TO, CZEGO NIE POWIEDZIAŁAM

0

Życie nie może być pasmem sukcesów. Porażki są potrzebne do wzrastania – doskonalenia siebie, dowiadywania się, do czego nie jesteśmy przygotowani – jeszcze, albo też nigdy nie będziemy; potrzebne są wreszcie do posiadania pokory, której obecność pozwala zachować właściwe wyobrażenie o sobie w kontekście świata. Wiedząc o tym, zastanawiałam się od pewnego czasu, kiedy dotknie mnie porażka i podejmując się kolejnych wyzwań brałam pod uwagę to ryzyko. Tak było w wypadku przyjęcia propozycji poprowadzenia sesji tematycznej pod Priorytety Edukacji Polaków w XXI wieku na IV Kongresie Obywatelskim organizowanym z inicjatywy dr Jana Szomburga. Odbył się wczoraj w Warszawie.
Pierwsza sesja plenarna z udziałem Prezydenta Lecha Wałęsy, Joanny Szczepkowskiej, Profesorów Czapińskiego i Krasnodębskiego, Dr Bogdana Grabowskiego i tegorocznej Maturzystki Magdy Megger przekonała mnie, że dokonałam właściwego wyboru tematu. Zwłaszcza piękne wystąpienie Wałęsy o potrzebie wartości w codziennym życiu Polaków, a także o tym, by każdy zaczynał od siebie oraz płomienna opowieść Magdy o tym, jak to szkoła nie uczy ni bycia „razem” ni „osobno” kazało mi wierzyć, że prowadzona przeze mnie sesja będzie owocna. Zależało mi, by dyskusję sprowadzić na tory konieczności wychowywania młodzieży, nawet kosztem wiedzy akademickiej, by uczyć ich jak się uczyć, jak komunikować i jak działać skutecznie, by pomóc im znajdować w życiu sens i wartości, które miałyby ich przez nie prowadzić. Mówiłam o wychowywaniu w poczuciu własnej wartości i spójności wewnętrznej, czyli uczciwości. Postawiłam też pytanie:kto ma to robić, skoro nauczyciele sami często nie wiedzą jak, a do tego mają ograniczone przepisami i wskazówkami pole działania.Trudno jest być mistrzem, kiedy jest się zakładnikiem przepisów i wskazówek. Mówiłam, że dzieci powinny być szczęśliwe już teraz, a nie być hodowane dla przyszłości. Zaznaczałam potrzebę posiadania szerokiej – wszystkim znanej wizji edukacji polskiej.
Interesuję się edukacją, szkolę nauczycieli i kadrę kierowniczą, a także absolwentów szkół już w roli pracowników, jednak nie znam dokładnie tak zwanej podstawy programowej, ni regulacji prawnych. Sądzę jednak, że może to być atutem.
Stephen R. Covey mówi o tym, jak budując szosę w lesie, kładąc jej kolejne warstwy, a w końcu malując pasy można nie wiedzieć, że nie jest się we właściwym lesie. Dopiero wchodząc na drzewo można to dostrzec.
Tak samo trudno jest zauważyć popełniane błędy czy też ocenić właściwie sytuację, kiedy znajduje się w środku jakichś działań. Łatwiej to zrobić ludziom, którzy patrzą z pewnej perspektywy. I tacy ludzie znaleźli się obok mnie w tej panelowej dyskusji. Pan Wojciech Morawski – Prezes firmy Atlantic powiedział o tym, jak nie przygotowani w zakresie postaw są młodzi ludzie do pracy: nie potrafią współdziałać, przejąć odpowiedzialności za siebie i zadanie, nie są lojalni i nie są asertywni, a także nie potrafią myśleć krytycznie. Pani Agnieszka Kłakówna, profesor polonistyki UJ, autorka podręczników do języka polskiego, wspaniały pedagog powiedziała jak można ucząc mądrze polskiego i zwracając uwagę na humanizm wyrabiać w uczniach nawyk myślenia, rozwijać ich umysły i serca. Zaproponowała powołanie ciała bezpartyjnego wspierającego oświatę w realizacji tych zamierzeń. Filip Staniłko z Instytutu Sobieskiego – młody, zdolny socjolog, bardzo wnikliwie i ciekawie powiedział o konieczności równowagi w szkole polskiej oraz uczynienia jej szkołą narodową, gdzie ojczyzna byłaby naprawdę obecna. Piotr Zaremba, dziennikarz Polska. The Times dość agresywnie omówił kilka wątków w oświacie i w dziennikarskim stylu przeprowadzał analizę porównawczą, chwaląc przy tym obecną Panią Minister Hall za jej poczynania w sferze edukacji, a Pani Redaktor Renata Kim z Dziennika zadała Pani Minister trochę prowokujące pytania odnośnie postrzegania szkoły przez uczniów. A potem wypowiadała się sala: każdy na swój temat, zwykle siebie chwaląc i mówiąc o tym, jakie to cenne inicjatywy są w naszej oświacie, ile się w niej robi a także mając pretensje do „pani przewodniczącej”, że źle się dzieje na tej sali, bo nie widać myśli przewodniej albo też znajomości podstawy programowej, z której to wynika jak zmieniła się właśnie na lepsze sytuacja w edukacji. Ganiono również dziennikarzy za to, że krytykują poczynania w oświacie. Kilka zaledwie głosów wypowiedziało się w duchu naszych wypowiedzi, potwierdzając diagnozę i oczekując zmian w nakreślonym kierunku; tylko jedna nauczycielka powiedziała o swoich ograniczeniach a jakaś mama poprosiła Panią Minister, by… szkoła była dłużej otwarta. Z konkretną, bliską mi propozycją stworzenia uniwersytetu dla nauczycieli i ośrodków doskonalenia nauczycieli, które odpowiadałyby na ich potrzeby wystąpił Prezes STO Wojciech Starzyński. To był chyba jedyny głos nawiązujący do naszych tez i szukający rozwiązania.
Na sali widać było to, o czym mówił Wałęsa, Magda Megger i paneliści (z wyłączeniem dziennikarzy – oni mają swój styl) – brak razem, brak wizji, nawet brak zrozumienia tego czym jest edukacja. Każdy zajmował się swoim odcinkiem szosy w lesie, nie interesując się specjalnie czy las jest właściwy.
Nic dziwnego, że Pani Minister odniosła się również do poszczególnych odcinków szosy, mówiła o szkole i podstawie programowej, a nie wizji edukacji i wychowywaniu młodzieży do życia. Okazało się też, że bezpartyjne ciało doradcze istnieje – w osobach byłych ministrów edukacji, bez zmarłych Pań Radziwiłł i Dzierzgowskiej. Do mojej wypowiedzi nawet nie nawiązała. Powiedziała, że są różne szkoły, ogólnie jest dobrze a będzie jeszcze lepiej, zdaje się za 15 lat. Dostała oklaski, szczególnie liczne od jej bezpośrednich współpracowników oraz podległych instytucji oświatowych, które finansuje.
Po zakończeniu sesji dwie osoby(jak się okazało z kręgów zbliżonych do ministerialnych) krytycznie wypowiadające się o mojej roli pouczały mnie jak powinnam poprowadzić tę dyskusję. Dla nich to, co mówiłam było banalne. Oczekiwali głębokiego wejścia w… podstawę programową.
Szczerze mówiąc nie bardzo potrafiłam się pozbierać. Straciłam jakby sens tego po co to wszystko i nie bardzo wiedziałam co mogę zrobić na sesji plenarnej, kiedy będę omawiać co się u nas działo. Czułam, że nie osiągnęłam celu, na jakim mi zależało, a „dyskusja” była jałowa. To była moja porażka. Jako człowiek uczciwy tak zamierzałam to przedstawić. Na drugiej sesji plenarnej – jak nie ja – bezbarwnie i w kilku zdaniach omówiłam dyskusję, jedyny jej sens widząc w próbie innego spojrzenia na oświatę. I to była ta druga porażka. Dziś to wiem. Wiedziałam już w nocy. Należało barwnie i z pasją pokazać wąskie patrzenie ludzi pracujących w oświacie, ich starania na małych odcinkach własnej szosy w nieznanym lesie, pieczołowite malowanie pasów w drodze do nikąd oraz remontowanie tego, co powinno być robione w ogóle gdzie indziej. Niestety tego nie powiedziałam.

Wyciągnę lekcję z tych porażek. Nie mam zamiaru rezygnować z działań zmierzających w kierunku lepszej edukacji w Polsce, szczęśliwszych dzieci i w przyszłości mądrzejszych dorosłych. Może nawet nauczę się języka administracji…

P.S. Przepraszam, tekst może nieco przydługi i dość osobisty, ale traktuję te rozmowy z Państwem bardzo poważnie i dzielę się wszystkimi ważnymi zdarzeniami z własnego życia. Wierzę, że i to wzbudzi refleksję i może będzie nauką dla innych.

PODZIEL SIĘ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here