajomy i o innych znajomych, którzy podróżują po Afryce. Pomyślałam sobie, że w ich wieku też będę prowadzić takie rozmowy, czyli żyć tak, by można było je prowadzić. I oni mieli w oczach światełka.
I wreszcie koncert Bi Kidude.
Ona ma sto lat! Sto!
To już bardzo późny wieczór. Zaczęła koncertować w wieku lat osiemdziesięciu! A jak śpiewa! Silny głos, którym przez godzinę na stojąco raczyła pełną salę wrocławskiego Centrum Sztuki IMPART. Jak się rusza! Nieco oszczędnie, jednak jest w tym ruchu pewna zadziorność, nawet seksapil.
Słuchając tej królowej afrykańskiej muzyki taarab doznawałam nieprawdopodobnych duchowych przeżyć. A uśmiech nie schodził mi z twarzy. Żałowałam tylko, że nie rozumiem o czym ona śpiewa. Ale musiało to być o miłości i o soczystym życiu.
To było ukoronowanie dnia. Wracałam do hotelu z przekonaniem, że przede mną jeszcze tyle czasu i możliwości. Wszak u mnie dopiero popołudnie.

Gdziekolwiek jesteś w swoim życiu, ranek to, południe, czy wieczór – czerp z niego z radością.

Na zdjęciu zanzibarska babcia, bosa diva czyli Bi Kidude

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here