Wartość życia

2

Śmierć. Za każdym razem, kiedy dowiadujemy się o śmierci kogoś znanego czy choćby nam znajomego, dotyka nas – z różną mocą – ten fakt i to zjawisko.  Wali w nas, gdy umiera  nasz bliski. Podchodzimy do tego tak, jak potrafimy w danym momencie i  tak, jaką potrzebę ma w tym czasie nasza psychika. Nikomu to osądzać i próbować zmieniać, chyba, że ktoś o tę pomoc prosi.

Śmierć i umieranie stały się ostatnio bardziej obecne w społecznej świadomości. Pożegnanie wielkich Polaków,  wśród nich Jana Pawła II, który umierał niemal na naszych oczach, kilka  katastrof, w tym ta najtragiczniejsza, niemająca precedensu w dziejach świata, która w jednej chwili pozbawiła Polskę prawie stu wybitnych Obywateli. Giną nasi żołnierze. Zabito Polityka. Wciąż słyszymy tragiczne statystyki – efekt podróży po drogach i letnich kąpieli. Odkąd pamiętam, nie było w naszej Ojczyźnie tylu co w ostatnich latach dni żałoby państwowej, transmisji mszy pogrzebowych i widoku  trumien. To wszystko przyczynia się do tego, że rozmawiamy częściej o śmierci, o związanych z tym uczuciach, o rozmaitych wymiarach tego zjawiska i o jego sensie.  Rozmawiamy prywatnie, ale także na oczach społeczeństwa. Myślę, że to może również powodować, że częściej o niej myślimy.

W publicznej dyskusji obserwuję  różne sposoby myślenia o śmierci, o umieraniu i pamięci o tych, którzy przeszli już na drugą stronę czasu. Wypowiadają się księża, terapeuci, lekarze, pisarze i dziennikarze a także dzieci, rodzice, małżonkowie i przyjaciele zmarłych. Jest ton smutny, dostojny, tragiczny – mówi o tajemnicy śmierci i jej misterium, które wymaga czczenia samego zjawiska śmierci, o szacunku dla zmarłych z racji tego właśnie faktu, przeżywaniu żałoby i bólu, o sądzie ostatecznym i lęku związanym ze śmiercią. Nawołuje się do modlitwy za zmarłych, do dostojnej pamięci o nich.  Niektórzy mówią, że jeśli ktoś widzi jakiś sens w śmierci, to jest to w pewnym sensie niezdrowe oszukiwanie siebie. Wczoraj w jednym z programów telewizyjnych moja koleżanka po fachu stwierdziła, że opowiadamy sobie bajki dla dorosłych, zamiast stawić czoła bólowi – szukamy sensu tam, gdzie go nie ma, a i tak jakaś część nas nie godzi się ze śmiercią. Nie wierzą w to, by można było przygotować się na spotkanie ze śmiercią. Niektórzy chcieliby osnuć okolice 1 listopada melancholią, zadumą i smutkiem, zabronić radości, zabawy w tym szczególnie halloweenowych imprez. Są ludzie, co nie nazywają śmierci po imieniu, mówią o odchodzeniu, tak jakby słowo śmierć było zbyt ostateczne. Tacy, co  mówią o tym, że ci, co odeszli żyją tak długo, jak żyje nasza pamięć o nich, że warto myśleć i mówić o nich dobrze, przypominać sobie najlepsze ich chwile, przenosić mądrość ich życia, korzystać ze wskazówek czy przestróg, jakie przyniósł ich pobyt wśród nas.  Nie mają nic przeciwko zabawom, a w samym zjawisku śmierci szukają sensu – i dla tych, co umarli i dla tych, co zostali. Jest grupa, która nie demonstruje czernią swojego smutku, rzadko chodzi na groby bliskich i w ogóle żyje pełnią własnego życia  a… psychoterapeuci twierdza, że na pewno coś wypierają. Są i tacy, co nigdy nie myślą o własnej śmierci, a na wszelki wypadek nie sporządzają testamentu.

***

A śmierć jest, jest nieodłącznym zjawiskiem naszego życia, mogącym w każdym momencie zaskoczyć i nas i świat.  Warto być na to przygotowanym, w sposób, w jaki pozwala nam na to nasz wiek, doświadczenie i wiara.  Jest niewiadomą, ale pozostająca w jakimś kręgu naszego wpływu –  zależy nieco od tego, jak żyjemy i jakich wyborów dokonujemy. Mamy też prawdopodobnie duchową moc przywoływania śmierci. Wierzę, że ludzie mogą umierać na życzenie, choćby nawet ich świadomość nie zdawała sobie z tego sprawy. Śmierć innych jest dla nas ostateczna. I to od nas zależy, w jaki sposób pozostaną w pamięci tych, co zostali. Czy rzeczywiście powinniśmy mówić o nich tylko dobre rzeczy? A może przestać wreszcie ich oceniać i osądzać. Oni już zostali OSĄDZENI. Może mówić o nich w kategorii faktów, naszych doznań i tego, co zostawili. Nie ma też potrzeby unikać słowa śmierć, ale warto  odjąć od niego balast grozy. To normalny etap życia biologicznego i być może kolejny etap rozwoju człowieka.

Gdyby śmierć nie miała sensu, musielibyśmy zabrać również sens życiu.  Nawet sam fakt, że ona jest, nadaje mu sens. Ona podnosi wartość każdego życia.

Każdy człowiek sam nadaje również szacunek swojemu umieraniu i śmierci, między innymi przygotowując się do niej w jakiś sposób i nie spychając jej w zakamarki podświadomości, żyjąc tak, jakby mógł umrzeć nawet za chwilę.

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Wydaje mi się, ze każdy ma prawo do własnego pojmowania życia i śmierci, jak również do żegnania czy wspominania tych co odeszli. Ja na przykład jeżdżę na cmentarze wtedy gdy mam taką potrzebę, bez względu na to jaki jest czas. A nawet wolę gdy jest mniej ludzi wokół.
    Mimo iż nie zamierzałam jechać dzisiaj na cmentarze, to pomyślałam o bliskich, o tym jak odchodzili jeden po drugim. Nie było nawet czasu, żeby przejść do porządku dziennego po śmierci poprzedniej osoby. Uświadomiłam sobie, że wspomnienie o nich już tak nie boli. A jednak, ten tekst mnie rozbroił… Pojadę ich odwiedzić, ale za kilka dni, wybiorę się też do Sopotu i Gdańska, gdzie również żegnałam bliskich i mam rodzinę.
    Pozdrawiam Ciepło
    Marta

  2. Choc zycie po smierci trwa,choc jestesmy niesmiertelni,ziemska egzystencja kidys sie konczy.Trzeba o tym pamietac.Dzis czy jutro,kazdy dzien jest dobry by odejsc z tego swiata.Ten kto pogodzi sie ze smiercia,jest gotowy naprawde zyc.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here