Potyczki z przeszłością

13

przeszłość

 

Czym jest przeszłość,
jeśli nie tym co wybraliśmy, aby pamiętać?

 

Amy Tan

Nie będę w tym tekście głaskać po główce…

Za czasów mojej młodości świadomość psychologiczna w moim środowisku była na tyle niewielka, że zachowania dorosłych ludzi rzadko kto tłumaczył dzieciństwem. Owszem mówiło się ktoś miał trudne dzieciństwo ale to raczej w kategorii żartu. Za trudne dzieciństwo uważało się  naprawdę ciężkie życie… wojnę, patologię.  Dziś świadomość psychologiczna jest znacznie większa, jednak dzieciństwem i wychowaniem tłumaczy się niemal wszelkie ludzkie niedociągnięcia, a za sprawców tych słabości uważa rodziców. Słyszę, że ktoś nie ma poczucia własnej wartości, bo matka była prostą kobietą i nie dostrzegała pozytywów, bo ojciec był niezwykle wymagający i nigdy nie chwalił, bo żyliśmy w małym miasteczku, bo dzieci się ze mnie śmiały, że byłam zbyt pulchna, bo moi rodzice się rozeszli…  I nieważne czy człowiek ma 25 lat, 35 czy 45 i jak dawno rozstał się z dzieciństwem. A raczej się nie rozstał…

 

Są sytuacje, w których żeby pomóc, trzeba cofnąć się do dzieciństwa i wydobyć z człowieka to, co się wtedy działo. Szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z ewidentnym bólem psychologicznym, który może być choćby wyjęty z cierpiącego lub zaburzeniem osobowości, które może być powodowane wyparciem, wtłoczeniem do podświadomości pewnych wydarzeń… częściej jednego wydarzenia. To jednak zdarza się na szczęście rzadko.

 

Tymczasem co druga klientka przychodząca do mojego gabinetu ma za sobą psychoterapię, co piąty mężczyzna. Mężczyźni raczej o tym nie opowiadają, kobiety i owszem. Mówią, że przepracowały swoje dzieciństwo,albo  relacje z matką, nazywają rolę pełnioną w rodzinnym domu określeniem z modnej koncepcji psychoterapeutycznej i twierdzą, że wybaczyły swoim rodzicom, a czasem mówią też, że mają już poczucie własnej wartości. A jednak przychodzą z wyzwaniami teraźniejszości, których ewidentnie przeszukiwanie i nazywanie przeszłości nie załatwiło. Nie widać też – i nie wskazują na to również kwestionariusze –  żeby ich poczucie własnej wartości było  dobre. Myślę, że tylko oczekują teraz więcej od swojego życia, albo raczej wiedzą, że mają prawo oczekiwać. To dobry punkt wyjścia, ale nie trzeba przerabiać całego dzieciństwa żeby do niego dojść.

Świetnie poruszając się po przeszłości wciąż niepewnie stąpają po gruncie teraźniejszości. Nic dziwnego:

 

Analiza przeszłości może w najlepszym wypadku pozwolić coś zrozumieć,
ale niczego nie zmieni.

 

Kiedy ktoś pracował z psychoterapeutą to ma jeszcze przynajmniej poukładane różne sprawy, gorzej kiedy ktoś sam przerabia swoje dzieciństwo i szuka w nim powodów braku satysfakcji z własnego życia.

Moim zdaniem często jest to po prostu zasłanianie się przeszłością. Stanowi takie samo dobre wytłumaczenie dla ego dlaczego coś nam nie wychodzi jak każde inne. Jemu jest dzięki temu lepiej i łatwiej. Tylko proszę mi powiedzieć: Jak można przejąć odpowiedzialność za swoje życie, za teraźniejszość, którą buduje się przyszłość, kiedy tkwi się wciąż w przeszłości?

Niektórzy klienci próbują wciągnąć mnie w dyskusję na temat przeszłości, bywają wręcz zawiedzeni, widząc, że ewidentnie bardziej interesuje mnie teraźniejszość i czas od ostatniego spotkania.

 

Każdy z nas ma przeszłość. Proszę mi wierzyć u każdego znajdziemy w niej przykre doświadczenia, nawet traumy.
Każda jednak, nawet ta naprawdę niedobra, ma momenty szczęścia, piękne chwile. 

 

Dzieci przeżywają życie w teraźniejszości: jak płaczą, to płaczą w całości, jak się śmieją to również całymi sobą. I proszę zauważyć, że od śmiechu do płaczu i odwrotnie dystans jest niewielki. Czy to nie jest tak, że te przeszłość majstrujemy już sobie jako ludzie dorośli i robimy to w zgodzie  z takim lub innym nastawieniem.

  • A może zamiast koncentrować się na tym, co było w naszym życiu przykre, lepiej pamiętać to, co było dobre.
  • Zamiast szukać w przeszłości przyczyn tego dlaczego dziś tak a nie inaczej się zachowujemy, wyrobić pożądany nawyk, zmienić zachowanie.
  • Zamiast szukać powodów braku poczucia własnej wartości, może zwyczajnie o nią zadbać. Dać swojemu ciału, emocjom, intelektowi i duszy to wszystko co poczucie własnej wartości buduje i wzmacnia. 

 

Czy to my mamy przeszłość czy ona ma nas?

A jeśli my ją, to czy nie od nas zależy co będziemy pamiętać,

co z niej wyniesiemy, jak ja potraktujemy i kiedy ją opuścimy?

 

Czy to nie jest trochę tak, że ktoś kto wciąż wraca do swojego dzieciństwa i tego, co się w nim działo, tak naprawdę nigdy się z nim nie rozstał. A skoro tak, to znaczy, że nie dorósł, nie chce przejąć odpowiedzialności za swoje życie – prawdziwej odpowiedzialności, takiej w której efekty zachowania bierze się na własne konto. Niestety pławiąc się wciąż w dzieciństwie i drążąc je, nigdy się z nim nie rozstaniemy. A tu czeka piękne życie: teraźniejszość, która zależy od nas samych, od tego jak będziemy myśleć i co będziemy robić. Czyż nie lepiej zająć się właśnie nią?

 

 

 

P.S. Zapraszam do udziału w konkursie, który wciąż trwa, a nagrodą jest wstęp na Dni Siły  

Zapraszam też do rejestracji na Dni Siły. Połowa miejsc jest już sprzedana, ale druga połowa czeka na Państwa. Jeśli ktoś wygra konkurs, dostanie zwrot wpłaconych pieniędzy.

Przypominam konkursowe pytanie:

Jakie cztery elementy składają się na ludzkie wyposażenie, które pozwala nam budować  swoje życie i charakter?

 

Odpowiedzi proszę przysłać na adres biuro@asdimo.pl

 

 

 

 

 

 

PODZIEL SIĘ

13 KOMENTARZE

  1. Przeczytałam ten wpis i coś we mnie drgnęło. Jestem w tej chwili w terapii i często wracam do przeszłości i choć coraz więcej rozumiem mam wrażenie , że „drepczę” w miejscu. Wojny nie przeżyłam, a jedynie ojca alkoholika i choć bywało źle to mam wrażenie ,że to wszystko było „po coś”. Trochę obolała i jeszcze lękliwa, ale coraz częściej patrzę w przyszłość. Pani tekst podpowiedział mi, że mogę , a nawet powinnam być tu i teraz i pracować nad tym, co będzie jutro. Dziękuję z całego serca.

  2. Ja traktuję przeszłość jak ,,zamknięty pokój”…..tylko czasem do niego zaglądam ,ale staram się nie wchodzić……..Pozdrawiam wakacyjnie .

  3. Kocham moich rodziców z całą ich zawartością. Bez nich nie byłabym dziś tym kim jestem. Nie byłoby mnie dziś na świecie. To oni dali mi życie, dom. Tam zbudowano moje fundamenty, tam zaczęłam być kimś. I jeśli nawet dziś jako dorosła kobieta dostrzegam to co w moim dzieciństwie mogłoby być inaczej, lepiej, to i tak wiem, że było ,”po coś”, podobnie jak Pani Edyta. Cieszę się, że wiem „po co”. Mama, tata- moim zdaniem najbardziej wymagający i najważniejszy „zawód’ na świecie.

  4. Przychodzi taki moment, kiedy musimy wziąć własne życie w swoje ręce. W wieku 15 lat zaczęłam pobudzać swoją wyobraźnię. Tworzyłam swoją przyszłość, ponieważ nie podobała mi się teraźniejszość. Czytając obecnie książkę Frankla, przypominam swoje dzieciństwo i ten czas, w którym czułam, że to co mnie dotyka nie może mnie zniszczyć tylko wzmocnić. Skąd się brała we mnie ta siła? chyba stąd, że w głębi duszy, czułam że jestem kimś wyjątkowym. Oczami wyobraźni widziałam moją tlącą się iskierkę i dbałam o nią, aby nigdy nie zgasła. Było ciężko, ale udało się. Cierpliwie żyłam z tą myślą, że kiedyś nadejdzie ten długo oczekiwany moment, ta nadzieja przytrzymująca mnie przy życiu, że kiedyś będę gotowa wziąć własne życie w swoje ręce i tworzyć je tak jak tego pragnęłam w dzieciństwie. Najbardziej dla mnie zgubne było myślenie kategoriami, „gdybym miała innych rodziców….” ale ich nie miałam, więc pozostałam tylko ja i moje wyposażenie z którego buduję swoje życie, swój charakter i czerpię siłę :) Dlatego jestem tu i teraz. Dlatego będę na Dniach Siły, dlatego czytam i studiuję mądre książki. Dlatego pomagam innym ludziom bo udało mi się zmienić swój los. Uczę się, rozwijam się i tak już pozostanie na zawsze.

  5. Bycie rodzicem jest trudne bo to jak wrzucenie na głęboką wodę bez możliwości „potrenowania” wcześniej. Nikt tego nie uczy a i trudno byłoby próbować tego uczyć.
    Na jednym ze spotkań klubu ASDIMO Pani Iwona słusznie powiedziała „rodzice wychowali jak umieli najlepiej”. Było to w odniesieniu do szkodliwości książki „Toksyczni rodzice” i żeby nie obarczać ich tak łatwo winą za swoje obecne życie.
    Nie wszystko w wychowaniu się udaje – dziecko to przecież mały człowiek, skomplikowany, obdarzony własną osobowością. Trzeba próbować zrobić to najlepiej jak można. Licząc się z tym, że być może nie wszystko może się udać…
    pozdrawiam !

    • Zgadzam się w całości z powiedzeniem, że Rodzice wychowywali najlepiej jak potrafili. Przecież oni też mieli swoje dzieciństwo ze swoimi ciężkimi chwilami często traumatycznymi. Tak więc idąc w dorosłość nie należy Rodziców oceniać tylko podziękować za to co dali i iść dalej tworząc swoją rzeczywistość i brać odpowiedzialność za siebie. Tak jak pisze Pani Iwona nie szukać przyczyn w przeszłości, bo teraźniejszość kształtujemy sami. Warto doświadczać i wyciągać wnioski korygować i weryfikować tak aby mieć jak najwięcej radości na co dzień .
      Tak wiele możemy zrobić sami, codziennie. Warto też tak jak uczy Pani Iwona dać sobie czas codziennie na chwilę wdzięczności. Wdzięczność daje możliwość na skupianiu się na tym co piękne . na tym można budować .

  6. No to jestem w domu! Zaslaniam sie trauma i rodzicami, bo tak mi wygodniej. I drepcze w miejscu. Od tej pory koniec z tym, zyje tu i teraz, biore zycie w swoje rece.
    Dziekuje!

  7. Wspaniałe to co przeczytałam. Ja miałam w młodości szkołę”rocha”. Dziś wiem, ze to wyszło mi na dobre, choć jako nastolatka burzyłam się. Posłuszeństwo i szacunek do rodzicielki nauczył mnie szacunku , zrozumienia, empatii i pomagania innym. Sprawdzają się słowa ze Słowa, „co posiejesz, to zbierzesz”. Moje młodsze” dzieci”/20 i 23 lata/, chyba jeszcze muszą coś przeżyć, aby zrozumieć, bo trudno mi dotrzeć. Dyskusja sprowadza się do, ..tak, tak, za Twoich czasów mamuś….. Póki co, jestem, staram się być dobrym przykładem.
    Pozdrawiam serdecznie:)

  8. Bardzo interesujący wpis. Ważne jest, aby rzeczywiście zdać sobie sprawę z tego, że nie można żyć przeszłością – wyciągnąć odpowiednie wnioski i rozbudzić w sobie chęć i potrzebę zmiany. Dzięki błędom, trudnemu dzieciństwu – wiele osób jest bardziej dojrzałych emocjonalnie, choć często nie zdają sobie z tego sprawy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here