Rozważania o końcu świata

14

Na końcu wszystko będzie dobrze.
A jeśli nie jest, to znaczy, że to nie jest koniec.

 

Nie pamiętam autora

 

Zbliża się koniec roku. Niektórzy wierzą nawet, że koniec świata.

Żartuję sobie nieco z tego, bo mimo wiary w znacznie więcej niż wierzy nauka, nie pojmuję jak można ulegać takim pogłoskom. Nie rozumiem Chrześcijan, którzy wierzą w przepowiednie Majów.

Nawet nie przepowiedniom wierzą, tylko brak dalszego ciągu kalendarza za przepowiednię końca biorą.

W Biblii stoi, że jeśli ów koniec przyjdzie, to nie będzie powszechnie ogłaszany. A ponadto czyż Bóg nie ustanowił tęczy na niebie na znak obietnicy, że już nigdy nie zniszczy Ziemi, przynajmniej z u życiem wody?

Zatem Ci, dla których Biblia jest Świętą Księgą, nie powinni się obawiać.

Zabawny jest mój racjonalny Znajomy, który właśnie z powodu swojej racjonalności odrzuca pozytywne myślenie…  I on bardziej wierzy Majom niż obserwatoriom naukowym.  A cóż to za racjonalizm wybiórczy?

Jeśli nawet przyjdzie jakiś kataklizm, choć żadne obserwacje Ziemi i  Wszechświata na to nie wskazują, to co? Czego się obawiamy, ba, boimy? I kto się boi?

Nie raz w historii ludzkości bywały lokalne końce świata. Polacy wiele ich przeżyli. Koniec czyjegoś życia to koniec jego świata, to także koniec świata dla tych, którzy go kochają.
A jeśli giną tysiące albo miliony? To koniec świata dla całych narodów. Jest kilka miejsc na Ziemi, gdzie koniec świata trwa od dawna.

W Newtown w Connecticut 14 grudnia skończył się świat.

 

Zawsze szukam czegoś dobrego w tym, co się dzieje… jakiegoś sensu. Trzymam się tego, żeby nie cierpieć bardziej niż trzeba, albo się nie bać. Zastanawiam się przeto, do czego jest nam to potrzebne. Czy chcemy się zbiorowo bać? Czyżby już nie wystarczały niektórym kryminały i horrory oglądane z kanapy?

A może uważamy, że nie jesteśmy tak dobrzy, jak życzyłby Sobie tego Stwórca… i to nam się należy? Tylko, jeśli tak, to komu? Dlaczego wszystkim? Wszak taki koniec świata to widowisko dla wszystkich oczu i serc? No chyba, że ci dobrzy się nie lękają, wiedzą, że nawet jeśli przyjdzie im przez chwilę oglądać to, czego wzrok nie jest w stanie znieść, w ostateczności dla nich skończy się to i tak dobrze.  To jest jakieś wytłumaczenie.

 

Ja jestem spokojna. Nie wierzę, że coś się będzie działo, ale jeśli tak to 21go grudnia razem z godziną 18 przyjdzie dobra wiadomość: Bóg naprawdę istnieje. Dla niektórych to oczywiste. Teraz jednak dowód będzie miał świat. A skoro istnieje, to… wszystko jest pod kontrolą.

 

Zawsze można być lepszym człowiekiem, jednak sądzę, że Bóg doceni moje starania. Zatem o przyszłość  mojej duszy jestem spokojna.

Żyję tak, jak pragnę, realizuję cele, spełniam marzenia. Gospodaruje czasem od dawna tak, że mam go na sprawy naprawdę dla mnie ważne. Przeżyłam znacznie więcej niż obiecywała mi wczesna młodość, więcej niż nawet potrafiłam sobie to wtedy wyobrazić.

Uważam, że wykorzystałam ten czas na ziemi, robiłam wszystko, co mogłam. Mogę zatem spokojnie zakończyć tę drogę. Myślę, że każdy, kto czuje, że żyje jak chce i jak lubi, że dotarł do własnego potencjału i korzysta z niego, ma w sobie podobny spokój. Może obawiają się ci, którzy wciąż nie żyją tak, jak chcą i czują, że drzemie w nich coś, co chce się obudzić.

Wybaczyłam wszystkim, którzy – chcący lub nie – sprawili, że cierpiałam czy znosiłam rozczarowania. Robię to na bieżąco. Namawiam, by nauczyć się wybaczać natychmiast. Mam nadzieję, że nie krzywdzę innych, jeśli tak, to nieświadomie. Dlatego od czasu do czasu posyłam w eter prośbę o wybaczenie. Dziś także.

Staram się żyć tak, by ludzie raczej mnie błogosławili. I czuję siłę tej dobrej energii.

Myślę, że bać mogą się bardziej Ci, co serce mają wypełnione poczuciem winy, żalu czy nienawiści. No cóż, warto je oczyścić, bez względu na to, co się wydarzy.

 

Z lekkim sercem także żyje się łatwiej.

 

Jak zamienić tę sytuację na dobro? Może warto sobie zadać pytania:

 

  • Co bym zrobił/a dziś, gdyby naprawdę świat miał się skończyć 21 grudnia? I koniecznie to zrobić, albo przynajmniej zrobić coś w tym kierunku.
  • Jak mogę żyć, by nie bać się końca… obojętnie czy świata czy własnego? Co chcę zmienić w swoim życiu?

 

I proszę zmienić na lepsze Swoje życie.
Albo zacząć zmieniać.

Dziś. Teraz, natychmiast.

 

Jeśli Wszyscy będą tak postępować, albo przynajmniej większość, koniec świata faktycznie nastąpi, ale koniec świata jaki znamy… Świat po prostu stanie się lepszy.

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

14 KOMENTARZE

  1. Nie wszyscy myślą o tym końcu świata (który zapewne nie nastąpi) ze strachem, nawet, jeśli nie do końca żyją tak, jak by chcieli. Niektórzy myślą o nim z nadzieją, może właśnie dlatego, że nie wszystko jest takie, jak – ich zdaniem – powinno, czy mogłoby.
    To nie jest też kwestia wiary, bo można żyć nie w pełni szczęśliwie (z różnych powodów, czasami naprawdę niezależnych od nas), a wiara sprawia, że takie „przepowiednie” przyjmuje się ze spokojem, bo „bądź wola Twoja”(w wersji chrześcijańskiej).
    Rozmawiałem jakiś czas temu ze swoimi przyjaciółmi na ten temat. Rozmawialiśmy o tym, co byśmy zrobili, gdyby okazało się, że faktycznie, „już za chwileczkę, już za momencik…”. I o tym, dlaczego tego nie robimy.
    Bo teoretycznie jest tak, że warto nauczyć się żyć tak, jakby każdy dzień miał być ostatnim. I ja się z tym w dużej mierze zgadzam. Nie chowam pięknych przedmiotów „na specjalne okazje”, nie każę im czekać, bo wiem, że mogą nie doczekać, więc po co, jeśli można się nimi cieszyć tu i teraz?
    Jednak są pewne rzeczy, które można powiedzieć czy zrobić wyłącznie w obliczu nadciągającego końca świata. W przeciwnym razie – nastąpiłoby coś znacznie gorszego: koniec świata, który będzie trwał dalej. I to już pewien kłopot… :-)

    • Ano owszem, rozmawialiśmy.

      Ja, na tu i teraz, myślę o końcu świata z pewną tęsknotą. Nie bardzo wierzę, że będzie łaskaw przyjść już w tym tygodniu, ale gdyby: odetchnęłabym z ulgą.

      Obawiam się jednak, że nie będzie nam dane.
      Że jeszcze nie czas odpocząć, że jeszcze mam coś do zrobienia. Po piątku znów od nowa spróbuję odkryć co to takiego :)

      • Właśnie o to chodzi, że i Pani i wiele innych Osób ma tu coś do zrobienia. Życie to moim zdaniem w ogóle jest coś do zrobienia, do przeżycia, do przebycia… Ja miałam i mam momenty zmęczenia, rozczarowania czy zawodu, ale to jest część życia. Świat składa się z dnia i nocy, ciepła i zimna i… różnych stanów, nastrojów i emocji. Jest znakomita książka „Mniej uczęszczana droga” – Scott Pecka dla tych, którzy koniecznie chcą patrzeć na życie jak na coś niezbyt udanego. Polecam.

        • Chyba nawet nie chodzi o to, że patrzę na życie nieudane. Nie myślę tak. ale gdybym, to wtedy tym bardziej chciałabym wyrwać jeszcze trochę czasu, żeby odwrócić bilans.

          Cóż, jestem chyba po prostu bardzo zmęczona, bezradna i bezsilna. A to mieszanka, która jednak daje w kość. Nie składam jednak broni, „jeszcze któregoś ranka odbijemy się od ściany” :)

    • Wiem wiem… Mam zapisane, że by Ci złożyć życzenia Karolinko. :) Jeszcze kilka takich rocznic przeżyjesz :)

  2. a ja z okazji spadku formy, zakupiłam książkę Ku doskonałości-30 dni pracy nad sobą i czytam!!!!!!!!!!!

  3. Pani Iwono zrobiłam już swoją „Mape marzeń- mapę celów” na Nowy Rok w ktorej nie uwzgledniłam końca świata , wiec chyba dla mnie nie nadejdzie, prawda?
    pozdrawiam

  4. Gdyby ten koniec świata nadszedł dla ludzkości, inne gatunki odetchnęłyby z ulgą – może łatwiej by przetrwały ten koniec świata niż destrukcyjną działalność egoistycznych, pazernych i bezwzględnych, lub po prostu bezmyślnych i słabych ludzi. No i może zmiany klimatyczne zostałyby powstrzymane i Ziemia znów by się stała przyjaznym dla życia miejscem we Wszechświecie :-)

  5. W dzień końca świata
    Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
    Rybak naprawia błyszczącą sieć.
    Skaczą w morzu wesołe delfiny,
    Młode wróble czepiają się rynny
    I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

    W dzień końca świata
    Kobiety idą polem pod parasolkami,
    Pijak zasypia na brzegu trawnika,
    Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
    I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
    Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
    I noc gwiaździstą odmyka.

    A którzy czekali błyskawic i gromów,
    Są zawiedzeni.
    A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
    Nie wierzą, że staje się już.
    Dopóki słońce i księżyc są w górze,
    Dopóki trzmiel nawiedza różę,
    Dopóki dzieci różowe się rodzą,
    Nikt nie wierzy, że staje się już.

    Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
    Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
    Powiada przewiązując pomidory:
    Innego końca świata nie będzie,
    Innego końca świata nie będzie.

    PIOSENKA O KOŃCU ŚWIATA – Czesław Miłosz

    Pozdrawiam Ilona

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here