Spokojnie… to tylko krajobraz

2

 Jedno małe nieprzyjemne zdarzenie
może spowodować wiele późniejszych  – dobrych dla nas
albo może służyć innym.

 

Co pewien czas z lekkim zdziwieniem (na duże zdziwienia w stosunku do ludzkich zachowań psychologa nie stać) stwierdzam, że oto kolejny człowiek  spodziewał się, iż jego życie przebiegać będzie po prostej, ubitej – miejscami nawet wyasfaltowanej – drodze;  po obu stronach rosnąć będą dające cień (kiedy trzeba) drzewa i krzewy różane rozsiewające piękny zapach i… gdzieniegdzie płatki  róż. 

 

Zdarzenia, które niektórzy ludzie podają jako  przyczyny ich frustracji,
są  bardzo często normalnymi elementami życia.

 

Nie są ani nieszczęściami ani nawet specjalnymi życiowymi utrudnieniami. Życie rzadko bowiem jest wygodną  drogą, częściej jest  ścieżką prowadzącą przez urozmaicone, czasem górskie tereny. Bywa też, że ścieżki nie ma, trzeba ją dopiero znaleźć, stworzyć.

 

Rozczarowani bywają  ludzie, którzy spodziewają się wyłącznie pozytywnych efektów swoich dążeń, takich, które dokładnie założyli, często niemal w detalach. Jeśli coś dzieje się inaczej niż w założeniach, może już być nieprzyjemnym doświadczeniem i nieść rozczarowanie.

 

Potrzebna jest elastyczność.
Inaczej nie znaczy gorze
j.

 

Dążąc do określonych celów, warto jest brać pod uwagę inną niż planujemy drogę. Więcej – istnieje możliwość bezdroża.  Jednak spokojnie! To tylko krajobraz. Kiedy idzie się pod górę, jest mniej przyjemnie. Gdyby jednak nie to, nigdy nie moglibyśmy schodzić z górki.

 

Może też być tak, że jak powiedział Waldemar Łysiak: Czasami człowiekowi cel zmieniają drzwi przez które wchodzi. Tak, czasem sytuacja nieprzyjemna, nieprzewidywana zwraca naszą uwagę na inne możliwości, na nasze własne talenty albo przynajmniej uruchamia działanie. Trzeba niepowodzenia na jednym kierunku studiów, aby dowiedzieć się, że to nie nasza bajka i znaleźć swoje prawdziwe miejsce. W takich sytuacjach odkrywamy często siebie… a czasem… kogoś innego. Ileż to ludzi połączyły nieprzyjemne okoliczności.

 

W moim życiu wiele było takich wydarzeń. W zasadzie stąd wzięło się moje profesjonalne (czyli sprzężone z zarabianiem pieniędzy) pisanie. W Toronto artykuły do prasy polonijnej zaczęłam pisać po nieprzyjemnej scysji z naszym kanadyjskim krewnym, u którego mieszkaliśmy. Wiedziałam, że muszę szukać sposobu na szybkie wyprowadzenie się z jego mieszkania. Pierwsza książka, która zawierała mój tekst to Różne oblicza Kanady. Były to prace laureatów konkursu na emigrancki pamiętnik.  Byłam wśród nich – zajęłam pierwsze miejsce i wygrałam… bilet do Polski. Ten cudny dla mnie fakt zrodziła również niemiła sytuacja. Był rok 1990, przyjazd do Ojczyzny był już możliwy i bardzo chciałam lecieć do Polski. Niestety nie znalazłam zrozumienia  u męża. Wyrok był krótki|: Nie stać nas. Mój mąż poruszał się wciąż w sferze braku. Ja już uczyłam się z niej wychodzić. Jak zdobyć bilet do Polski? To było moje pytanie. Odpowiedź już znasz.  Zarówno te artykuły w gazetach jak i uznanie dla tego, co napisałam na konkurs dodało mi odwagi do napisania czegoś większego.

 

Czasem drobne dolegliwości zdrowotne zapobiegają poważnym problemom? Niepożądane efekty naszych działań mogą też wyzwolić motywację do zmiany, do dodatkowej pracy, do większego wysiłku.  Uświadamiamy sobie, że niekoniecznie włożyliśmy w coś 100% swoich możliwości.

 

I jeszcze jedno: Potrzebujemy czegoś w rodzaju szczepionki w życiu. Małe niepowodzenia, a nawet większe dają nam szerszą perspektywę, zmieniają oczekiwania i modyfikują działania.

Wniosek: nie martwmy się i nie przezywajmy tak bardzo małych niepowodzeń i nieprzyjemnych sytuacji. To tylko krajobraz. Więcej: Kiedy los daje ci cytrynę zrób z tego lemoniadę.  

 

 

Jeśli zdarzy ci się dziś nieprzyjemna sytuacja szybko pomyśl, co dobrego może ci dać. I rób tak, proszę, już zawsze.

 

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Bardzo dziękuję za te słowa. Jeszcze niedawno (zupełnie nieświadomie) denerwował i irytował mnie każdy nieplanowany pyłek piasku na mojej wyasflaltowanej drodze ( o większych kamieniach nie wspominając), każda mała dziura, w którą wpadałam. Wybijały mnie z rytmu, przerywały zwycięski marsz. Dziś mam świadomość, że to jest właśnie życie i staram się świadomie do nich podchodzić i wykorzystywać. Ale do tego potrzebna jest uważność na siebie, innych i świat.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here