To moje życie!

12

Czas leci – to wiadomość niedobra.
Jest jednak i dobra: Ty jesteś pilotem

 

Michael Altshuler

 

 

Kolejne wyzwania związane z czasem to:

  • Ma się poczucie marnowania czasu
  • Spędza się czas  – na się przymus działania

 

Choć pozornie zupełnie różne – mają wspólne źródło – brak harmonii w życiu,  brak dystansu do działania, do robienia… Czasami jest to wręcz wyraźny brak równowagi pomiędzy byćrobić.

Przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi początkowo  w jeszcze jednym czasowniku w formie bezokolicznikowej: mieć.

Dlaczego początkowo? Otóż, po to, by mieć różne rzeczy, często wcale niepotrzebne nam do szczęścia czy życia w ogóle, ludzie ostro pracują, robią wiele, bardzo wiele… za dużo… żeby to zdobyć.

Tak bardzo się tym podniecaj,  nakręcają i tak intensywnie wokół tego działają, że wręcz uzależniają się w końcu od tego działania. Potem może już nawet nie dążą do posiadania…

 

Nie chodzi o to, by złapać króliczka,
ale by gonić go

 

Budowanie kolejnych celów, dążenie do ich osiągania, pokonywanie wyzwań, a potem uzasadniona radość, że się udało, przekłada się na konkretną chemię w organizmie. Takie zachowania produkują sporo adrenaliny.

A od adrenaliny można się uzależnić. Można się uzależnić też zwyczajnie od działania, od ruchu, od kolejnych zadań, od tego, że nie trzeba myśleć o wszelkich egzystencjalnych zagadnieniach, nie trzeba sobie zadawać pytań, na które odpowiedzi nie zawsze są łatwe.

Jednakże w takich momentach okazuje się, że to nie my kierujemy swoim życiem, nie my nadajemy mu codzienny sens ale… zadania.

 

Czy to o to chodzi?

 

Zadania są sposobem na osiąganie określonych spraw w życiu.
Codziennie mamy w kalendarzu kilka lub kilkanaście zadań do wykonania,
jednakże to nie one nami mają rządzić i kierować.
To rola  nas samych – naszej misja, naszych ideałów i naszego pomysłu na życie.

 

Nie wierzę, aby ktokolwiek po głębokim zastanowieniu stworzył misję:

Przeżyć każdy dzień jak najszybciej, bez zatrzymywania.

Zrobić jak najwięcej i nie mieć czasu na nic, co nie łączy się z działaniem albo konkretnym celem do osiągnięcia.

 

Wżyciu są pewne stany i potrzeby,
które nie łączą się konkretnymi celami.

 

Nie można tworzyć celów typu: Być szczęśliwym, przeżywać piękne momenty z bliskimi, cieszyć się pięknem świata, uczestniczyć w wydarzeniach kulturalnych, pisać w pamiętniku, czytać, siedzieć na kanapie z filiżanka pysznej herbaty i patrzeć na zachód słońca, oglądać telewizję, posnuć się po mieszkaniu w szlafroku i zajmować się tym, na co w danym momencie mamy ochotę.

 

Medytacja nie może być celem, bo zaprzeczałoby to jej idei. Relaks nie będzie relaksem jeśli narzucimy sobie obowiązek relaksowania.

 

Dlatego tak ważne jest zarządzanie sobą w czasie. Chodzi o to,  żeby mieć czas na przestój, na oddech na nicnierobienie.

 

Mamy  przeżyć nasze życie najpełniej i najpiękniej, nie najskuteczniej.

 

Wystarczy, że o skuteczności będziemy myśleć w momentach, w których trzeba działać.

 

Człowiek, który nie jest  uzależniony od działania a jednocześnie zarządza swoimi wyborami w czasie, nie czuje, że marnuje czas, kiedy spędza kilka godzin za zabawie z dziećmi czy spacerze z ukochaną osobą, słucha w ciszy ulubionej muzyki czy w piżamie przez kilka godzin czyta fascynującą książkę.

Jeśli taka osoba poczuje, że marnuje czas, to… znaczy, że go naprawdę marnuje.

I jestem przekonana, że  szybko zawróci na właściwy trakt.

 

Ludzie, którzy są uzależnieni od adrenaliny, są pracoholikami, będą przeżywać przykre chwile w niedzielny poranek… albo spać po prostu. Wtedy nie czują, że mogliby coś zrobić. Zjawisko to ma nawet swoją nazwę: depresja niedzielna.

 

Przymus robienia niektórych rzeczy dotyka także ludzi, którzy nie są pracoholikami, ale maja zbyt niskie poczucie własnej wartości , aby żyć po swojemu i… nie mają własnej wizji i misji życia, nie maja pomysłu na siebie.

Znam mnóstwo osób, które uważają, że w piątek wieczorem trzeba gdzieś wyjść, w wakacje wyjechać na urlop, przed Bożym Narodzeniem sprzątać a w Sylwestrową noc szaleć. I robią to, choć wcale nie maja na to ochoty. Robią to odruchowo, zwyczajowo… czasem z przymusu.

Po co?

Dla mnie na przykład najlepszy urlop, to posiedzieć sobie w domu, pochodzić z koszykiem na bazarek po świeże warzywa i owoce, pichcić w kuchni i na luzie poczytać… a nawet popatrzeć na telewizję. Przez cały rok jeżdżę. I po Polsce i po świecie.

 

To nasze życie. My decydujemy jak je chcemy przeżyć. My mamy prawo dokonywać wyborów, które łączą się z naszymi potrzebami.

 

ZADANIE:

  • Raz jeszcze zadaję pytanie: Czy mają już Państwo swoją misję?

Dziś sobota, jutro niedziela. Proszę nad nią popracować korzystając z tego, co piszę w

Jutro podam pytania, które mogą się przydać do stworzenia misji.

Zapraszam do zastanowienia się jak naprawdę chcą Państwo przeżyć najbliższe lata? Co jest aktualnie dla Państwa najważniejsze.

  • Proszę też przyjrzeć się swojemu życiu. Kiedy czują Państwo, że marnują czas? I jak to jest naprawdę?
  • Czy zdarza się robić Państwu coś, bo… wszyscy tak robią?
  • Proszę posiedzieć 10 minut w ciszy.

 

 

PODZIEL SIĘ

12 KOMENTARZE

  1. Bardzo dziękuję. Od jakiegoś czasu Pani blog jest dla mnie wielka inspiracją. Pozdrawiam i życzę pięknej kolorowej niedzieli!

  2. Zgadzam się z Panią w 100%. Aktualnie szukam drogi w życiu, miejsca…nie jest to łatwe zadanie, ale jeżeli coś uwiera to należy to zmieniać i nie baczyć na opinie innych, że to „bez sensu”. Pozdrawiam serdecznie.

  3. Pani wpis zmienił spojrzenie na moje życie. Muszę usiąść i spokojnie pomyśleć jakie chciałabym wieść życie, ponieważ ostatnio to ciągle w biegu. Dzisiaj zabieram dzieci na małą wyprawę :) życzę wszystkim wspaniałej niedzieli :)

  4. Po dzisiejszym szkoleniu zastanawiam się jak napisać,żeby było pozytywnie?
    Dziekuję bardzo za drugie juz szkolenie-wracam zawsze jakoś wewnętrznie odmieniona!Chcę zrobić wszystko,żeby kierować swoim życiem,bo po śmierci męża szukam nowej drogi i sposobu na własne zycie-przejechałam 300km we mgle,ale warto było!Wierzę,że jak popracuje nad sobą i będę tak naprawdę wiedziała,czego chce-uda mi się!!!

  5. Bardzo lubię Pani bloga :) Co prawda, nie czytam go codziennie, tylko co jakiś czas po kilka wątków (chyba w ramach optymalizacji działania :) Tematy, które Pani porusza są mi bardzo bliskie jako, że jakiś czas temu „odkryłam” dla siebie coaching i psychologię pozytywną. Także nieźle się orientuję w tym, o czym Pani pisze. Ale wiedzieć to jedno a żyć według tego to drugie :) – trudniejsze.
    OGROMNIE cenię nastrój spokojnej radości i pozytywnej pewności, które emanują z Pani tekstów. I cieszę, się, gdy czytając Pani słowa uświadamiam sobie, że znam, stosuję czas jakiś i czuję, że to mnie rozwija :) Pani Iwono, warto pisać – szczególnie, gdy ma się do powiedzenia innym takie ważne rzeczy jak Pani :) Serdecznie pozdrawiam

    • Dziękuję bardzo za wiarę we mnie-jest to też bardzo motywujące!Dziś cały dzień”uczyłam”się mówić pozytywnie i nawet jak dla mnie polonistki-jest to wyzwanie,ale daję radę!Pozdrawiam!Jestem kolejną Pani Fanką!:)

  6. Bardzo mi się podoba ten temat i dlatego mimo że był już kilka dni temu, piszę ten komentarz.
    Wszystko w nim jest istotne, ale odniosę się tylko do jednej rzeczy: mam wrażenie że wiele kobiet nakręca się na zbyt wysokie obroty. Jak Pani napisała „lepiej sama zrobię niż mam poprawiać”.
    Mam taka propozycję: proszę zapytać swoich mężów – czego oczekują od Pań jeśli chodzi o poziom czystości/porządku w domu? Myślę że wiele Pań będzie zaskoczonych. Może się okazać że poziom czystości który panuje – jest zbyt wysoki. „Zbyt wysoki” oznacza że mógłby być niższy niż jest i rodzina albo tego nie zauważy, albo jeśli zauważy to i tak ich oczekiwanie jest mniejsze niż obecna sytuacja.
    Zaznaczam że wcale nie uważam że to obowiązek kobiet, ten obowiązek powinien być wspólny, także dla dzieci. Ale widzę przykłady kiedy to np. przed świętami Panie zaharowują się – a nikt tego nie oczekuje a na pewno w stopniu dużo mniejszym. Wtedy ten czas można przeznaczyć choćby na odpoczynek.
    Nie namawiam na bałagan i brud. Namawiam na zastanowienie się czy to co robię jest potrzebne. Mieszkanie nie polega na tym żeby wszystko było poukładane i wysprzątane jak w muzeum. Ono ma służyć domownikom i być użyteczne, miłe, ciepłe, przytulne. A to nie oznacza wcale że lśniące czystością i poukładane do A do Z.

    Odpowiedź na pytanie: czy na pewno to co robię, mój wysiłek jest potrzebny? Może jest niewspółmierny do efektów i kosztów (mój czas, zdrowie, zmęczenie, poświęcenie czegoś innego)?

    pozdrowienia!

  7. Bardzo dobrze, że Pan to niapisał. Ja takze często powtarzam Paniom, że przesadzają nieco z porządkami. Tyle, że to też czasem „temat zastępczy” – tak naprawdę – niestety – nie ma nic ciekawszego, wazniejszego… a jak jest to wydaje się trudniejsze. Dlatego czesto bierzemy sie za… sprzatanie. Pozdrawiam :)

  8. W dzisiejszym blogu (2012-10-24) napisała Pani o 4 kategoriach rzeczy i zaliczając
    „kolejne sprzątanie w tym tygodniu, utrzymywanie sterylnego porządku”

    do kategorii: „Ćwiartka II czyli sprawy pilne jednak nieważne”.
    Zgadzam się i bardzo mi się spodobało to co Pani napisała „temat zastępczy”.
    Obserwuję to w swoim bliskim otoczeniu, coś w dużym uproszczeniu – jest w domu posprzątane, to znaczy że wszystko jest w porządku.
    Otóż nie zawsze jest i na tym się skupiam na teraz – tzn. próbuję wytłumaczyć jedną rzecz:
    kiedy będę miał 75 lat i będzie to już prawdopodobnie końcówka mojego życia, kiedy spojrzę wstecz na pewno nie powiem sobie:
    jak bardzo się cieszę z tego że przez te 40 ostatnich lat kosiłem trawę, dbałem o ogród i miałem świetnie wysprzątany dom.

    Porządek i ład jest ważny, kiedy go nie ma odczuwam dyskomfort bo nie jestem bałaganiarzem – ale chodzi mi o to aby nie uczynić ze sprzątania, domu i ogrodu sensu swojego życia.

    pozdrowienia

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here