To był rok…

2

Ostatni dzień roku był dla mnie od czasów liceum dniem zadumy. Nawet gdy w perspektywie miałam sylwestrową noc z muzyką, szampanem i tańcami, wcześniej rozpisywałam się w pamiętniku na temat minionego roku. Podsumowywałam go, wyliczałam co udało mi się osiągnąć, a czego nie. Przypominałam sobie doniosłe wydarzenia – ważne, choć niekoniecznie miłe czy dobre. I tak jest do dziś. Dla mnie 31 grudnia to dzień wielkiej refleksji nad własnym życiem, rozwojem, nad światem. Zachęcam Kochani do takiego spojrzenia na 2009 rok. Ważne, by robić to z pozytywnym nastawieniem. Czasami bowiem przyspieszenia naszemu rozwojowi nadają wydarzenia, które trudno nazwać dobrymi: ktoś odchodzi, ktoś umiera, wyprowadzamy się ze znanego miejsca albo osiadamy w nowym, tracimy pracę lub… złudzenia. To nie są przyjemne doznania. Jeśli jednak zastanowimy się nad nimi w duchu sylwestrowej zadumy, może się okazać, że wniosły w nasze życie także dobro. Możemy przypomnieć sobie wszystko, co za sprawą tych ludzi czy miejsc wydarzyło się w naszym życiu, czego się nauczyliśmy, co dobrego przeżyli. A potem spróbujmy znaleźć, jeśli nie jakieś dobre konsekwencje złych wydarzeń, to chociaż… światełko w tunelu rozpaczy, czy bólu. Tylko w taki sposób można się przygotować do budowania nowych celów czy robienia postanowień. To konieczne, by przystąpić do tworzenia planów na przyszłość, w tym – na najbliższy rok.
Usłyszałam dziś z ust szanowanego Artysty, że noworoczne postanowienia czy pisanie celów to dziecinada, ba, idiotyzm. Otóż myli się Artysta. Kolejny dowód to na to, że wielkość w jednej dziedzinie nie warunkuje nawet średniej wiedzy w innej.
Budowanie celów na Nowy Rok, składanie sobie i innym obietnic oraz zapisywanie postanowień jest mądre, dobre i potrzebne. Nowy Rok stanowi naturalną cezurę, odcięcie i początek, które ułatwiają inne zachowania, nowe podejście do starych spraw.
Podobnie jak nowa praca czy nowa szkoła, albo… nowy związek, Nowy Rok stwarza naturalną możliwość pracy nad lepszymi działaniami, nowymi nawykami czy innym stylem podejścia do ludzi, pracy czy życia.
Nie zawsze wierzymy w siłę tych postanowień, bo widzimy, że często nic z nich nie wynika. Wspominany tu Artysta z ironią powiedział: przecież ludzie odchudzają się od każdego poniedziałku. To prawda, tyle, że ich poniedziałkowe czy inne postanowienia nie wychodzą z prawdziwych pragnień i przemyślanej wizji życia. Chcą coś robić, bo inni to robią, bo tak trzeba, bo będzie lepiej, łatwiej, albo bo… sami nie wiedzą dlaczego, a w gruncie rzeczy ulegli społecznemu (medialnemu) programowaniu. Trzeba wiedzieć dlaczego się chce schudnąć, albo zmienić pracę czy mieszkanie. Trzeba nawet wiedzieć dlaczego chce się więcej zarabiać. Trzeba wiedzieć dokąd się idzie, czyli mieć wizję swojego życia. Trzeba wiedzieć z kim chce się to wszystko robić i na jakich warunkach, jakie wartości mają przyświecać zawsze działaniu, czyli trzeba mieć misję własnego życia.
Wizja to odpowiedź na pytania – co chcę mieć, gdzie chcę być, co chcę robić. Misja odpowiada na pytania: dlaczego, po co, z kim i jak.
Wizja to coś doczesnego. Misja zahacza o wymiar transcendentny człowieka, zakłada, że nasze czyny nie są obojętne dla losów innych ludzi, a nawet świata. Przypomina, że jednostkowym działaniem wpływamy na jego kształt. Mówi o ludziach, wartościach i sposobie zagospodarowania czasu, jaki mamy przed sobą.
Na szkoleniach firmowanych prze Stephena R. Coveya autora 7 nawyków skutecznego działania wyobraża się swoje 85 urodziny i patrzy jak wygląda wtedy nasze życie. To dobry sposób, by zacząć tworzyć wizję i misję. Mnie zostało do tego czasu 30 lat. To wystarczająco dużo, by zmienić wiele w swoim życiu. A jeśli ktoś ma do tego czasu 50 czy 60 lat, może ułożyć je niemal od początku.
Ustalmy zatem gdzie chcemy być za lat 5(z kim i jak?) w drodze do tych urodzin i co trzeba zrobić w Nowym Roku, by to osiągnąć i codziennie żyć w zgodzie z misją. Zapewniam, że tak stworzone cele i wynikające z nich zobowiązania będą spełnione.
Miałam w tym roku 38 postanowień . Niektóre były konkretnymi zadaniami na drodze do moich celów, inne obietnicami wynikającymi z mojej misji i przyświecających mi wartości. Zrealizowałam 27, zatem nie wszystkie. Jestem jednak przekonana, że nie byłabym dziś tu, gdzie jestem – a podoba mi się to miejsce – gdybym nie napisała 31 grudnia 2008 roku celów na Nowy Rok.

Wszystkim Czytelnikom życzę szerokiej wizji życia, dobrze służącej misji, i celów oraz postanowień, które spełnią się w 2010 roku. I jeszcze kilku wspaniałych niespodzianek. Los czasem wie lepiej, co jest nam potrzebne!

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Pani Iwonko
    Od dłuższego czasu czytam bieżące wpisy na Pani blogu. Teraz zaczęłam zaglądać do archiwum. Dziękuje Pani za tekst z grudnia 2009r, wyjątkowo trafia do sytuacji, w której się obecnie znalazłam. 2012r był dla mnie bardzo trdunym rokiem, już w styczniu moja córka miała operacje wycięcia guza piersi, było bardzo duże zagrożenie mimo młodego wieku. Tuż przed świętami rozstałam się z partnerem, bardzo zawiódł…
    Dziś wiem, że następny rok poświęcę sobie, przemyśleniom i rozwojowi. Całe moje dotychczasowe życie skoncentrowane było na innych, teraz pora na to bym zajęła się SOBĄ:)
    Cytat z tamtego wpisu idealnie pasuje:
    „Czasami bowiem przyspieszenia naszemu rozwojowi nadają wydarzenia, które trudno nazwać dobrymi: ktoś odchodzi, ktoś umiera, wyprowadzamy się ze znanego miejsca albo osiadamy w nowym, tracimy pracę lub… złudzenia. To nie są przyjemne doznania”.
    Dziękuje za wszystko co jest na Pani blogu:) Od dłuższego czasu czuje jakbym miała w Pani przyjaciółkę.
    Wsystkiego dobrego na ten Nowy Rok, spełnienia przyszłych celów i obietnic:)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here