Polub to

2

Ucz się czekać,
bo albo zmienią się rzeczy,

albo Twoje serce.

Autor nieznany

 

Warto podążać za swoimi marzeniami i bez względu na wiek, a czasem nawet okoliczności, realizować tę ich część, która dotyczy podstawowego zajęcia życiowego. Celowo nazywam to podstawowym zajęciem, nie pracą zawodową, ponieważ niektóre kobiety (a ostatnio nawet mężczyźni) za takie podstawowe zajęcie chciałyby móc traktować wychowywanie własnych dzieci.
Zwykle pomagam w dojściu do wymarzonej pracy, ale ostatnio trafił do mnie prawie pięćdziesięcioletni mężczyzna, którego marzeniem była zamiana stanowiska w korporacji na pozycję niani swoich małych dzieci. Jak zatem widać: marzenia są naprawdę różne. I całe szczęście.

Dziś piszę do tych, którzy z jakichś powodów, nie chcą zmieniać pracy i do tych, którzy są w procesie zmiany. Jak to polubić?

 

To bardzo ważne, by dążąc do czegoś,
czego pragniemy, umieć się jednocześnie cieszyć tym,
co mamy w danym momencie.

 

W przeciwnym wypadku zanim osiągniemy to, co jest naszym marzeniem, będziemy żyć w rzeczywistości niechcianej, a przez to powodującej gorszy nastrój i gorsze… dokonania zawodowe.

Może się zresztą okazać i tak, że kiedy zaangażujemy się w pełni w polubienie swojej pracy, stanie się ona dla nas po prostu atrakcyjna.

I tu mamy właśnie pierwszy podstawowy element niezbędny do otrzymywania satysfakcji z pracy – zaangażowanie.
Chodzi o to, by nie czekać aż minie czas pracy, nie unikać odpowiedzialności czy dodatkowych zadań, ale przeciwnie – zastanawiać się codziennie:
Co mogę zrobić, by moja firma funkcjonowała jeszcze lepiej? Jak mogę odcisnąć na niej własny, indywidualny ślad?

Takie myślenie spowoduje, że będziemy pracować bardziej twórczo, robić być może inne rzeczy niż dotąd i kto wie czy w jakimś momencie nie znajdziemy się… na innym stanowisku, choć w tej samej firmie, robiąc to, czego tak naprawdę pragnęliśmy.

 

Nie myślmy o swoim zajęciu
w kategorii dyplomów i fakultetów,
ale w terminach praktycznych
– co chcielibyśmy robić.

 

Znam sytuację, kiedy młoda kobieta, zaczynając od obsługiwania kasy fiskalnej, wylądowała na stanowisku rzecznika prasowego firmy, zaś mężczyzna obsługujący wózek widłowy – został najlepszym handlowcem. Mam koleżankę dziennikarkę, która wcześniej pracowała w swojej redakcji na pozycji pomocy biurowej. Firmy reklamowe znają wiele podobnych sytuacji.

 

Drugi element pozwalający lepiej się czuć w aktualnej pracy to nadanie jej misji. Dla mnie to jest szczególnie ważne.
Jednocześnie sama jestem dobrym dowodem na prawdziwość tych słów. Pracowałam przez jakiś czas w Kanadzie jako gospodarz bloku. Miałam przyzwoitą pensję, tak zwane benefity (na przykład dodatkowe ubezpieczenie, dłuższy urlop) i piękne mieszkanie,  dobrego szefa i sporo wolnego czasu. Nie miałam jednak satysfakcji z tego, co robię, ponieważ uważałam, że to nijak ma się do mojego wykształcenia. Wtedy jeszcze tak naprawdę nie wiedziałam co chciałabym robić. I co robiłam? Starałam się jak najwięcej pracy zepchnąć na pomocnika, a to, co miałam do robienia czasem robiłam po łebkach, albo i wcale. Odliczałam czas do końca mojej zmiany, a skupiałam się na tym, żeby to wszystko jedynie dobrze wyglądało w oczach Davida – menedżera zarządzającego osiedlem.
I właśnie on zmienił mi perspektywę, mówiąc coś w tym rodzaju:

Zobacz od Ciebie zależy szczęście tych setek ludzi. Dzięki temu, że mieszkają w zadbanym domu, w którym wszystko działa, a superintendent (to ja) jest miły i chętny do pomocy, są szczęśliwsi. Mogą zająć się lepiej swoją pracą, dziećmi, przyjemnościami. Pomyśl jak wspaniale zaczyna im się dzień, kiedy wychodzą z mieszkania i czystym korytarzem idą do czystej miłej windy, z której wychodzą na zadbany hall… I kiedy wracają do takiego domu wieczorem. A to wszystko w Twoich rękach. Zmieniasz ludziom świat na lepsze!

Moja praca od tego momentu przestała być nieprzyjemna. Wiedziałam, że  to okres przejściowy, zaczynałam już się szkolić i pisać, ale jednocześnie angażowałam się bardzo w mój dom i moich lokatorów. Mało tego! Potraktowałam pracę również jako miejsce do ćwiczeń angielskiego i… dawania wsparcia psychologicznego. Dowody wdzięczności dostałam na odchodne.
Prawdę mówiąc był taki moment, że zastanawiałam się czy nie chcę zostać menedżerem takiego osiedla. Tak bardzo spodobało mi się nowe podejście do zajęcia.

 

Trzeci sposób na polubienie swojej pracy to właśnie to, czego już nieco dotknęłam w swoim przykładzie – wykorzystanie go jako trampoliny do tego, co chcemy robić w przyszłości, zbieranie doświadczenia, ćwiczenie się w czymś, co potem nam się przyda. Oczywiście i tutaj trzeba zaangażowania, a czasem nawet specjalnego sposobu myślenia, nowego spojrzenia.
Ktoś powie: Czego można się uczyć w biurze, kiedy chce się być psychoterapeutą? Albo w restauracji… gdy to, o czym marzymy, to praca jako oficer śledczy?
Można! Sami Państwo do tego dojdą, jeśli zechcą się pobawić w odpowiedzi na te pytania.

Czasami są pewne rzeczy, które można zrobić zaraz. Ktoś, kto marzy o grafice komputerowej może się wykazywać tymi zdolnościami, ktoś, kto chce być trenerem, może już teraz pomóc w poprawieniu relacji w firmie lub zmotywowaniu kolegów.
Może się również okazać, że kiedy zaczniemy robić nowe rzeczy… dojdziemy do wniosku, że tak naprawdę wcale tego tak nie lubimy.  Jakże często przekonują się o tym ci, co interesują się psychologią. Zainteresowanie tą dziedziną to nie to samo, co praca psychologa, na przykład w szkole. A praca trenera od strony kulis także wygląda nieco inaczej.

Oczywiście trzeba przez cały czas uczyć się i zdobywać nową wiedzę do przyszłego zawodu ale warto co pewien czas uświadamiać sobie, że to bieżąca praca daje nam poczucie bezpieczeństwa. I odczuwać do niej wdzięczność.

Ktoś, kto uwielbia pracę z ludźmi, może również znaleźć nową radość w przełożeniu nacisku w tej samej pracy – z rzeczy i zadań na – ludzi. Może zadbać o atmosferę i wzajemne relacje w firmie.
Poczuje się natychmiast lepiej, będzie miał więcej satysfakcji i… może przełożony to zauważy.

 

Sposobów jest wiele. Ważne, by znaleźć swój własny, który umożliwi nam radość z tego, co mamy w dążeniu do tego, czego pragniemy. Zawsze chodzi o jedno:

 

Trzeba polubić, to, co się ma.

 

 

Zadanie:

  • Spróbuj znaleźć dobre strony w podanych przykładach.
  • Napisz z czego się możesz cieszyć i jak możesz wykorzystać pracę, którą masz w tej chwili. Nie ustawaj dopóki nie znajdziesz 10 pozytywnych aspektów.

 

PODZIEL SIĘ

2 KOMENTARZE

  1. Cieszę się, że przerobiłem tą lekcję już ładnych parę lat temu :) przeczytawszy o tym w książce Iwony.

  2. Pani Iwono, opowieść o pracy intendentki przypomniała mi rozmowę sprzed kilku miesiecy, kiedy jeden z przyjaciół zapytał mnie, jak się ma praca w sklepie ze zdrową i ekologiczną żywnością do pracy trenera rozwoju osobistego (a może poprowadziłabyś swój sklep – zapytał). No właśnie. Nieznane są drogi, jakimi prowadzi los, i często nie mamy wpływu na to, co podświadomie przyciagamy w drodze do marzeń. Mamy natomiast wpływ na sposób w jaki traktujemy to, co do nas przychodzi, kiedy jesteśmy wdzięczni za to, co robimy i co osiągamy dzięki tej pracy, choćby wskazane przez Panią poczucie bezpieczeństwa finansowego. Wykonując codzienne zadania wpływamy na życie innych ludzi i zmieniamy świat wokół siebie. Od naszej postawy zależy czy na lepsze, co może być też okazją do realizacji życiowej misji. Zgadzam się z Panią, że warto dostrzec dobre strony i polubić to, co się ma, żeby zrobić miejsce dla jeszcze lepszego. Zauważyłam, że często przychodzi samo we właściwym sobie czasie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here