Poznaj Eykis

1

Gina skomentowałam mój wpis na temat zjawiska „Aha” pytaniem: co robić, kiedy zmiana, ujrzenie świata w innej konfiguracji prowadzi do zmian w życiu innych ludzi, naszych dzieci,współmałżonków czy innych ważnych dla nas osób. Jak pozbyć się poczucia winy? Napisała również, że czeka na dalsze wpisy na temat zmiany paradygmatów. Dziękuję. Myślę, że możemy zacząć właśnie od tych kilku, które wiążą się z odczuwanym poczuciem winy i w ogóle wyobrażeniami związanymi ze zmianami w życiu naszym i naszych bliskich.
Psycholog Wayne W. Dyer napisał piękną książeczkę „Gift from Eykis” (Prezent od Eykis). Nie wiem dlaczego nie doczekała się ona jeszcze tłumaczenia w Polsce. Kilka jego książek jest już przetłumaczonych. Ta krótka powieść z gatunku fantastyki to jedna wielka zmiana paradygmatów. Opowiada o tym jak mieszkańcy innej galaktyki, znacznie od nas rozwinięci – i intelektualnie i technologicznie i duchowo – chcieli pomóc nam – ludziom w innym spojrzeniu na rzeczywistość. Eykis to jedna z tych osób. Przygląda się naszemu życiu, dziwi niezmiernie i proponuje inne rozwiązania. Najbardziej zdziwiło ją właśnie nasze poczucie winy i wyrzuty sumienia. Nie pamiętam dokładnie jej słów, jako że czytałam to wiele lat temu, ale jej tok myślenia był mniej więcej taki:
„Dlaczego wy macie wyrzuty sumienia albo poczucie winy? Dobrze, że odczuwacie to jednorazowo, to pomaga wszak zmieniać się w lepszego człowieka, pomaga nie robić podobnej rzeczy nigdy więcej. Ale dlaczego na tym nie skończycie, dlaczego się gryziecie? U nas to ma sens, ponieważ możemy cofnąć życie tak, jak wy cofacie film i postąpić inaczej. Wy jednak nie możecie tego zrobić. Dlatego powinniście naprawić to, co się da naprawić, zastanowić się czy zrobilibyście tak jeszcze raz, wybaczyć sobie i nie cierpieć.”
Otóż to. Najpierw pojawia się pytanie czy w ogóle wyrzuty sumienia mają sens? Obojętnie czego by dotyczyły. Czy nie lepiej skoncentrować się na ewentualnym naprawieniu szkód, jeśli faktycznie zrobiło się coś złego, albo na naprawie siebie? A jeśli to, co się zrobiło wcale nie jest złe, tym bardziej nie można mieć wyrzutów sumienia.
Rzeczywiście często jest tak, że nasza zmiana widzenia świata pociąga zmiany dla innych. Jeśli matka dochodzi do wniosku, że po to, by mogła być szczęśliwa pragnie pracować, albo uczyć się, to naturalnie jej dzieci będą z tego powodu miały więcej obowiązków czy nieco inny harmonogram dnia. Dotyczy to również małżonka. Tylko czy to jest dla niego i dzieci coś złego? Czyżby paradygmat, że matka ma być w domu, a dzieci mają być wyręczane w większości domowych prac miał być bardziej słuszny niż ten, że dom to miejsce, w którym rodzina współdziała w ramach swoich możliwości? I dlaczego zapominamy o paradygmacie: tylko szczęśliwa matka może wychować szczęśliwe dzieci? Dlaczego dzieci mają prawo do wygody i szczęścia, a rodzice nie? Obawiam się, że spora część wyrzutów sumienia, czy choćby wątpliwości, bierze się z paradygmatu poświęcającej się „matki Polki”. Nie sądzę by w dzisiejszych czasach potrzebne były poświęcenia, wystarczy sensowne pogodzenie zajęć i obowiązków.
Inny przykład paradygmatu uniemożliwiającego rodzinom rozwój, a gospodarce lepsze działanie. Niedawno koleżanka szukała u mnie opinii psychologa, że częste przeprowadzki są dla rozwoju dzieci niewskazane. A ja wcale tak nie uważam, a i badania tego nie potwierdzają. Owszem, jest to wyzwanie dla dzieci, może się łączyć z przykrymi doświadczeniami (dla dorosłych zresztą też), jednak stwierdzono, że dzieci, które często zmieniały miejsce zamieszkania lepiej sobie potem radzą w życiu. Nasz świat jest światem zmian i pewno inaczej już nie będzie, zatem dzieci trzeba do nich przygotowywać i uodparniać na nie. Zmiana paradygmatu polega tu na tym, by raczej szukać sposobów jak je wychowywać, by umiały zachować ciągłość i trwałość w swoim życiu, a zmiany nie wywoływały u nich wielkiego stresu, a nie chronić je przed tym.
Jest i tak, co często podkreślam, że jeśli jednej osobie zmieni się paradygmat (na przykład żonie)i zacznie się rozwijać, ćwiczyć charakter i sięgać po kolejne cele, jej mąż może nie być z tego zadowolony. Niestety często wolimy ludzi w starym wydaniu. Nawet jeśli byli trudniejsi, gorsi czy mniej szczęśliwi, to byli znani. A kiedy się zmieniają, zmuszają nas do nowego wysiłku. No tak, ale czy możemy rezygnować z rozwoju tylko dlatego, że partner jest… leniwy? I czy powinniśmy przejmować się tak bardzo uczuciami kogoś, komu de facto nie zależy na nas i naszym szczęściu? A cóż to za miłość, która trwa tylko wtedy, kiedy jest tak, jak to sobie wymyśliliśmy i ciągle tak samo?
Niektóre decyzje trudno jest podjąć. Wiem ile kosztował mnie powrót do Polski i związane z tym rozstanie z córkami i mężem. Wiedziałam jednak, że jeśli tego nie zrobię, nie będę szczęśliwa i na pewno odbije się to na ich zadowoleniu z życia. Z córkami relacje trwają dalej i nie sądzę, by były gorsze niż matek mieszkających z dziećmi po sąsiedzku. Miłość partnerska nie wytrzymała tej próby. Ale nie mam wyrzutów sumienia i nie żałuję wyboru.

PODZIEL SIĘ

1 KOMENTARZ

  1. „A cóż to za miłość, która trwa tylko wtedy, kiedy jest tak, jak to sobie wymyśliliśmy i ciągle tak samo? ” Chyba mozna tez to odniesc do przjazni…..

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here